Szybka i łatwa wojna z Koreą Północną? To bzdura

Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny? Z Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, to na pewno nie będzie ani szybka, ani łatwa, ani zwycięska wojna. Podstawowym problemem od strony militarnej, jest tutaj duża odporność infrastruktury tego państwa na ataki lotnicze i z powietrza. Użycie nowoczesnej broni ma na celu sparaliżowanie punktów węzłowych w sieci nieprzyjaciela, w tym przypadku – oczywiście taka infrastruktura istnieje, jednak została tak zaprojektowana i jest tak utrzymywana, żeby być odporną na spodziewane ataki.

Dodatkowo Korea dysponuje bronią jądrową, to jest pewne – zostały przeprowadzone testy, Koreańczycy są doświadczeni w zmaganiach z nieustającą presją USA i nie przeprowadziliby próby, nie mając w zanadrzu zabezpieczonych co najmniej kilkunastu ładunków. Chodzi o to, ze środki przenoszenia broni jądrowej jakimi dysponują – rakiety balistyczne, są konstrukcjami konwencjonalnymi. Przykładowo rosyjskie rakiety balistyczne, potrafią np. spłaszczać trajektorię lotu, albo manewrować w powietrzu w taki sposób, że nie da się obliczyć po krzywej balistycznej, gdzie uderzą.

Wielogłowicowość dodatkowo utrudnia ich zniszczenie a zwiększa skuteczność rażenia. Rakiety koreańskie są sprawdzone, skuteczne, ale w klasycznym zastosowaniu technologii rakietowej – lot balistyczny po elipsie. Lotnictwo jest przestarzałe, samolot jako środek do przenoszenia głowic jądrowych, które w wydaniu koreańskim są stosunkowo duże, to łatwy cel. Chyba najgroźniejszą z możliwych środków przenoszenia mogą być głowice zainstalowane na torpedach w okrętach podwodnych. Tego mało kto się spodziewa, a skutki użycia takiej broni mogą być szokujące. W ostateczności zawsze mogą odpalić broń na granicy lub po przewiezieniu jej lądowo na czele nacierających wojsk, proszę pamiętać że mówimy o armii silnie umotywowanej ideologicznie i nacjonalistycznie.

Dodatkowo potencjał wojsk lądowych jest olbrzymi, armia Korei to potęga, są uzbrojeni w olbrzymie ilości sprzętu. Wszelkie scenariusze sąsiadów z Południa dowodzą, że Seul – położony blisko granicy, prawie na pewno zostanie stracony, a nawet jeżeli nie, to na pewno będzie zniszczony.

W konsekwencji Korea może w odpowiedzi na amerykański atak rakietowo-powietrzny odpowiedzieć na trzy bardzo bolesne sposoby. Po pierwsze inwazją na Południe w pełnej skali, co oznaczałoby wojnę totalną. Po drugie atakiem jądrowym na Południe lub na Japonię, być może nawet za pośrednictwem np. Łodzi podwodnej wykonującej misję na terytorium Stanów Zjednoczonych np. Hawaje lub jeden z portów na Zachodnim Wybrzeżu. Po trzecie – mogą wykonać w wielkiej skali atak konwencjonalny na strefę przygraniczną. W każdym wariancie będzie to oznaczać konieczność przeprowadzenia pełnoskalowej operacji wojskowej.

Korea Południowa również ma silną armię, obok jest potężna Japonia. Jeżeli wszystkie te kraje chciałyby, wspólnie z USA – uderzyć na Koreę na Północy, to mielibyśmy nową sytuację w wymiarze globalnym. Jednak do tego Amerykanie potrzebują co najmniej neutralności dwóch podstawowych graczy – przede wszystkim Chin, które są największym wsparciem dla Korei oraz Rosji, która może jeżeli będzie tylko chciała, niezwykle silnie wzmocnić Koreę – dostawami broni i danych wywiadowczych.

