Brytyjczycy mają dobry pomysł na wydojenie całej Unii Europejskiej po Brexicie

Po raz kolejny okazuje się, że Wielka Brytania nie ma przyjaciół, ale ma interesy. O które potrafi doskonale zabiegać i je zabezpieczać, osiągając w tym zakresie chyba możliwie największe wygrane, jakie znamy z historii geopolityki. Brytyjski establishment to rzeczywista elita światowa, ludzie których stać na to, żeby przez kolejne pokolenia kultywować myślenie, w tym niezwykle rzadkie myślenie w perspektywie strategicznej. Ich pomysł na wyjście z dogorywającej Unii jest tak naprawdę, z ich perspektywy bardzo mądry. Ponieważ było jasne, że Unia to dla nich narzędzie do działalności gospodarczej. Jednak Wielka Brytania jako kraj w pełni suwerenny, nie jest bez opcji jeżeli chodzi o tzw. dyktat Brukseli w kontekście tzw. Brexit bill, czy też szerzej pojmowanego całego procesu integracji.

Sama idea, żeby po wyjściu z Unii, doprowadzić do deregulacji gospodarki i obniżenia podatków, do poziomu praktycznie raju podatkowego (mówimy o korporacjach a nie zjadaczach chleba!) – to genialna koncepcja. Ryzykowna, ale zdolna do wygenerowania poważnego bonusu, w postaci powiązania wzrostu gospodarczego, ze zmianą statusu oraz z udowodnieniem partnerom, że się mylą. W jakim bowiem świetle stawia Unię fakt, że jedna z jej największych gospodarek zaraz po wyjściu obniża podatki i odrzuca gorset unijnych przepisów – napędzając w ten sposób wzrost gospodarczy?

Przecież nawet dzieci w pogrążonych w stagnacji krajach Unii Europejskiej, będą się pytać – jak to jest możliwe, że w Wielkiej Brytanii, DZIAŁANIA WSPIERAJĄCE WZROST są możliwe, a w krajach Unii – NIE SĄ? Przecież taka idea, sama w sobie jest zaprzeczeniem idei Unii i pokazaniem jej nieudolności, nieprzystosowania do realiów i niskiej elastyczności. Ponieważ kraj, żeby prowadzić interesy i się wzmocnić musi z Unii najpierw wyjść. Jeżeli Brytyjczykom się uda, mogą w ten sposób zachęcić inne kraje, do podobnej polityki, chociaż w mocno zadłużonych w Euro, krajach tej strefy byłoby to bardzo trudne.

Generalnie plan jest banalny, po wyjściu z Unii, Wielka Brytania redukuje podatki i inne naroślą na gospodarce, ułatwiając działalność. W ten sposób będzie chciała skompensować przedsiębiorcom ewentualną taryfę celną i inne obostrzenia w relacjach z Unią. W konsekwencji napędzi sobie wzrost gospodarczy – pod jednym warunkiem: jeżeli będzie w stanie pożyczyć na bieżące funkcjonowanie, podwyższy inne podatki lub przeprowadzi cięcia. Prawdopodobnie Brytyjczycy zdecydują się na wszystkiego po trochu, co byłoby najrozsądniejszą strategią. Wszystko zdecyduje się jednak w praktyce, ponieważ chodzi oczywiście głównie o City, które operuje kapitałem na skalę całego świata i jest zapleczem finansowym Unii Europejskiej.

Niektóre kraje, są wręcz uzależnione od pożyczania w Londynie – np. w pewnym okresie Polska, obecnie mniej ale nadal te relacje są istotne. Nie można z całą stanowczością stwierdzić, że brytyjski zamiar się uda. Wiele zależy od decyzji Unii, która po prostu nie może sobie pozwolić na sytuację, zgodnie z którą – kraj wychodzący z Unii, zachowa swoją pozycję i będzie mógł czerpać korzyści z unijnego rynku, bez partycypacji w nim!

Bruksela nie może się zgodzić na wydojenie, ale zarazem to też, nie jest tak, żeby z punktu widzenia kontynentu, rozwód był bezbolesny. Sprawami miliona Polaków na Wyspach, tak naprawdę nikt się nie przejmuje. O wiele ważniejsze jest trwanie łańcuchów logistycznych w gospodarce i krwioobiegu usług finansowych. Wszyscy na obecnym stanie rzeczy zarabiają, najwięcej, najbogatsi. Oznacza to, mniej więcej tyle, że zarówno Londyn, jak i Bruksela, doskonale wiedzą, że interes jest wspólny. Na dłuższą metę Wielka Brytania zawsze będzie ważnym partnerem gospodarczym dla Europy, nawet jakby jej rola osłabła, to ich potencjał jest istotny dla całego kontynentu. Brytyjczycy najwidoczniej są przekonani, że osiągną większą wartość dodaną, na wyniku całej gospodarki, jeżeli będą funkcjonować jako tania ekonomiczna wyspa na obrzeżach wielkiego rynku, na który po prostu dokonają ekspansji gospodarczej. W ostateczności nawet tak, jak dzisiaj robią to kraje Azji.

Powtórzenie brytyjskiego pomysłu jest bardzo trudne dla innych krajów, ponieważ nie są Wielką Brytanią i nie jest to eufemizm. Brytyjski potencjał opiera się na sile własnej gospodarki i potężnym lewarowaniu możliwości, dzięki działaniom City. Funt również silnie wzmacnia Wielką Brytanię i bardzo wszystko upraszcza. Wszelkie działania izolujące Wielką Brytanię, mają w tym kontekście bardzo ograniczony sens, ponieważ każdy będzie chciał przyjmować ich walutę, na dotychczasowych zasadach. Gdyby Bruksela i Londyn lub obie strony, zdecydowałyby się na „wojnę gospodarczą”, to właśnie relacja Funda do Euro będzie najlepszym miernikiem aktualnego wymiaru konfrontacji.

Z naszej perspektywy, to wszystko nabiera jeszcze kolejnego kształtu, ze względu na tworzenie wąskiego kręgu integracji Unii, nazywanego na razie roboczo – Europą dwóch prędkości. Jeżeli bowiem klub bogatych i potężnych się sformalizuje, to jest bardzo prawdopodobne, że jego interesy wobec Wielkiej Brytanii będą inne, niż krajów Europy Środkowej. W konsekwencji jest możliwe, że Londyn porozumie się ze Strefą Euro – w jej docelowym kształcie i formacie, natomiast stosunki z Unią w formacie 27 państw, będą „chłopcem do bicia”.

źródło: obserwator polityczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.