Czarny scenariusz zagrożeń na 2015 rok

Rok 2014 był najbardziej niespokojnym od czasów zimnej wojny. Niepokoiły nas konflikty Rosji z Ukraina i Europą oraz poczynania Państwa Islamskiego. Przedstawiamy poniżej kilka czarnych scenariuszy, które mogą wystąpić w 2015 roku.

Rosyjska ofensywa na Ukrainę

Atak Rosji na Ukrainę

Zmiękczona zachodnimi sankcjami i pikującymi cenami ropy naftowej Rosja w ostatnim czasie wysyła sygnały, że jest gotowa pójść na ustępstwa w sprawie Donbasu. Jednak opcja siłowa wciąż leży na stole. Rok temu nikt nie przewidział, że dojdzie do aneksji Krymu. Zatem dziś również niczego nie możemy wykluczyć.

Na wiosnę wschód Ukrainy znów może zapłonąć. Władimir Putin i jego zausznicy, postawieni pod ścianą ogromnymi kłopotami gospodarczymi, mogą stać się nieobliczalni i zdolni do desperackich działań. Kolejna zwycięska kampania będzie miała na celu zjednoczenie rosyjskiego społeczeństwa, utrzymanie w kraju patriotycznego wzmożenia i odwrócenie uwagi od wewnętrznych problemów.

Wojna hybrydowa w kilku państwach

Wojna hybrydowa
Jeżeli Kreml nie odważy się na pełnoskalową ofensywę, zawsze może sięgnąć po sprawdzoną metodę wojny hybrydowej i „zielone ludziki”. Istnieją wiarygodne doniesienia sugerujące, że do takiego scenariusza mogłoby dojść w Mołdawii, która od rozpadu ZSRR zmaga się z problemem kontrolowanego przez Rosję separatystycznego Naddniestrza. A nie jest to jedyny kłopot władz w Kiszyniowie, bo silny rosyjski resentyment odzywa się również w autonomicznej republice Gagauzji.

W strachu przed „zielonymi ludzikami” nieustannie żyją kraje bałtyckie, szczególnie Łotwa i Estonia, gdzie Rosjanie stanowią jedną czwartą ludności. Państwa te mogą jednak czuć się o tyle bezpiecznie, że należą do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Gdyby NATO nie ruszyło na pomoc swoim członkom, fundament, na którym oparty jest system bezpieczeństwa całego Zachodu ległby w gruzach. Miejmy nadzieję, że jeśli dojdzie do takiego testu wiarygodności, Sojusz zda go bez zarzutu.

Chaos w Afganistanie

chaos w afganistanie

Mijający rok upłynął pod znakiem wycofywania zachodnich wojsk z Afganistanu. W 2015 roku pod Hindukuszem ma stacjonować jedynie ok. 12 tys. żołnierzy NATO, a ich misja będzie miała generalnie charakter niebojowy, a jedynie szkoleniowo-doradczy.

Teraz największy ciężar walk z rebeliantami wezmą na siebie afgańskie wojsko i siły bezpieczeństwa. Na papierze są one liczne i dobrze wyposażone, lecz wątpliwości budzą chwiejna lojalność i niskie morale wielu oddziałów. Bez większego wsparcia ze strony Zachodu może być im bardzo ciężko utrzymać porządek, szczególnie na niespokojnym południu kraju.

Ale talibowie to nie jedyny problem Afganistanu. Wszechobecna i gigantyczna korupcja, wewnętrzne konflikty i podziały etniczne, problemy z finansowaniem (Afganistan utrzymuje się jedynie dzięki pomocy zagranicznej), słabość struktur państwowych – to wystarczająco dużo powodów, by stwierdzić, że afgańska przyszłość jest bardzo niepewna, a kraj znów może pogrążyć się w chaosie.

