To dopiero początek – Polska po ulewach

Polska ulewy

Potężne ulewy, które przeszły wczoraj nad Polską, spowodowały, że w ciągu kilku minut wiele miejscowości znalazło się pod wodą. Takie zjawiska będą się powtarzać w tym sezonie. Jaka jest ich przyczyną i w jaki sposób możemy sobie z nimi radzić?

Wystarczyło 15 minut, aby Brzeziny, miasto położone na trasie łączącej Łódź z Warszawą, w połowie znalazło się pod wodą. Aż 100 strażaków zmagało się z podtopieniami zabudowań, ulic, zakładów usługowych i samochodów.

Polska ulewy

Miejscami poziom wody sięgał jednego metra. Zanim osuszyli oni miasto, minęło kilka godzin. Mieszkańcy, aby dostać się do swoich domów, musieli pływać pontonami. Straty materialne będą sięgać milionów złotych. Niektórzy potracili dorobek całego życia.

Podobny kataklizm dotknął też Częstochowę, Wieliczkę oraz kilkanaście innych miejscowości na południu, wschodzie i w centrum kraju. To pierwsze w tym sezonie tak obfite opady deszczu, ale, niestety, będzie ich znacznie więcej.

Mieszkańcy Brzezin zarzekają się, że choć regularnie, co kilka lat, dochodzi u nich do podtopień, to jednak nie na tak dużą skalę. Opad nawalny o sumie około 50 mm w ciągu jednej godziny, zdarza się w danej miejscowości niezmiernie rzadko, bo statystycznie raz na półwiecze. Zasięg takiego opadu jest niewielki i obejmuje obszar o średnicy najwyżej 10-20 kilometrów.

To oznacza, że jedna miejscowość może zostać podtopiona, a w innej, znajdującej się obok, może nie spaść ani jedna kropla deszczu. Punktowe, bardzo intensywne opady deszczu, najczęściej pochodzą z chmury burzowej o charakterze stacjonarnym. Dominują w niej pionowe ruchy powietrza, które piętrzą chmurę, i jednocześnie zatrzymują ją w miejscu.

Jeśli taka chmura zalega nad jedną miejscowością przez dłużej niż 15-30 minut, to może spowodować katastrofalne w skutkach podtopienia. W porze letniej do takich incydentów dochodzi kilkadziesiąt razy, za każdym razem ulice zmieniają się w rwące strumienie.

Jak dotychczas jeden z największych opadów nawalnych przeszedł w maju 1996 roku nad miejscowością Sułoszowa koło Olkusza w Małopolsce. W ciągu 60 minut spadło aż 180 mm deszczu, czyli tyle, ile powinno przez dwa miesiące. Tej wiosny i lata sytuacja powtórzy się i to wielokrotnie. Choć deszczu wstrzymać nie możemy, to jednak potrafimy ograniczać jego skutki.

Jak zapobiegać skutkom ulew?

Przede wszystkim należy zaobserwować w których miejscach woda lubi się gromadzić podczas większych ulew w naszej okolicy. Zgodnie z prawem o grawitacji, woda spływa i gromadzi się w najniżej położonym miejscu. Jeśli jest to miejsce bezodpływowe, to zaczyna się pojawiać problem, bo jedynym rozwiązaniem jest wówczas odprowadzenie wody przez pompy.

Władze bardzo często zapominają o zasadach fizyki, budując studzienki kanalizacyjne gdzie popadnie. Tymczasem ich miejsce jest właśnie w obniżeniach terenu, gdzie mogłyby bardzo szybko poradzić sobie z nadmiarem deszczówki i tym samym zapobiec potopowi. Jednak odpowiednie zlokalizowanie studzienek burzowych to nie wszystko, bowiem, gdy w krytycznym momencie będą one zapchane, to z ratunku przed podtopieniami będą nici.

Polska ulewy

Dlatego akcja udrażniania studzienek powinna być prowadzona po okresie zimowym natychmiast, gdy tylko się ociepli i pojawią się pierwsze burze. Oczekiwanie aż do maja czy czerwca, tak jak w przypadku Brzezin czy Częstochowy, może się okazać zgubne w skutkach.

Jeśli studzienki w naszej okolicy są zatkane, to taki problem powinniśmy zgłaszać służbom utrzymania miasta. Niestety, nie zawsze przynosi to oczekiwany efekt. Aby ograniczyć skutki ulewy, możemy powziąć środki zapobiegawcze również we własnym zakresie. Przede wszystkim nie parkować samochodów w pobliżu studzienek. Dlaczego? Poniższy filmik Wam to wytłumaczy.

Nasze miasta są coraz bardziej zabetonowane, a właśnie beton sprawia, że ulewy okazują się dramatyczne w skutkach. Po pierwsze betonowa dżungla miejska przez cały dzień nagrzewa się, a wieczorem zaczyna oddawać ciepło, które stanowi swoiste paliwo dla chmur burzowych.

Badania przeprowadzone w amerykańskich metropoliach wskazują, że do tzw. oberwań chmur dochodzi najczęściej nad dużymi kompleksami miejskimi, mimo, że stanowią one nieduże wyspy pośród obszarów wiejskich. Powiedzenie, że miasta przyciągają burze, jest jak najbardziej trafne.

Problem z betonem ma także drugie oblicze, bowiem woda, gdy już spadnie w dużych ilościach z chmur, nie ma gdzie spływać i gromadzi się tam, gdzie nie powinna. Być może nowoczesne technologie przyjdą nam z pomocą.

Jedną z nich jest nowy rodzaj betonu, który choć przypomina ten tradycyjny, to jednak potrafi absorbować nawet duże ilości wody. Pokaz tego typu materiału odbył się na jednym z parkingów w stanie Iowa w USA. Cement charakteryzuje się bardzo wysoką przepuszczalnością wody, dzięki czemu trafia ona bezpośrednio do gruntu zamiast spływać kanałami burzowymi.

Rozwiązanie takie skutkuje znacznie mniejszym ryzykiem zalania ulic, ale także może wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa na ulicach. W czasie prezentacji betonu, w ciągu 5 minut, na niewielki skrawek nawierzchni, wylano prawie 7 tysięcy litrów wody. Na poniższym filmiku możecie zobaczyć z jakim efektem.

Przyczyną gigantycznych ulew jesteśmy my sami, bowiem emitujemy do atmosfery coraz więcej gazów cieplarnianych, które wywołują tzw. efekt szklarniowy. Temperatura wzrasta, a wraz z nią zdolność atmosfery do magazynowania wody. Musi ona gdzieś się podziać, więc wraz z cyklem hydrologicznym, spada na ziemię.

Ten cykl nasila się, przez co z biegiem lat deszcze w niektórych regionach świata mogą być coraz to obfitsze, a przez to, coraz częściej powodować podtopienia. Nasze miasta rozwijają się, zwiększa się też ich populacja, co sprzyja wzrostowi kosztów takich nawalnych opadów.

Co więc możemy zrobić, aby zapobiec pogarszaniu się sytuacji? Oczywiście rozpocząć walkę z globalnym ociepleniem na poważnie. Chyba, że chcemy każdej wiosny i lata obawiać się o swój samochód, mieszkanie czy nawet zdrowie i życie.

źródło: Twojapogoda.pl

  1. Ơ̴̴͡.̮Ơ̴̴͡. napisał(a):

    Jak zwykle – powódź i Polak jest bezradny. A dlaczego ja mam płacić za czyjeś przechery? Jak mi się coś stanie to nikt na mnie nie płaci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.