Brytyjski haker ostrzega! USA mają armię w kosmosie

Gary McKinnon, brytyjski haker, który włamał się do komputerów NASA i Pentagonu twierdzi, że Amerykanie stworzyli potajemnie kosmiczną flotę. Dowodem na to ma być znaleziona przez niego lista „nieziemskich oficerów” oraz zdjęcie tajemniczego „UFO” na orbicie Ziemi…

– Skanowałem komputery w poszukiwaniu informacji. Znalazłem arkusz w Excelu zatytułowany „Nieziemscy oficerowie”. Były tam ich nazwiska i stopnie. Była też rubryka dotycząca jakiejś „wymiany” między poszczególnymi jednostkami. Ich nazwy zaczynały się od „USS”, więc zrozumiałem, że muszą oni posiadać w kosmosie flotę – powiedział w najnowszym wywiadzie Gary McKinnon – brytyjski haker, który niedawno uciekł spod topora amerykańskich prokuratorów żądających dla niego 70 lat więzienia.

Przez 10 lat toczył sądową batalię o zablokowanie swojej ekstradycji do USA, gdzie oskarżano go o nieuprawniony dostęp do poufnych danych oraz unieruchomienie sieci komputerowej kilku ośrodków rządowych i wojskowych.

W grę wchodziła też potencjalna sensacja stulecia. Przyciśnięty do muru haker opowiedział bowiem mediom, że trafił na ślad ściśle tajnego amerykańskiego programu kosmicznego. Świadczyła o tym wspomniana lista „nieziemskich oficerów”, a także zdjęcie „UFO” na orbicie, które znalazł na komputerze należącym do NASA. Prokuratorzy z USA odgrażali mu się, że „usmażą” go za to i wtrącą na resztę życia do więzienia za cyberterroryzm.

Jak Gary zhakował Amerykę

Nim ktokolwiek usłyszał o Wikileaks czy Anonymous, pojawił się on: Gary McKinnon. Nieśmiały bezrobotny kawaler, rocznik 1966, typowy nerd używający w środowisku pseudonimu „Solo”, znalazł się nagle w centrum światowej afery, po tym, jak w marcu 2002 r. aresztowano go za włamania do amerykańskich komputerów rządowych i wojskowych.

Tamtego dnia ktoś zadzwonił do drzwi. Haker mieszkał wtedy z dziewczyną w północnym Londynie, w domu jej ciotki. Okazało się, że to policja. Parę aresztowano i zarekwirowano wszystkie znalezione w domu komputery (także te należące do znajomych McKinnona, które dla nich naprawiał). Po przesłuchaniach Solo dowiedział się, że grozi mu ekstradycja do USA. Wyszedł jednak na wolność z nakazem stawiania się na kolejne przesłuchania.

– Sformułowano siedem zarzutów umyślnego działania na szkodę i nieautoryzowanego dostępu do danych – opowiadał w wywiadzie z 2006 r. – Za każdy grozi mi 10 lat. Początkowo amerykański rząd chciał iść ze mną na ugodę. „Jeśli nie będziemy zmuszeni ubiegać się o ekstradycję i stawisz się dobrowolnie, skażemy cię tylko na 3–4 lata, które będziesz mógł w większości odsiedzieć w swoim kraju” – proponowali.

McKinnon nie miał na to ochoty, bo jak przyznał, chciano obarczyć go dodatkowo winą za kilka spraw, z którymi nie miał nic wspólnego. Po nagłośnieniu jego przypadku w brytyjskich mediach zgłosiło się wiele osób oferujących mu pomoc prawną. Jednak na nieszczęście dla Solo, w 2003 r. podpisany został Amerykańsko-Brytyjski Traktat o Ekstradycji ułatwiający wydalanie z UK tych obywateli, którzy złamali prawo w USA. W 2005 r. strona amerykańska przypomniała sobie o McKinnonie i rozpoczęła procedurę ubiegania się o jego ekstradycję, na którą później zgodził się szef brytyjskiego MSW John Reid.

Na Solo padł wtedy blady strach, dlaczego tak bardzo chciano jego głowy?

