Amerykański senator: Rosja jest większym zagrożeniem, niż ISIS

W dniu, w którym Emmanuel Macron spotkał się z Władimirem Putinem w Wersalu, amerykański senator John McCain zdetonował prawdziwą – choć nie pierwszą w swym życiu – medialną bombę. Stwierdził, że Rosja jest bardziej niebezpieczna dla światowego ładu, niż tzw. Państwo Islamskie.

Kiedy cały dziennikarski świat koncentruje się na tym, na czym najłatwiej mu się skoncentrować, to znaczy na retorycznym naskórku życia politycznego, przywódca amerykańskich jastrzębi John McCain, jawi się niemalże jako intelektualista.

Podróżujący do Singapuru na szczyt bezpieczeństwa były kandydat na prezydenta USA należy do ludzi, którym można zarzucić, że wojenne doświadczenia wypaczyły ich postrzeganie świata. Nie sposób jednak w jego przypadku nie zadać pytania, czy charakter tych doświadczeń nie stanowi potwierdzenia stawianych przez polityka tez.

Oczywiście. Powie ktoś: gdzie Wietnam (to tam McCain był trzymany w niewoli), a gdzie Rosja? Wystarczy jednak odrzucić brednie, jakoby świat był oceanem wolnych elektronów, które mogą na siebie przypadkowo wpaść, ale generalnie nie wchodzą ze sobą w głębszą interakcję. Materia w stanie naturalnym jest uporządkowana.

Nie byłoby wojny w Wietnamie, gdyby nie zimna wojna, w której mimo wszystkie zastrzeżeń i cząstkowe nieprawdy, to Stany Zjednoczone były mocarstwem, które poszerzało sferę wolności i dobrobytu w świecie, a Związek Sowiecki – odwrotnie.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że McCain musi mówić to, co mówi, ponieważ został ukształtowany przez zderzenie z „Imperium Zła”, bo to banalne. Pytanie, które postawimy raz jeszcze, choć nieco inaczej, brzmi następująco: na ile doświadczenie pewnego starszego pana sprzed pół wieku pomaga odnaleźć się – i tu wstawić dowolne: Polakom, Ukraińcom, Europie – w teraźniejszości?

Czy naprawdę nie jest tak, że za kilkadziesiąt lat ISIS pozostanie wspomnieniem bestialskiego, ale jednak krótkotrwałego piekła, natomiast neoimperialna Rosja – jeśli się do tego czasu się nie rozpadnie – będzie nadal ciążyła nad pewnymi częściami świata, jak duszny obłok?

A nawet jeśli się rozpadnie, to też należy założyć katastrofę, przy której obecny zalew Europy przez emigrantów z Bliskiego Wschodu to niewinne żarty. Jeśli u naszych nieobliczalnych sąsiadów dojdzie do implozji ekonomicznej, a w konsekwencji do wielkiej wędrówki muzułmanów w stronę lepszego świata, to trzeba będzie wielkiej zręczności, żeby takiemu kataklizmowi przeciwdziałać.

źródło: Kresy24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.