Lądownik Schiaparelli prawdopodobnie rozbił się na Marsie i resztką sił wysłał słaby sygnał

schiaparelli

Europejski lądownik Schiaparelli nie zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami, gdy w środę kierował się w stronę powierzchni Czerwonej Planety. Dane telemetryczne odzyskane z sondy podczas jej opadania wskazują, że jego spadochron otworzył się o 30 sekund za wcześnie niż planowano. Rakiety miały służyć do zatrzymania się tuż nad ziemią, ale w chwili pojawił się ogień, który najprawdopodobniej stał się przyczyną utraty kontaktu sondy z Ziemią.

Europejska Agencja Kosmiczna nie potwierdza rozbicia lądownika, ale przyznają, iż rokowania i nastroje „nie są dobre”. Eksperci planują dalszą analizę danych i spróbują połączyć się z lądownikiem, mając cichą nadzieję, że Schiaparelli rzeczywiście w stanie nienaruszonym siedzi na Czerwonej Planecie. Ponadto Amerykanie użyją jednego ze swoich satelitów na Marsie do zobrazowania strefy lądowania w celu sprawdzenia, czy maszyna działa.

W tej chwili ESA analizuje dużą ilość zebranych danych, które udało się przesłać z powrotem do macierzystego statku kosmicznego – Trace Gas Orbiter. „Wszystko wskazuje na to, iż wszystko było w porządku, gdy sonda weszła w atmosferę. Jej osłona termiczna spełniła swoje zadanie, a spadochron otworzył się zgodnie z oczekiwaniami, powodując spowolnienie spadku lądowania. Jednak po koniec fazy spadochron zaczął się zachowywać nietypowo.

Prawdopodobnie spadochron otworzył się wcześniej niż zakładał harmonogram. Dodatkowo posłuszeństwa mógł odmówić rakietowy silnik hamujący. Utrata sygnału nastąpiła 50 sekund przed planowanym wylądowaniem na powierzchni Marsa. Zdaniem niektórych naukowców wszystkie dane przemawiają za tym, że lądownik rozbił się, ponieważ lądowanie odbyło się w trakcie wysokiej prędkości. Oficjalnie jednak eksperci z ESA podkreśla, iż na tym etapie nie można w stu procentach zinterpretować tego, co się stało.

Jeśli jednak Schiaparelli bezpiecznie wylądował na powierzchni Marsa, przez kilka nadchodzących dni będzie badał środowisko Czerwonej Planety, mierząc m.in. poziom wilgotności i temperaturę – dopóki nie zabraknie baterii. Gdy okaże się, że misja się nie powiodła, będzie to najpoważniejszy cios dla ESA, która również straciła kontakt z lądownikiem Beagle-2 w 2003 r.

Zwrot w nauce może okazać się ograniczony, ale sonda została przede wszystkim pomyślana jako demonstrator technologii – projekt umożliwia naukowcom i inżynierom ESA oszacowanie poziomu zaufania dla bezpiecznej misji czterokołowej maszyny, która miałaby znaleźć się na Marsie już w 2021 r. Pojazd ten miałby wwiercić się poniżej powierzchni Ziemi w kilku miejscach w celu wyszukania obecności mikroorganizmów.

Tak miało wyglądać prawidłowe lądowanie na Marsie

źródło: krolowa-superstar
  1. escape pisze:

    Zwykla sciema 😉 ludzie we wszystko uwierza… Moim zdaniem nie chcą powiedzieć prawdy i ukrywają cos…ciekawe co? Na pewno od dawna istnieją tam formy życia i woda być może nawet inteligentne istoty. Nie dawajcie się nabierać !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*