Anomalia El Niño wraca i może być najgorszą w dziejach

Po 4 latach przerwy powraca anomalia El Niño, która zacznie rządzić pogodą już za kilka tygodni. Naukowcy snują czarne scenariusze kataklizmów pogodowych, które ze sobą przyniesie. Co może grozić Polsce?

Z anomalią El Niño nie mieliśmy do czynienia od wczesnej wiosny 2010 roku, kiedy jej miejsce zajęła La Niña utrzymując się wyjątkowo długo, bo przeszło 2 lata. Wszyscy wiemy co to jest El Niño i jak poważnie niesie skutki w pogodzie w różnych regionach świata.

Kiedy zimny Prąd Peruwiański zostaje odepchnięty, a woda w Pacyfiku jest zdecydowanie cieplejsza niż zwykle, zaczynają się pojawiać anomalia atmosferyczne, które pochłaniają życie setek ludzi i przynoszą straty materialne rzędu miliardów dolarów.

Amerykańscy naukowcy poinformowali, że El Niño będzie wpływać na ziemski klimat począwszy od nadchodzących tygodni, z biegiem miesięcy zwiększając swą intensywność.

Najsilniejszy wpływ na pogodę będzie mieć tradycyjnie już zimą, a więc na przełomie 2014 i 2015 roku. Prognozy co do natężenia tej anomalii są zróżnicowane. Jednakże warty odnotowania jest fakt, że niektóre wyliczenia modeli wskazują na fazę umiarkowaną, a nawet silną.

Nie brak głosów w świecie naukowym, że po dłuższej nieobecności El Niño, teraz przyjdzie nam się zmierzyć z jego najbardziej intensywną wersją od pamiętnego 1997 roku, a być może nawet na tle całej historii obserwacji.

Nie są to w żadnym razie pozytywne wieści i oby okazały się nietrafione. Scenariusz jest już bardzo dobrze znany, gdyż za każdym razem, gdy pojawia się El Niño anomalia są jednakowe.

Od czerwca do sierpnia El Niño przynosić może wielkie ulewy i powodzie na wyspach środkowej części Oceanii, na północnym zachodzie USA oraz w środkowym Chile. Susze panować mogą wtedy w Australii, południowej Oceanii, południowej i południowo-wschodniej Azji oraz w rejonie Morza Karaibskiego.

Nadzwyczaj ciepło będzie w wielu regionach Ameryki Południowej i na Karaibach. Większe niż zazwyczaj fale chłodów panować zaś mogą na wyspach południowego Pacyfiku oraz w Australii.

Od stycznia do marca wyjątkowo wysokie temperatury notowane będą na Alasce, w północno-zachodniej i wschodniej części Kanady, w amerykańskiej Nowej Anglii, na wschodzie Rosji, w obu Koreach, Japonii, na południu Azji, południowym wschodzie Australii oraz na południowym wschodzie Brazylii.

Susza i wyższe niż normalnie temperatury notowane będą z kolei według schematu na południowym wschodzie Afryki i na Madagaskarze oraz na Indonezji i Filipinach. Dramatyczna susza obejmie z kolei północ Australii, Nową Gwineę i małe wyspy Oceanii leżące na północny wschód od Australii oraz północ Brazylii.

W tym samym czasie wyjątkowo gorące powietrze oraz nadmierne ilości deszczu notowane będą na Fidżi, w Polinezji Francuskiej i Ekwadorze. Same opady grubo powyżej normy spadną na stany Kalifornia, Arizona i Newada, a także na pogranicze Brazylii, Urugwaju i Argentyny oraz na afrykańskie Ugandę, Rwandę i Burundi.

Tymczasem w całej południowej części USA leżącej na północnym wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej będzie wyjątkowo mokro i zimno. W Europie wpływ El Niño nie jest tak wyraźny, jak w innych regionach świata. Jednak można wyodrębnić pewne zależności.

Anomalia El Niño wraca i może być najgorszą w dziejach

El Niño grozi w Polsce powodziami?

Bieg wydarzeń pogodowych w 2010 roku był bardzo zbliżony do tego, co miało miejsce w 1997 roku. Wtedy anomalia El Niño osiągnęła największą aktywność w historii pomiarów meteorologicznych.

