Chiny mają niejedną własną strefę 51

W odpowiedzi na ujawnienie w dokumentach CIA szczegółów na temat supertajnej bazy znanej jako „Strefa 51”, Chińczycy zdecydowali się na zaskakujący krok i przyznali: „My też taką mamy!”. Prawdopodobnie nawet niejedną. Raz na jakiś czas w sieci pojawiają się satelitarne zdjęcia ukazujące dziwne instalacje pobudowane w odludnych rejonach Chin. Szczególnie ciekawe i enigmatyczne jest jednak to, co mieści się na przełęczy Kongka La w Himalajach…

W połowie sierpnia 2013 r. w odtajnionych dokumentach CIA pojawiły się pierwsze oficjalne wzmianki o słynnej Strefie 51 (ang. Area 51) – bazie na pustkowiach Nevady, gdzie od dziesięcioleci pracuje się nad nowoczesnymi technologiami militarnymi. Samo istnienie bazy nie jest tajemnicą, choć przez lata władze USA odmawiały udzielania jakichkolwiek szczegółów na jej temat.

Chiny strefa 51

Niedługo potem władze Chińskiej Republiki Ludowej poinformowały za pośrednictwem agencji Xinhua, że również dysponują podobną placówką. To nieistniejąca na mapach baza w Mongolii Wewnętrznej. Na udostępnionych zdjęciach widać tabliczki ostrzegające potencjalnych intruzów przed „pojmaniem i egzekucją”. Jaki cel mieli Chińczycy w ujawnieniu sekretnej bazy? Czy chcieli odwrócić uwagę od tego, co naprawdę tajne?

„Ranczo cudów”

Strefa 51 – uznawana za jedno z najpilniej strzeżonych miejsc na świecie – leży na pustyni w odległości 130 km od Las Vegas, na brzegu wyschniętego słonego jeziora Groom. Jej oficjalna nazwa to „Poligon Testowo-Ćwiczebny w Nevadzie” lub po prostu „Groom Lake”. Od lat krąży o niej wiele (niekiedy bardzo egzotycznych) teorii. Szczególnie głośno zrobiło się o tym, co na początku lat 90. mówił niejaki Bob Lazar, który podając się za byłego pracownika placówki ujawnił mediom, że widział niezbite dowody na to, że przechowuje się tam artefakty wyprodukowane przez obcą technikę.

Pracowników do bazy dowożą nieoznakowane samoloty i autobusy. Nikt nie wie, nad czym obecnie pracują specjaliści z Area 51, którą w dokumentach określano kryptonimami „Kraina snów” lub „Ranczo cudów”. Choć opinia publiczna wie o jej istnieniu, amerykańskie władze od zawsze odmawiały podawania jakichkolwiek związanych z nią informacji. Z odtajnionych starych dokumentów wiadomo jednak, czym zajmowano się tam przed laty.

W sierpniu 2013 r. media doniosły, że CIA opublikowała materiały informujące, że na początku zimnej wojny w Groom Lake testowano samoloty szpiegowskie U-2 i Oxcart, które miały odpowiadać za liczne doniesienia o UFO. Nie były to zaskakujące ani przełomowe doniesienia, jednak w niecodzienny sposób na krok Amerykanów odpowiedzieli Chińczycy, oświadczając, że… również dysponują placówką tego typu!

19 sierpnia agencja Xinhua poinformowała o bazie na pustyni Badain Jaran w Mongolii Wewnętrznej, która nie widnieje na żadnych mapach. Media i opinia publiczna nie miały dotąd pojęcia o jej istnieniu ani roli. Placówka powstała w 2003 r. z połączenia dwóch baz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, a jej celem było testowanie samolotów i pocisków nowych generacji. Historia wojskowej aktywności w tym rejonie jest jednak dłuższa i zaczyna się (podobnie jak w przypadku Strefy 51) – w czasach zimnej wojny, kiedy znajdował się tu poligon.

Pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy w reakcji na rewelacje Chińczyków dotyczy nie tego, czy w hangarach na pustyni przechowują oni cuda techniki i „latające spodki”, ale jaki cel mieli w ujawnianiu sekretnej jednostki? Może to wyraz polityki otwartości (W czerwcu 2013 r. władze wpuściły dziennikarzy do innej tajnej bazy w Lintong)? Możliwe jednak, że chodzi o odciągnięcie uwagi od naprawdę tajnych przedsięwzięć, na ślad których trafiano dzięki… Google.

