Libia pogrążyła się w anarchii. Jest wylęgarnią terrorystów

Prawie dwa i pół roku temu cały świat patrzył, jak w Libii zlinczowano i zabito dyktatora Muammara Kaddafiego. Przekonywano, że naród libijski odzyska wolność. Teraz o Libii mówi i pisze się rzadko. Tymczasem kraj zdążył pogrążyć się w chaosie i anarchii. Eksperci alarmują: Libia stała się wylęgarnią terrorystów i nową „czarną dziurą” na mapie świata.

Kryjówka terrorystów

Faktycznie, w Libii w ostatnich miesiącach obficie leje się krew. Co rusz dochodzi do starć i zamieszek w największych, ale też mniejszych miastach. Porywani są dyplomaci, atakowane ambasady, mordowani przedstawiciele władz.

Rząd nie panuje nad sytuacją. I otwarcie to przyznaje. W styczniu libijski parlament wprowadził w kraju stan wyjątkowy i postawił armię w stan gotowości. Wcześniej działy się rzeczy zdumiewające. Ich symbolem było zuchwałe porwanie w październiku 2013 roku ówczesnego premiera Libii – Alego Zajdana.

Wojciech Jagielski, korespondent Polskiej Agencji Prasowej, w rozmowie z serwisem menstream.pl, mówił: „Libia stała się takim afrykańskim Afganistanem. Pogrążyła się w chaosie, jest znakomitą kryjówką dla wszelkiej maści ugrupowań fundamentalistycznych, terrorystycznych a także przemytniczych, przestępczych”.

libia

Jak do tego doszło?

Władza zbrojnych band

– Na początku oczywiście była euforia i radosne manifestacje na Placu Zielonym, obecnie Placu Męczenników w Trypolisie. Jednak z biegiem czasu w kraju zaczął szerzyć się terror – opowiada nam Tanya Valko.

Rebelianci, którzy z pomocą amerykańskich i francuskich bombowców, obalili Kaddafiego, nie pozwolili się jednak rozbroić. Wprawdzie w Libii, w lipcu 2013 roku, przeprowadzono względnie wolne wybory i wyłoniono nowy rząd, lecz w wielu regionach kraju faktyczną władzę stanowią samozwańcze brygady paramilitarne (milicje), złożone z byłych rewolucjonistów.

Z szeregów opozycji wobec Kaddafiego wywodzi się również premier Ali Zajdan, który po wybuchu powstania przeciwko dyktatorowi w 2011 roku, pełnił funkcję jej nieoficjalnego rzecznika w Europie. Lecz jego władza jest iluzoryczna.

– W Libii budowana jest nowa armia, podejmowane są próby rozbrajania brygad paramilitarnych. Problem w tym, że w czasie wojny one urosły w siłę i dziś odgrywają znaczącą rolę. Pilnują porządku, ale realizują też własne cele polityczne, mają własne pomysły na urządzenie społeczeństwa, organizują własne więzienia, w których osadzają osoby, które uznają za margines społeczny, a także wrogów politycznych – tłumaczy dr Konrad Pędziwiatr, orientalista z Wyższej Szkoły Europejskiej im. Józefa Tischnera w Krakowie.

Cały kraj pokrył się siatką zbrojnych band, które walczą z władzą centralną. Przejęły rezydencje, budynki, obiekty wojskowe. Wcześniej rząd przez pewien czas starał się kupować ich lojalność. Opłacał je, dopóki się nie zbuntowały.

Tanya Valko: „Broń, którą otrzymali rewolucjoniści, nie została oddana, bowiem Libijczycy twierdzili, że w kraju jest niebezpiecznie”.

– To była prawda, gdyż zaczęły się tworzyć bojówki samodzielnie wymierzające sprawiedliwość poplecznikom Kaddafiego. Jednak przy okazji stosowano wendetę, tak popularną w krajach arabskich. Mszczono się na nieprzyjaciołach rodów i plemion, wyciągano z domów nielubianych sąsiadów i strzelano im w głowę. Zdarzają się też masowe egzekucje zwolenników Kaddafiego (53 osoby pod Syrtą). Rozpoczęła się masowa emigracja, bowiem nikt nie był pewien dnia ani godziny – kontynuuje.

Efekt? Dzisiaj zwykłym Libijczykom brakuje nawet podstawowego poczucia bezpieczeństwa. – To, co się dzieje, czyli regularne bitwy na ulicach, są tego najlepszym dowodem, a porwanie premiera to było wręcz mistrzostwo świata; coś niewyobrażalnego w „normalnym”, cywilizowanym kraju – ocenia dr Pędziwiatr.

libia

Bunt na polach naftowych

Zbuntowani uczestnicy zbrojnej rebelii przeciw Kaddafiemu sięgnęli również po największe bogactwo Libii – ropę. Przejęli kontrolę nad wieloma portami naftowymi we wschodniej części kraju, a potem też na południu. Produkcja i eksport ropy gwałtownie spadły. Rząd grozi wysłaniem wojska, a kryzys gospodarczy się pogłębia. Nad krajem zawisła groźba rozpadu.

Separatyści ze wschodu w listopadzie 2013 roku powołali nawet własny rząd, domagając się wyższych płac i większych praw politycznych.

Efekt? Według ocen Międzynarodowego Funduszu Walutowego gospodarka Libii, która bazuje na ropie, w 2013 roku skurczyła się o 5,1 proc. Premier otwarcie mówił o „niewypłacalności” rządu. W tej sytuacji łagodzenie społecznego niezadowolenia z powodu spadku poziomu życia jest bardzo trudne.

