Dwie nieznane planety w naszym Układzie Słonecznym

dwie planety w naszym układzie słonecznym

Naukowcy i astronomowie od kilku miesięcy są zdania, że co najmniej dwie nieznane dotąd planety mogą kryć się na ciemnych i zimnych peryferiach Układu Słonecznego, daleko poza orbitami Neptuna i Plutona.

Amerykanie ciężko znieśli decyzję Międzynarodowej Unii Astronomicznej, która w 2006 roku orzekła, że jedyna planeta odkryta przez ich rodaka – Pluton – nie będzie się już dłużej zaliczać do elitarnego grona planet. Pluton został zdegradowany do miana planety karłowatej, a my przez blisko dekadę zdążyliśmy już przyzwyczaić się do myśli, że wokół Słońca krąży tylko osiem pełnoprawnych planet. Czyżby jednak i ta liczba miała okazać się nieprawdziwa?

Zdaniem hiszpańskich naukowców w naszym układzie wciąż jeszcze nie odkryliśmy wszystkich planet.

Skąd ten pomysł?

Uwagę badaczy zwróciły trajektorie, po jakich Słońce obiegają tzw. ekstremalne obiekty transneptunowe (ETNO). Są to planetoidy i planety karłowate za orbitą Neptuna, które nigdy nie zbliżają się do Słońca na mniej niż 30 jednostek astronomicznych, a ich średnia odległość od gwiazdy przekracza 150 j.a. (jednostka astronomiczna – j.a. – to średnia odległość Ziemi od Słońca, czyli mniej więcej 150 mln km).

Otóż zgodnie z obowiązującymi współcześnie modelami teoretycznymi ekstremalne obiekty transneptunowe powinny:

– obiegać Słońce w średniej odległości rzędu 150 jednostek astronomicznych;
– poruszać się po orbitach, które leżą w płaszczyznach bardzo zbliżonych do orbitalnych płaszczyzn planet Układu Słonecznego;
– być losowo rozrzucone.

Odkryta w 2003 roku planetoida Sedna była pierwszą, której ruch orbitalny nie pasował do powyższego schematu. Ta licząca około 1000 km średnicy bryła porusza się po niezwykle wydłużonej eliptycznej orbicie, nachylonej aż o 12 stopni względem orbit planetarnych. W peryhelium zbliża się do Słońca na 76 jednostek astronomicznych, zaś w aphelium oddala się od gwiazdy na niebywałą odległość 940 j.a.!

Do niedawna mogło się jeszcze wydawać, że Sedna jest jakimś ewenementem, dziwnym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jednak w 2012 roku odkryto planetoidę 2012 VP113 o nachyleniu orbity w stosunku do płaszczyzny Układu Słonecznego sięgającym aż 24 stopni. W momencie największego zbliżenia od Słońca dzieli ją 80 j.a., zaś maksymalnie oddala się od gwiazdy na 452 j.a.

dwie planety w naszym układzie słonecznym

Przypadek? Nie sądzę

W nowej pracy naukowcy z Uniwersytetu Madryckiego poddali gruntowej analizie ruch orbitalny tych dwóch opisanych powyżej oraz jeszcze 11 innych planetoid. Okazuje się, że zachowanie tych 13 przebadanych ciał niebieskich rozmija się wyraźnie z modelem teoretycznym.

Ich średnie odległości od Słońca wynoszą od 150 do aż 525 jednostek astronomicznych. Średnie nachylenie ich orbit do płaszczyzny Układu Słonecznego jest dość znaczne – sięga 20 stopni. Jednak najciekawsze jest to, że każde z 13 analizowanych ciał niebieskich przechodzi przez swoje peryhelium, czyli osiąga punkt najbliższy Słońcu na swej orbicie, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy przekracza w orbitalnej wędrówce płaszczyznę Układu Słonecznego. Innymi słowy, peryhelia orbit wszystkich 13 planetoid koncentrują się w pobliżu płaszczyzny, w której porusza się osiem znanych planet. A zgodnie z modelem teoretycznym peryhelia te powinny raczej być rozłożone zupełnie losowo.

Zdaniem badaczy to nie jest przypadkowe. Najprościej wytłumaczyć tę anomalię oddziaływaniem grawitacyjnym nieznanej dotąd masywnej planety obiegającej Słońce w znacznej odległości. Jej masa może być 10-15 razy większa niż masa Ziemi, a średnia odległość od Słońca – ok. 200-250 jednostek astronomicznych (to dystans ponad osiem razy większy niż odległość Słońce – Neptun).