Dziwadła na pustyni

Informacje o nowych, tworzonych z rozmachem przedsięwzięciach militarnych Chińczyków pojawiają się w sieci regularnie. Już w 2008 r. na zdjęciach satelitarnych wypatrzono, że na wyspie Hajnan drąży się w skale bazę dla łodzi podwodnych. Inne znaleziska były bardziej zaskakujące: gigantyczne „zygzaki” na Pustyni Gobi, kolorowe linie przypominające pasy startowe oraz wyrastające pośrodku pustkowi budynki, często noszące ślady zniszczeń lub eksplozji wskazywały, że nowe światowe mocarstwo rozwija w najlepsze zaawansowane technologie militarne.

Chiny strefa 51

Chiny strefa 51

Przykładowo, na północ od rzeki Shule w prowincji Gansu, odkryto plątaninę „metalicznych pasów” przypominającą ogromny labirynt, której długość oszacowano na około kilometr. W tym samym rejonie dzięki Google Map udało się również odnaleźć strukturę zbudowaną z kilkunastu „ciemnych kwadratów”, z których kilka wyglądało na rozerwane wybuchem lub zbombardowane. Na zdjęciach satelitarnych odnajdowano także formacje będące najprawdopodobniej sieciami anten (podobnymi do słynnego HAARP), jak i kompleksy o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu. Niektóre, co widać na zdjęciach wykonywanych na przestrzeni lat, zostały zniszczone.

Chiny strefa 51

Chiny strefa 51

Nie ulegało wątpliwości, że obiekty te miały przeznaczenie militarne. Zwolennicy teorii spisku sugerowali, że mogą być one dowodami na rozwijanie przez Chińczyków nowych, niekonwencjonalnych (może nawet „kosmicznych”) typów broni. Jonathon Hill – technik zajmujący się obsługą kamer podczas misji kosmicznych NASA uznał jednak, że labirynty na chińskiej pustyni zostały najprawdopodobniej… wymalowane farbą, a część tamtejszych obiektów mogła służyć do kalibracji szpiegowskich satelitów. Czym były inne można tylko zgadywać.

Baza w Kongka La

Coś, co można nazwać prawdziwą „chińską Strefą 51” kryje się za zasłoną absolutnej tajemnicy. Z miejscem tym łączą się równie egzotyczne teorie spiskowe, co z „Ranczem cudów” w Nevadzie. Chodzi o rzekomą bazę w okolicach przełęczy Kongka La w Himalajach, na granicy chińsko-indyjskiej, w rejonie znanym z historii jako miejsce krwawych incydentów poprzedzających wojnę obu państw w 1962 r.

Od lat donosi się stamtąd o obserwacjach „dziwnie oświetlonych pojazdów” i „latających trójkątów”. Pojawiły się nawet przypuszczenia, że przełęcz skrywa „podziemną bazę UFO”, o której wiedzą obie strony, choć dba się o utrzymanie tej sprawy w ścisłej tajemnicy. Co ciekawe, indyjskie media donoszą, że od chińskiej strony ten odludny i trudno dostępny rejon jest ściśle kontrolowany przez wojsko i nikt nie ma do niego wstępu. Czy może się tam mieścić jakaś tajna instalacja?

Paradoks „supertajnych baz” polega na tym, że wszyscy wiedzą o ich istnieniu. Tak właśnie jest ze Strefą 51, która stała się nawet lokalną atrakcją, choć tabliczki ostrzegawcze jasno informują, że wtargnięcie na jej teren grozi śmiercią. Bob Lazar i inni ludzie, którzy twierdzili, że tam pracowali nie przyczyniali się do wyklarowania sytuacji: „Wiem, że to, co tam widziałem nie było stąd. Trudno w to uwierzyć, ale orientuję się w możliwościach współczesnej fizyki i wiem, że tych maszyn nie moglibyśmy zbudować” – mówił Lazar, w którego opowieściach było jednak za dużo luk i nieścisłości.

John Lear – były pilot-oblatywacz i syn znanego konstruktora, który od lat sonduje środowisko wojskowe i lotnicze w sprawie zagadki UFO twierdzi, że Area 51 to miejsce, które ma odwracać uwagę od placówek, gdzie rozwija się prawdziwe sekretne programy: „Każdy słyszał o Groom Lake, ale nie uważam, że jest tam jeszcze coś interesującego” – mówił, dodając, że tamtejsze projekty mogły zostać przeniesione na Poligon Tonopah (zwany „Strefą 52”) lub do Base Camp, do których nie ma wstępu nikt z zewnątrz i którymi media niezbyt się interesują.

Czy Chińczycy korzystają z tej samej taktyki? A jeśli tak, czy również eksperymentują z supertajnymi technologiami? Uzyskanie jakichkolwiek potwierdzeń graniczy z cudem, bo mimo pozornego otwarcia się na świat „azjatycki smok” nadal pozostaje krajem skrywającym wiele dziwnych rzeczy…

źródło: strefa tajemnic onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.