Ataki Islamistów

ataki islamistów

Utworzenie i ekspansja Państwa Islamskiego (IS) stały się nowym kołem zamachowym ideologii globalnego dżihadu. Samozwańczy kalif Ibrahim (czyli przywódca IS Abu Bakr al-Baghdadi) wydał odezwę, by każdy muzułmanin, który nie może przyjechać i wstąpić w szeregi Państwa Islamskiego, powinien włączyć się do „świętej wojny” w miejscu swojego zamieszkania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że dziś największym zagrożeniem ze strony islamskiego terroryzmu nie są zamachowcy organizacyjnie powiązani z Al-Kaidą czy IS, ale właśnie „samotne wilki”, czyli osoby, które uległy autoradykalizacji pod wpływem islamistycznej propagandy. Propagandyści IS doskonale posługują się nowymi mediami, a analitycy wskazują, że ich przekaz może być specjalnie konstruowany tak, by wpłynąć na osoby o słabych charakterach lub niestabilnej psychice. Policji i służbom bardzo trudno wychwycić takie pojedyncze osoby, których umysły zostały zatrute ideologią „świętej wojny”.

Izraelskie uderzenia na Iran

Izrael uderzy na Iran

Mimo trwających ponad rok i wciąż przedłużanych negocjacji, sprawa irańskiego programu nuklearnego nadal nie została zamknięta. Rozmowy Zachodu z Teheranem toczą się przy zdecydowanym sprzeciwie m.in. Izraela i Arabii Saudyjskiej, największych rywali Iranu na Bliskim Wschodzie.

Krytycy negocjacji z reżimem ajatollahów twierdzą, że w ten sposób gra on na zwłokę, by zyskać czas na zbudowanie bomby atomowej. Państwo żydowskie od co najmniej kilku lat wysyła zawoalowane groźby, że w końcu straci cierpliwość i zbombarduje irańskie instalacje nuklearne. Zniszczone w przeszłości reaktory w Iraku i Syrii są najlepszym dowodem na to, że Izrael nie rzuca słów na wiatr.

Izraelskie lotnictwo regularnie ćwiczy scenariusz ataku na Iran, być może również przy logistycznym wsparciu albo co najmniej życzliwej neutralności ze strony Arabii Saudyjskiej. Jerozolimie kibicują też republikańscy „jastrzębie” w USA, którzy od stycznia przejmą kontrolę nad Kongresem, tym samym ograniczając Barackowi Obamie pole manewru w kwestii kompromisu z Teheranem.

Zatem 2015 rok może przynieść na Bliskim Wschodzie zawieruchę, przy której bledną obecne problemy z Państwem Islamskim. Należy jednak uwzględnić, że ten katastroficzny scenariusz jest dyżurnym tematem od co najmniej kilku lat i na szczęście nigdy nie doszło do jego realizacji. Miejmy nadzieję, że tak będzie i tym razem.

Wojna z Państwem Islamskim

Wojna z Państwem Islamskim

Wojna błyskawiczna dżihadystów spod znaku Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu, w wyniku której w kilka tygodni opanowali rozległe tereny północnego Iraku, była zaskoczeniem dla całego świata. Iraccy żołnierze pierzchali w popłochu, a ekstremiści na zdobytych terenach ogłosili powstanie islamskiego kalifatu.

Stanom Zjednoczonym udało się pospiesznie sklecić koalicję państw zachodnich i arabskich, która przystąpiła do ofensywy lotniczej wymierzonej w Państwo Islamskie. Jednak kampania bombardowań nie okazała się tak skuteczna, jak oczekiwano, bo bojownicy szybko nauczyli się minimalizować własne straty, często chowając się za plecami ludności cywilnej.

W tych okolicznościach, choć prezydent USA Barack Obama konsekwentnie wykluczał powrót sił lądowych do Iraku, może nie mieć innego wyjścia. Irackie wojska są zdemoralizowane i przeżarte korupcją, natomiast poleganie jedynie na oddziałach kurdyjskich czy lokalnych milicjach, nawet wyposażonych i wyszkolonych za amerykańskie pieniądze, może okazać się niewystarczające, by powstrzymać Państwo Islamskie.

