Tajne sekrety badań kosmicznych

Sfabrykowane lądowanie na Księżycu i zaginieni astronauci to nie jedyne teorie spiskowe związane z eksploracją kosmosu. Annały astronomii i astronautyki kryją dużo więcej zagadek. Sprawy tajnej floty kosmicznej Amerykanów, Black Knighta, domniemanych obcych sond na orbicie oraz dziwnych struktur na Marsie i Księżycu wywoływały drżenie serca u ekspertów i zwykłych pasjonatów lotów w kosmos…

Black Knight – pozaziemski satelita?

Relacje o obiekcie zwanym Black Knight (Czarny Rycerz) pojawiły się w pierwszej połowie lat 50. Ufolog mjr Donald Keyhoe twierdził wówczas, że Amerykanie wykryli dwie satelity krążące wokół Ziemi, choć Sputnik 1 miał zostać wystrzelony dopiero w 1957 r. Kolejne informacje na ten temat pojawiły się w 1960, kiedy doniesiono o wyśledzeniu masywnego obiektu na orbicie biegunowej, który znacznie przekraczał rozmiarami ziemskie satelity.

Black-Knight

Black-Knight

Amerykański pisarz i dziennikarz John A. Keel pisał na ten temat: „W lutym 1960 r. Departament Obrony formalnie ogłosił, że niezidentyfikowany satelita okrąża Ziemię. Został on zauważony przez kilka obserwatoriów oraz Centrum Nadzoru Kosmicznego w New Bedford. Prof. Ałła Majewicz – radziecka uczona kierująca programem śledzenia Sputnika zaprzeczyła, by obiekt należał do ZSRR. Rozpisywała się o tym prasa, a wzmianki o Czarnym Rycerzu pojawiły się w ‘New York Timesie’, ‘Newsweeku’, ‘Life’ i innych poczytnych magazynach. Sam obiekt zniknął tak samo zagadkowo jak się pojawił, choć rzekomo obserwowany był też potem”.

Black Knight zagubił się gdzieś w niezliczonej chmarze obiektów okołoziemskich, obrósł legendami, a w sieci co jakiś czas pojawiają się nowe rewelacje na jego temat. Od początku sugerowano, że mógł on być obcą sondą pozostawioną na orbicie do monitorowania ludzkości.

Tajna flota kosmiczna

Hipoteza o tym, że USA posiadają tajną flotę kosmiczną opiera się o notkę z dzienników prezydenta Ronalda Reagana, który pod datą 11 czerwca 1985 r. zanotował: „Lunch z pięcioma czołowymi badaczami kosmosu. Kosmos to prawdziwie ostateczna granica, a niektóre odkrycia z zakresu astronomii brzmią jak science-fiction. Dowiedziałem się, że nasz stan wahadłowców pozwala na umieszczenie na orbicie 300 osób”. Problem w tym, że oficjalnie wahadłowców kosmicznych (obecnie wycofanych z eksploatacji) zbudowano pięć, z czego Challenger i Columbia uległy katastrofie (kolejno w 1986 i 2003 r.). Pojazdy te mogły zabierać ośmiu, a w sytuacjach awaryjnych jedenastu pasażerów. Łatwo policzyć, ile daje to miejsc. Gdzie pomieścić pozostałe dwie i pół setki ludzi, o których wspominał prezydent?

tajna flota kosmiczna

Potwierdzenie istnienia tajnego programu kosmicznego pochodziło od hakera Garry’ego McKinnona vel Solo, który w latach 2002-2003 włamał się do 97 komputerów amerykańskich agencji rządowych, w tym Pentagonu oraz NASA. Przyznał potem, że w dokumentach US Space Command odnalazł listę osób określanych mianem „nieziemskich oficerów”. McKinnon widział również fragment fotografii przedstawiającej niezidentyfikowany obiekt na orbicie Ziemi.

tajna flota kosmiczna

– Odkryłem listę osób sklasyfikowanych jako „nieziemscy oficerowie” – mówił haker. – Nie chodziło jednak raczej o „zielonych ludzików”. Myślę, że to jednostka całkowicie ziemska. Znalazłem też listę pojazdów i przejrzałem ją. Skłoniło mnie to do wniosku, że mają oni jakiś statek kosmiczny przebywający poza planetą.