Terytorium Korei w części północnej to głównie góry i doliny. Jest to najtrudniejszy z możliwych Teatrów Działań Wojennych, jakie w ogóle można sobie wyobrazić. Pas graniczny jest ufortyfikowaną linią obrony, jego przełamanie to poważne zadanie dla wojsk inżynieryjnych, w ogóle nie ma możliwości dokonania ataku lądowego z zaskoczenia, to jest niemożliwe. O wiele bardziej prawdopodobny byłby desant powietrzno-morski, jednak taka operacja wiąże się z poważnym ryzykiem w warunkach posiadania przez przeciwnika broni jądrowej (i nie tylko).

Ostatnim elementem, dla którego z Koreą nie ma przelewek, jest to w jaki sposób przewidziano filozofię tamtejszej armii. To masowa armia poborowa, stworzona na najlepszych wzorcach ciężkich i złożonych związków pancerno-zmechanizowanych Układu Warszawskiego. To jest prawdziwa armia z prawdziwymi dowódcami, prawdziwą bronią i Żołnierzami-obywatelami, których motywację można oceniać różnie, jednak nie można uważać, że to były łatwy do wygrania konflikt.

Sytuacja się nawarstwia. Odmawianie przez USA i ich sojuszników, prawa posiadania przez Koreę broni jądrowej, jest dowodem na dwulicowość tych państw. Dążenie do posiadania monopolu jądrowego jest z ich strony naiwnością. Jest tylko kwestią czasu, kiedy takie kraje jak Korea posiądą zdolność miniaturyzowania ładunków jądrowych. Wówczas już nikt, nie będzie bezpieczny.

Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny, żeby pokazać Chinom i światu swoją potęgę. Na pewno w wymiarze geopolitycznym ostrzelanie Korei rakietami manewrującymi i całą inną gamą uzbrojenia z amerykańskiego arsenału, stworzy odpowiednie wrażenie, jednak w Pekinie nikt się nie przestraszy. Dla Seulu czy Tokio, będzie to ostateczny dowód na to, że tylko broń jądrowa jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo, a przy potencjale technologicznym tych krajów, wejście w jej posiadanie i budowa efektywnych środków przenoszenia to kwestia 5-7 lat i mają arsenały zdolne do rażenia w regionie, a może nawet i na skalę globu.

Jednak Amerykańska logika przemocy rządzi się zupełnie innymi prawami, niż pragmatyzm. Z perspektywy Waszyngtonu, ewentualny atak odwetowy na Seoul, nie będzie dramatem. Po prostu przez jakiś czas zdrożeje elektronika. Jeżeli ktoś chce kupić smartfon lub telewizor LED, to niech to zrobi teraz, bo te wyroby mogą zdrożeć. Oczywiście nie bardzo, bo jest Tajwan, są Chiny, jak i w kilku innych krajach jest realizowana masowa produkcja. Jednakże wciągnięcie Korei Południowej w wojnę na Półwyspie, spowoduje fluktuacje gospodarcze dla całego świata.

Żeby ewentualny amerykański atak miał być efektywny, musiałby być nagły i zrealizowany z zaskoczenia. O to w tamtych warunkach, zwłaszcza po tym jak pan Trump ogłasza swoje zamiary w popularnym medium społecznościowym – nie jest łatwo.

W zasadzie jedynym scenariuszem ataku na Koreę, który dałby szybkie i łatwe zwycięstwo, były zmasowany atak pociskami samosterującymi i balistycznymi oraz bombami kierowanymi na najważniejsze cele – z użyciem broni jądrowej małej mocy oraz precyzyjnej broni konwencjonalnej. Tylko w dużej ilości, np. około 200 ładunków jądrowych i około 5-7 tyś., głowić konwencjonalnych. Gdyby takim potencjałem uderzyć w Koreę, a w chwilę później rozpocząć inwazję lądową, morską i operację powietrzną – podtrzymującą ataki paraliżujące obronę, to miałoby to oczekiwany skutek. Na zwykły atak Korea będzie odporna.

źródło: obserwatorpolityczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.