Oficjalnie chodziło o włamania do 97 (!) komputerów, skasowanie haseł i spowodowanie strat w wysokości ok. 700 tys. USD. Jego ofiarą padła m.in. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), Centrum Badań Kosmicznych im. Johnsona, Pentagon, a także bazy wojskowe. W arsenale marynarki w Earle (New Jersey) w rezultacie działań McKinnona przez tydzień nie działała sieć komputerowa, paraliżując flotę na Atlantyku. Po jego „odwiedzinach” przez dobę niedostępnych było także 2000 (!) komputerów należących do Waszyngtońskiego Okręgu Wojskowego.

Była też druga strona medalu.

armia-w-kosmosie

Oficerowie kosmiczni i „cygaro” na orbicie

McKinnon przyznał, że hakował komputery w poszukiwaniu informacji o wolnej energii i UFO. Zainteresował się tym jako dziecko dzięki ojczymowi, który był fanem science fiction i mieszkał niedaleko Bonnybridge uważanego za „ufologiczny biegun” Wysp Brytyjskich. Solo wybrał jednak dla swej działalności zły okres. Do komputerów włamywał się przez ok. 13 miesięcy, od początku 2001 r. Namierzono go zaś po 9/11, kiedy Amerykanie byli szczególnie wyczuleni na kwestie bezpieczeństwa.

Na temat antygrawitacji i wolnej energii, o których prawda ma być ukrywana przed społeczeństwem, nie znalazł absolutnie nic. Trafił za to na sensacyjne materiały związane (jak się niektórym początkowo wydawało) z UFO i obecnością obcych na Ziemi. Zwolennicy teorii konspiracyjnych piali z zachwytu, spekulując, że spis „nieziemskich oficerów” dowodzi, że amerykański rząd współpracuje z kosmitami i niektórych ma nawet na liście płac.

W rzeczywistości chodziło o coś zupełnie innego.

– Nazwy tej dziwnej jednostki nie można było znaleźć w sieci ani w żadnych dokumentach – mówił McKinnon. – Była tam też lista transferów ze statku na statek i floty do floty. Zwróćcie uwagę: „floty do floty”…

Solo nie zapamiętał nazwisk ani stopni „oficerów kosmicznych”. Wspominał jednak, że ich rangi „nie były normalne” (choć możliwe, że dla własnego dobra nie wyjawił pełni informacji na ten temat). Lista sugerowała, że Amerykanie rozwijają potajemnie program kosmiczny, prawdopodobnie trwający od lat i dysponujący pojazdami, przy których wahadłowce są jak Wartburgi przy bolidach F1. Dowodem to potwierdzającym było zdjęcie „UFO”, które haker znalazł na jednym z komputerów agencji NASA.

– Miałem nadzieję natknąć się na (…) latający spodek – mówił. Zamiast tego ujrzałem Ziemię. Była w odcieniach szarości. Dwie trzecie obrazu wypełniała półkula planety, a w połowie odległości między jej czubkiem a dołem ekranu było coś, co wyglądało jak typowe UFO w kształcie cygara, ale mające „kopułki” – pod spodem, od góry, po boku… Krańce cygara były leciutko spłaszczone. Nie było widać anten i spawów, niczego. Miało się wrażenie, jakby nie zbudował tego człowiek.

Zdjęcie załadowało się w ok. 75 procentach, po czym prawdopodobnie ktoś wykrył obecność McKinnona i połączenie zostało zerwane. Haker, co warto wspomnieć, korzystał z powolnego domowego modemu i wczytywanie plików graficznych mających po 300 MB zajmowało wieczność. Tymi chałupniczymi metodami przeczesał jednak wyrywkowo komputery światowego mocarstwa, zostawiając przy jednej okazji tamtejszym informatykom wiadomość: „Wasze zabezpieczenia to g****”.

armia-w-kosmosie

Wojny kosmiczne to rzeczywistość

McKinnon twierdził, że działał w pojedynkę i kierowała nim osobista ciekawość. Oficjalnie nie znalazł też nic ponad to, o czym była mowa, ale to wystarczyło, by wywołać sensację i zwrócić uwagę milionów ludzi, którzy wsparli hakera, kiedy upomniały się o niego Stany Zjednoczone. Dzięki swej prostolinijności McKinnon (który nie miał w sobie nic z dumnego Assange’a czy aktywisty Anonymous) zyskał sympatię Brytyjczyków, stając się symbolem oporu przeciwko Traktatowi o Ekstradycji dającemu „światowemu żandarmowi” możliwość ingerowania w wewnętrzne sprawy UK.