Astronomowie przyznają jednak, że parametry tajemniczej nieznanej planety nie są łatwe do ustalenia. Źródłem anomalii może być też planeta mniejsza od Ziemi, porównywalna do Marsa, pod warunkiem że znajduje się znacznie bliżej Słońca. Według włoskiego fizyka Lorenzo Iorio perturbacje powoduje planeta ledwie dwukrotnie masywniejsza od Ziemi, która znajduj się co najmniej 500 j.a. od Słońca. Z kolei Carlos de la Fuente Marcos z Uniwersytetu Madryckiego, współautor najnowszych badań, uważa, że nietypowe trajektorie 13 planetoid najlepiej wyjaśnia istnienie nie jednej, lecz co najmniej dwóch odległych od Słońca planet.

Niezależnie od tego, kto ma rację, nie ulega wątpliwości, że dostrzeżenie nieznanego globu na odległych peryferiach Układu Słonecznego byłoby niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe, przy użyciu dostępnych dziś teleskopów.

Nadzieja na nowego Kopernika

Możliwość formowania się planet w tak znacznej odległości od Słońca, w jakiej miałaby orbitować hipotetyczna planeta, wydawała się dotychczas wątpliwa. Niedawno jednak dostrzeżono z pomocą radioteleskopu ALMA dysk protoplanetarny, który rozciąga się w odległości ponad 100 j.a. od gwiazdy HL Tauri. Obecnie naukowcy są bardziej skłoni uwierzyć w to, że planety powstają nawet setki jednostek astronomicznych od swojej gwiazdy.

Ale choć teza o istnieniu odległych od Słońca planet jest bardzo pociągająca, powinniśmy na razie traktować ją z umiarkowanym optymizmem.

Co bardziej zachowawczy badacze podkreślają, że analiza ruchu 13 planetoid to stanowczo zbyt mała próbka, by na jej podstawie można było wyrokować o istnieniu nieznanych planet. Wszak jeszcze inne czynniki mogły wpłynąć na nietypowy kształt i nachylenie orbit badanych planetoid, np. grawitacyjne oddziaływanie innej gwiazdy, która miliardy lat temu była blisko Słońca. Inną możliwością jest wpływ masywnej planety, która została później wyrzucona z Układu Słonecznego.

Planetoidy transneptunowe o tak dziwnych orbitach mogą też teoretycznie pochodzić z innego układu planetarnego. Niektórzy astronomowie wskazują także, że aż 10 z 13 badanych obiektów w swoim ruchu zbliża się do orbity Neptuna na wystarczającą odległość, żeby to właśnie ten gazowy olbrzym odciskał swe piętno na ich orbitach.

Niemniej, gdyby faktycznie udało się w najbliższych dziesięcioleciach potwierdzić hipotezę Hiszpanów, to byłoby to naprawdę wielkie odkrycie. Odnalezienie w naszym układzie planetarnym dziewiątej, dziesiątej, a może i następnych planet musiałoby wywołać rewolucję w astronomii. Tak doniosłą, iż można by ją chyba bez cienia przesady przyrównać do niegdysiejszego przewrotu kopernikańskiego.

źródło: Gazeta Wyborcza

  1. anikifadia napisał(a):

    Nie zdziwił bym się jak by jakaś z tych planet miała eliptyczną orbitę co jest bardzo możliwe a wtedy można by było mówić że to jest właśnie tak zwana planeta Nibiru albo planeta X o której między innymi można było się dowiedzieć dzięki malowidłom Summerów i Majów.

  2. keri napisał(a):

    Przewrót Kopernikański? Kto to wymyślił? Żaden przewrót. Szkoła platońska uczyła, że Ziemia krąży wokół Słońca, o astronomii egipskiej autor nic nie słyszał oczywiście. Nie jest prawdą, że za czasów Kopernika wszyscy byli ciemniakami. Wiedza o tym, że Ziemia krąży wokół Słońca była znana. Przełom polegał jedynie na tym, że Kopernik ośmielił się swe badania opublikować.
    Prawdziwym niesamowitym wydarzeniem astronomicznym było odkrycie planety poza układem słonecznym przez Aleksandra Wolszczana, co zupełnie zniszczyło różne światopoglądy. Za swe odkrycie został zlinczowany i musiał wyjechać z Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.