Szczytowanie El Niño miało miejsce między latem 1997 roku a wiosną 1998 roku. Szczególnie deszczowe okazało się lato, które w wielu regionach świata przynosiło rekordowe opady deszczu, które powodowały powodzie i odbierały życie tysiącom ludzi.

W Polsce szczególnie mokry okazał się lipiec. Tak dużych sum opadów nie notowano w tym miesiącu co najmniej od 1974 roku. Na początku miesiąca od południa dotarł wyjątkowo mokry niż genueński, który przyniósł kilkudniowe, ulewne deszcze nie tylko na południu kraju, lecz także w Czechach, w dorzeczu Odry.

Bardzo duże sumy opadów w połączeniu z błędną decyzją o gwałtownym spuszczeniu wody ze zbiorników retencyjnych, zaowocowało powodzią na gigantyczną skalę. Nawet gdyby Czesi nie opróżnili swych zbiorników i nie spiętrzyli fali wezbraniowej, nie uniknęlibyśmy powodzi, ponieważ deszcze, które wtedy spadły na region, były porównywalne z tymi z wiosny ubiegłego roku.

Wiosną 2009 roku anomalia El Niño znów zaczęła się uaktywniać. Swoje apogeum osiągnęła pod koniec roku i wówczas okazało się, że jest do drugie najsilniejsze El Niño w historii pomiarów.

Do Polski znów zaczęły wracać obfite opady, które najpierw dawały się nam we znaki zimą. Śnieżyce, które przechodziły nad naszymi miejscowościami, także były związane z niżami genueńskimi. Dlatego też w wielu regionach Polski pokrywa śnieżna osiągnęła wysokość rekordową lub też zbliżoną do rekordu.

Wiosna również przyniosła nam częste deszcze, które ostatecznie w maju zaowocowały kolejną masową powodzią, w wielu miejscach na Wiśle największą od ponad 100 lat.

Także trzecie najsilniejsze w historii El Niño, które panowało między 1982 a 1983 rokiem zapisało się w Polsce wyjątkowo wilgotnymi miesiącami. Między styczniem a majem 1983 roku wszystkie miesiące były określane przez meteorologów jako bardzo wilgotne lub skrajnie wilgotne.

To może stanowić potwierdzenie teorii, że aktywność El Niño ma wpływ na zwiększanie się sumy opadów w Polsce, a zwłaszcza powstawanie niżów genueńskich, przynoszących obfite deszcze w środkowej części naszego kontynentu. Im anomalia El Niño jest intensywniejsza, tym większe stanowi dla nas zagrożenie powodziowe.

El Niño powstaje, gdy pasaty, z wciąż niewiadomych przyczyn, znacząco słabną, wówczas ciepłe prądy oceaniczne zaczynają się przemieszczać z Australii i wschodniej Azji ku Ameryce Południowej, dążąc do wyrównania się ciepłych wód powierzchniowych. Następuje osłabienie się zimnego Prądu Peruwiańskiego, co powoduje szereg anomalii pogodowych.

Chmury burzowe, które zwykle znajdują się nad Australią i zachodnią Oceanią zaczynają się formować nad środkową Oceanią i zachodnią częścią Ameryki Południowej. Tymczasem tam, gdzie dotąd stacjonowały, czyli nad Australią i zachodnią Oceanią zaczyna się pojawiać susza.

El Niño to zjawisko, które milionom ludzi na całym świecie spędza sen z powiek. Niesie anomalia pogodowe, które są sprawcami katastrofalnych powodzi i suszy. Chociaż jego wpływ jest obserwowany od ponad 25 lat, to jednak nadal nie udało się do końca odkryć, co je wywołuje. Im dogłębniej je badamy, tym więcej mnoży się zagadek.

Naukowcy są zdania, że El Niño i jego przeciwieństwo La Niña są znacznie bardziej globalnymi zjawiskami niż nam się to do tej pory wydawało. Niegdyś występowały one co około 10 lat, obecnie znacznie częściej.

Naukowcy są zdania, że zwiększenie się częstotliwości ich występowania, to efekt zmian klimatycznych, których jakby nie było są częścią. Jednocześnie innymi zjawiskami wywołującymi El Niño i La Niña mogą być wybuchy wulkanów, wpływ przyciągania Księżyca, odchylenie orbity Ziemi oraz cała ziemska atmosfera.

źródło: TwojaPogoda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.