Za rzekome uszkodzenie wojskowej sieci komputerowej, skasowanie ważnych plików i inne szkody, McKinnon został aresztowany, a następnie poddany procedurze ekstradycji do USA, gdzie groziło mu co najmniej 70 lat więzienia. Wskutek protestów opinii publicznej w 2012 r. przedstawiciel rządu brytyjskiego podał, że haker nie zostanie jednak wydany Amerykanom.

„Long Delayed Echoes”

Pewne anomalie zauważono na długo przed rozpoczęciem programu kosmicznego. W 1899 r. tajemniczy sygnał pochodzący spoza Ziemi odebrał w swoim laboratorium w Colorado Springs genialny serbski wynalazca i konstruktor, Nikola Tesla. Choć uznał go za komunikat nadany z Marsa, najprawdopodobniej były to fale radiowe pochodzenia naturalnego. W 1927 r. norweski inżynier Jørgen Hals zauważył coś równie zaskakującego – drugie echo radiowe, które pojawiło się ze znacznym opóźnieniem po echu podstawowym. By rozwiązać zagadkę, Hals zwrócił się z prośbą do uczonych, w tym znanego holenderskiego fizyka, Balthasara van der Pola, który jednak niewiele mu pomógł. Było to bowiem zjawisko sporadyczne, a interwały między pierwszym a drugim echem znacznie się różniły.

Long Delayed Echoes

Zagadka „ech o dużym opóźnieniu”, jak nazwano ten efekt, zakładała, że mogą być one odbiciem sygnału od okrążającego Ziemię… sztucznego satelity. A ponieważ działo się to na wiele lat przed tym, nim pierwszego z nich posłano na orbitę, oznaczało to, że w pobliżu Błękitnej Planety krąży obca sonda, która być może próbuje w ten sposób zwrócić uwagę ludzi. Z biegiem lat ustalono jednak, że czynnikiem sprawczym stojącym za echem są prawdopodobnie właściwości jonosfery.

1991 VG – kolejny pozaziemski próbnik?

6 listopada 1991 r. odkrywca kilkunastu komet, James V. Scotti – astronom pracujący przy projekcie Spacewatch (który monitoruje ciała okołoziemskie), odkrył niewielki obiekt poruszający się po orbicie przypominającej ziemską. Zbieżność ta była trudna do wytłumaczenia, a wkrótce 1991 VG (bo takie oznaczenie otrzymał) znalazł się blisko naszej planety. Dalsze obserwacje ujawniły, że co jakiś czas trzykrotnie zwiększa on swą jasność, co doprowadziło do spekulacji o jego sztucznym pochodzeniu.

1991 VG

Zwolennikiem tej opcji był astronom dr Duncan Steel z University of Adelaide. Możliwości były dwie – albo mierzący ok. 10 metrów średnicy obiekt był fragmentem statku kosmicznego wystrzelonego z Ziemi jeszcze w latach 70., albo był to… pozaziemski satelita. Astronomowie od lat snuli scenariusze, zgodnie z którymi w niedużej odległości od naszej planety mogą krążyć próbniki obcych. Zostały one nazwane „sondami Bracewella” od nazwiska ich pomysłodawcy – stanfordzkiego profesora, który zasugerował, że zaawansowane cywilizacje mogą masowo wysyłać w kosmos inteligentne statki. Gdy natrafią one na formy życia zdolne do kontaktu, czekają w uśpieniu na odpowiedni moment, by się ujawnić.