Amerykanie jednak nie odpuszczali. David Pannick, obrońca hakera, skarżył się mediom, że prokuratorzy z New Jersey mieli odgrażać się, że „usmażą” Solo, jeśli wpadnie w ich ręce. Było to niedopuszczalne, a McKinnon zaczął obawiać się, że trafi do Guantanamo. Niestety odwołania do Izby Lordów czy Strasburga nie dały efektu i od 2008 r. stawało się coraz pewniejsze, że jednak trafi on za kratki. Chwytając się ostatniej deski ratunku, matka hakera ogłosiła nawet, że cierpi on na zespół Aspergera i w zamknięciu może popełnić samobójstwo.

Poparcie dla McKinnona wyraziło też wiele sław jak Sting, Bob Geldof, a nawet David Cameron. Ostatecznie w 2012 r., po latach niepewności, Theresa May: brytyjska minister spraw wewnętrznych, zablokowała ekstradycję Solo. W grudniu tego samego roku Prokuratura Generalna uznała z kolei, że nie będzie on sądzony w kraju, ponieważ rzekome dowody jego winy znajdują się po drugiej stronie Atlantyku.

Wciąż otwartą sprawę jego rewelacji załatwiono iście „po angielsku”, starając się nie wyolbrzymiać zagadki „nieziemskich oficerów”. Mleko się jednak rozlało i usłyszał o tym cały świat. Zatem czy Amerykanie rzeczywiście rozwijają tajny program kosmiczny finansowany z niejawnego „czarnego budżetu” (który w samym 2012 r. objął kwotę ponad 50 mld USD)? I czy pojazdy, którymi kursują na orbitę, brane są przez ludzi za UFO? Tego oczywiście nie ma jak potwierdzić.

Co ciekawe, sam McKinnon przyznał, że kiedyś widział jakiś dziwny obiekt wysoko na niebie.

– Miałem 12–13 lat. Nie poruszało się to w linii prostej, ale bardzo nierównomiernie. Pomyślałem, że to nie może być ani meteor, ani satelita… – mówił.

A może byli to Amerykanie wysyłający poza Ziemię kolejną partię „kosmicznych Marines”?

źródło: strefa tajemnic
  1. Grzesiek napisał(a):

    To jest false flag. Zmontowana historia po to aby pogrozić i zareklamować rzekomą technologię. Jednym słowem to prężenie muskuł. Pan haker pracuje dla bandytów amerykanów i to wszystko. ma zezwolenie na mówienie tego wszystkiego.

  2. lolo napisał(a):

    tekst dla ubogich.

  3. Adam napisał(a):

    Jan Paweł II

    „Będziemy się musieli wkrótce przygotować na wielkie doświadczenia, które
    mogą nawet domagać się narażenia naszego życia oraz poświęcenia się bez
    reszty Chrystusowi i dla Chrystusa. Może to być złagodzone dzięki naszej
    modlitwie, ale nie może być już odwrócone, ponieważ tylko w ten sposób może
    nastąpić prawdziwe odnowienie Kościoła. Jakże często Kościół odnawiał się
    przez krew. Nie inaczej dokona się to także i tym razem. Obyśmy byli silni,
    przygotowani i pełni ufności pokładanej w Chrystusie i w Jego świętej Matce.
    Odmawiajmy wiele razy i często Różaniec”.

    „Stoimy w obliczu największej w dziejach konfrontacji, przez jaką przeszła
    ludzkość. Nie sądzę, by szerokie kręgi społeczeństwa czy szerokie kręgi
    wspólnoty chrześcijańskiej zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stajemy w
    obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem,
    Ewangelią i anty-Ewangelią.”

  4. joker napisał(a):

    Nie poruszało się to w linii prostej, ale bardzo nierównomiernie…”. Ja, niedawno,wpatrując się w gwiazdy też coś takiego zauważyłem. Poruszało się to jak kijanka w wodzie, miało oświetlenie ale nie mogło być satelitą, samolotem ani gwiazdą. Właśnie ze względu na bardzo dziwny tor ruchu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.