Póki co niektórzy eksperci i dziennikarze oceniają, że Libia faktycznie już się rozpadła albo jest bardzo bliska podziału. Rosyjski arabista Jewgienij Satanowski mówi: „Libii jako państwa de facto nie ma. Są oddzielnie wzięci ludzi. Kto ma na tyle broni, ten walczy o eksport ropy i kontrolę nad terytorium. Nic ponad to”.

Andrzej Meller, który towarzyszył powstańcom w czasie rebelii przeciwko Kaddafiemu, tak w październiku 2013 opisywał na łamach „Tygodnika Powszechnego” sytuację w Libii: „Zwycięzcy mudżahedini – było ich kilkaset tysięcy – nie ufając nowym władzom centralnym, nie złożyli broni. Wrócili do swych miast, a Libia powoli zaczęła ulegać rozbiciu dzielnicowemu. Arsenały Kaddafiego rozproszyły się po regionie: z tej broni strzelano w Mali i Egipcie, używają jej syryjscy powstańcy – w Libii zaś nie zapewniła bezpieczeństwa, kraj ogarnął bandytyzm”.

Wojciech Jagielski (w rozmowie z menstream.pl) zwraca z kolei uwagę, że „wojna w Mali, a wcześniej zajęcie połowy kraju przez saharyjskich dżihadystów, to oczywisty i bezpośredni rezultat obalenia władzy i rozpadu libijskiego państwa”. Saudyjska gazeta „Arab News” pisze wręcz o „pełzającej wojnie domowej”, wskazując na aktywizację elementów związanych z Al-Kaidą.

Trochę inaczej widzi to dr Pędziwiatr: „W Libii państwo jest budowane od podstaw. To musi trochę potrwać. Minister sprawiedliwości Libii mówił ostatnio, że to, co się dzieje w jego resorcie, jest jak remont mieszkania w sytuacji, gdy się w nim mieszka; jak remont bez wyprowadzki. Budowanie systemu politycznego od podstaw w kraju, który wcześniej był rządzony przez klan Kaddafiego, to gigantyczne wyzwanie dla władz”.

Przyznaje jednak, że proces budowania nowego państwa nie przebiega zbyt prężnie.

Zachód nie miał wyjścia

Co na to wszystko państwa Zachodu, które pomogły obalić Kaddafiego i gorąco wspierały „arabską wiosnę”? Straciły zainteresowanie Libią. Choć premier Zajdan pod koniec ubiegłego roku ostrzegał, że „społeczność międzynarodowa nie może tolerować kraju w środku regionu śródziemnomorskiego, który jest źródłem przemocy, terroryzmu i morderstw”, wskazując na możliwą „interwencję sił zagranicznych”, to nic nie wskazuje na to, aby mogła ona nastąpić.

– Zachód trochę nie miał wyjścia, musiał się wycofać, aby nie być posadzonym o to, że narzucił Libijczykom swoje porządki. Obecnie pomaga Libii. Ta współpraca odbywa się na wielu poziomach, np. w szkoleniu armii, wspieraniu reform. Więcej nie może zrobić. Do interwencji zbrojnej raczej nie dojdzie – przewiduje dr Pędziwiatr.

Tanya Valko ma zupełnie inny od powszechnie przyjętego pogląd na pomoc państw Zachodu: „Państwa Zachodu bombardowały Libię we własnym interesie, a nie w interesie Libijczyków, a teraz „wypięły” się na ludzi, niewinnych cywilów, którzy najbardziej ucierpieli, bo już zrealizowały swój pokrętny plan. Jednak należałoby zadać pytanie, komu zależało na destabilizacji w regionie? Czy kolejne źródełko z ropą jest aż tak ważne, żeby niszczyć kraj i jego mieszkańców?” – pyta.

Ziemia bezprawia

Bardziej od rządów i polityków aktywne są organizacje międzynarodowe i obrońcy praw człowieka, którzy publikują kolejne alarmujące raporty.

W październiku 2013 roku raport biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka i oenzetowskiej misji w Libii sygnalizował, że w libijskich więzieniach stosuje się tortury na dużą skalę. Z kolei organizacja Human Rights Watch w swoim corocznym raporcie zwróciła uwagę na następujące problemy tego kraju: krwawe walki plemienne, ataki na przedstawicielstwa dyplomatyczne, niszczenie sufickich miejsc kultu religijnego, porwania, zabójstwa, pracę przymusową, tortury.

Dochodzi też do pogromów chrześcijan. Arcybiskup Rabatu Vincent Landel przewodniczący Regionalnej Konferencji Biskupiej Afryki Północnej (CERNA), obejmującej Maroko, Algierię, Tunezję i Libię informował w październiku 2013 roku, że rząd, zamiast chronić chrześcijan, zalecił im opuszczenie kraju. Cyrenajkę na wschodzie, opanowaną przez zbrojne bandy islamistów, określił jako „ziemię bezprawia”.

Libia zawsze była przyjaznym krajem, tak dla swoich obywateli, jak i cudzoziemców, a teraz wszyscy boją się w niej żyć.

źródło: onet.pl
  1. am napisał(a):

    Amerykańskie ścierwo do tego doprowadziło a My Polacy włazimy w d… tym popaprańcom. Te ścierwo buduje u Nas bazy by bronić własną dupę a Nas naraża na atak ze strony osaczonej przez ścierwa Rosji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.