1991 VG

1991 VG uznawany jest dziś za obiekt naturalny, choć nawet astronomowie nie wykluczają, że gdzieś w najbliższym kosmicznym sąsiedztwie, wśród chmary kosmicznego gruzu, krąży obca sonda…

Światła na Księżycu

Zwolennicy teorii spisku wokół Apollo 11 spekulują, że lądowanie na Księżycu zostało sfingowane, a filmowcy pomogli fabrykować słynne zdjęcia i nagrania. Tajemnic związanych z satelitą Ziemi jest jednak więcej. Od lat uwagę astronomów przyciągały tzw. przejściowe zjawiska lunarne (TLP) – czyli barwne zmiany lub światła pojawiające się na powierzchni Księżyca. Niektóre z nich da się w satysfakcjonujący sposób wyjaśnić procesami wulkanicznymi lub geologicznymi. Są jednak wyjątki.

tlp ksiezyc

Przykładowo, 29 października 1963 r. w Lowell Observatory (Arizona) zarejestrowano intensywne jasnoczerwone, różowe i pomarańczowe rozbłyski na księżycowym wzgórzu zwanym Głową Kobry. Wielkim fartem, kiedy załoga Apollo 11 przybyła na Księżyc, dziwne zjawiska zaobserwowano znowu. Astronautów poproszono o spojrzenie w kierunku krateru Aristarchus, gdzie TLP widywane są najczęściej. Neil Armstrong tak opisał, co widzi: „To obszar znacznie bardziej oświetlony od otoczenia. Zdaje się, że jest to jakby forma fluorescencji.”

struktury ksiezyc

O innych anomaliach na powierzchni Księżyca krążą w sieci legendy. Ich głównym propagatorem jest pisarz Richard C. Hoagland, który twierdzi, że znajdują się tam gigantyczne bazy pobudowane przez obcych, o czym dobrze wie NASA, wstrzymując się z kolejnymi misjami załogowymi. Hoagland pokazał nawet niewyraźne zdjęcia przedstawiające te struktury, ale nie przekonały one wielu…

Marsjanie istnieli?

Pierwsze sensacje związane z Czerwoną Planetą dotyczyły odkrycia słynnych „kanałów”. W 1887 r. włoski astronom Schiaparelli rozsławił ideę, że wokół równika Marsa widoczne są proste linie mogące być kanałami irygacyjnymi albo innymi sztucznymi strukturami. Dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że do czasu pierwszych lotów w kosmos powszechne było przekonanie, że najbliższe Ziemi planety mogą być zamieszkane. Nowe odkrycia szybko zweryfikowały te wierzenia, a kanały okazały się iluzją optyczną. Pierwsze dobrej jakości fotografie Marsa ukazały ich brak.

UFO Mars

Dyskusja o Marsjanach rozgorzała na nowo w 1976 r., kiedy Viking 1 przesłał zdjęcie tajemniczej struktury z marsjańskiego płaskowyżu Cydonia. Twór do złudzenia przypominał twarz i wielu uznało go za dzieło istot rozumnych. Co więcej, Tom Van Flandern – astronom znany z niekonwencjonalnych poglądów sugerował, że cały region Cydonii usiany jest dziwnymi monumentami przypominającymi m.in. piramidy. Dopiero współczesne misje (jak Mars Global Surveyor, Mars Reconnaissance Orbiter oraz Mars Express) dostarczyły lepszej jakości zdjęć „Marsjańskiej Twarzy”, która okazała się być zwykłą górą, a iluzja – zdaniem ekspertów – była jedynie grą światłocienia.

UFO Mars

Od kilku lat w Internecie regularnie pojawiają się także zdjęcia z sond i łazików marsjańskich przedstawiające napotykane tam anomalie. Jedno z najciekawszych wykonał w 2008 r. Spirit. Widać na nim „figurę” wśród czerwonych skał, do złudzenia przypominającą posąg. Atmosferę dyskusji o Marsie podgrzał też dr John Brandenburg, który na dorocznym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego w 2014 r. stwierdził, że powierzchnia Cydonii do dziś nosi ślady po eksplozjach nuklearnych, co może świadczyć, że tamtejsza cywilizacja uległa atomowej zagładzie…

UFO Mars

UFO Mars

UFO MarsUFO Mars

źródło: onet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.