Wielu ekspertów nie pozostawia złudzeń, że same ataki z powietrza, bez sensownej ofensywy lądowej, nie zneutralizują zagrożenia ze strony samozwańczego kalifatu. Dlatego dalsze zaangażowanie armii USA i jej sojuszników w ten konflikt może być nieuniknione.

Zimna wojna

zimna wojna

Rok 2014 upłynął w Rosji pod znakiem odbudowy obecności wojskowej w Arktyce. Militaryzacja tego regionu nabrała tak szybkiego tempa, że według rosyjskiego dowództwa armia ma już w pełni kontrolować całą północną strefę przybrzeżną, rozciągającą się na długości przeszło 6200 kilometrów.

Rosnąca aktywność Moskwy w rejonie Arktyki jest motywowana zarówno chęcią podkreślenia mocarstwowego statusu, jak i zabezpieczenia rosyjskich interesów gospodarczych, bowiem powodowane globalnym ociepleniem topnienie lodów umożliwia dostęp do niezmierzonych bogactw naturalnych. Ale surowce to nie wszystko – malejąca pokrywa lodowa odkrywa również nowe szlaki morskie, mogące radykalnie przyspieszyć światowy transport.

O wpływy w Arktyce coraz zacieklej rywalizuje co najmniej pięć krajów – oprócz Rosji są to USA, Kanada, Norwegia i Dania. Do gry w niedalekiej przyszłości mogą się też włączyć rosnące w potęgę Chiny i Indie, a być może również i Unia Europejska.

Nie jest zatem wykluczone, że w nadchodzącym roku dojdzie do iskry zapalnej w regionie, która niekoniecznie musi przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny, ale na pewno przyczyni się do znacznego wzrostu napięcia pomiędzy najważniejszymi graczami.

Incydent w powietrzu

incydent w powietrzu

Jednym z najbardziej widocznych przejawów narastającej wrogości między Rosją a Zachodem w ostatnich 12 miesiącach są prowokacyjne loty rosyjskich sił powietrznych w pobliżu granic państw NATO (i nie tylko). Tak wielkiej aktywności rosyjskiego lotnictwa wojskowego nie notowano od czasów zimnej wojny.

Konfrontacyjne misje rosyjskich samolotów są o tyle niebezpieczne, że Rosjanie nie przekazują swoich planów lotu, nie kontaktują się z cywilną kontrolą i latają często z wyłączonymi transponderami. W rezultacie w ostatnich miesiącach doszło do co najmniej kilku niebezpiecznych sytuacji z udziałem cywilnych maszyn pasażerskich, które mogły zakończyć się katastrofą.

Jeżeli wzmożona aktywność rosyjskiego lotnictwa utrzyma się w 2015 roku – a zakładamy, że tak będzie – to za każdym razem wzrastać będzie ryzyko, że coś w końcu pójdzie nie tak. Komuś mogą puścić nerwy, ktoś może popełnić błąd o tragicznych skutkach.

W najlepszym wypadku skończy się jedynie na strachu, w najgorszym – nawet na konflikcie zbrojnym. Dziś trudno przewidzieć konsekwencje takiego zdarzenia. Jedno jest pewne – na pewno przyczyni on się do dalszego pogłębienia wrogości między Moskwą a Zachodem.

źródło: wp.pl

  1. tom napisał(a):

    największym zagrożeniem jest bankrut USA, żeby się odbić od dna USA jest gotowe na wszystko co najgorsze.

    • anikifadia napisał(a):

      Racja i to się właśnie dzieje USA przerzucają sprzęt wojskowy na Ukrainę żeby podgrzać sytuację w tym regionie wtedy Rosja się wpakuje do konfliktu a USA zyskają na wojnie tak jak to się zwykle dzieje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.