Tarcza jest przygotowana do obrony a miecz czeka w gotowości

Wiceprezydent USA pan Mike Pence podczas pobytu na pokładzie amerykańskiego okrętu wojennego w jednej z baz w Japonii, wypowiedział tytułowe słowa w kontekście dążenia Stanów Zjednoczonych do pokoju w Korei. Jest to jasny przekaz, prościej się nie da grozić innemu krajowi. W zasadzie to taki standard, przed użyciem siły mówi się o pokoju, a później że siły używa się właśnie w jego obronie itd.

Klasyka, doskonały sposób na uzasadnienie swojej własnej agresji. Jeżeli bowiem mowa o rzekomych koreańskich prowokacjach – to ich po prostu nie ma. Jeżeli bowiem odmawiamy jakiemukolwiek państwu prawa do posiadania broni jądrowej lub budowy rakiet nośnych (rakiety balistyczne dużego zasięgu, to taka sama technologia jak rakiety kosmiczne), to na jakiej podstawie i w imieniu kogo? Własnej siły? My mamy broń jądrową i doskonałe rakiety – dlatego wykorzystamy swoją przewagę i nie pozwolimy wam mieć broni jądrowej i rakiet? Przecież to dokładnie o to chodzi, dokładnie to się dzieje i ten scenariusz właśnie jest realizowany.

Co ciekawe w przypadku ataku na Irak, który był oskarżany o rzekomo nielegalne posiadanie broni masowego rażenia, nie było żadnych szczególnych ostrzeżeń. Po prostu doszło do zbrojnej napaści na kraj, uderzenia i okupacji. W przypadku Korei, sytuacja jest o wiele bardziej złożona, ponieważ mamy tam do czynienia już z udokumentowaną bronią jądrową. Nikt tego nie neguje, że Korea posiada broń jądrową i skuteczne środki jej przenoszenia. To znacznie zmienia zasady projekcji siły, jeżeli do tego miałoby dojść ze strony USA.

Już sam taki komunikat świadczy o tym, że prawdopodobnie Amerykanie nie bardzo wiedzą, co zrobić z Koreą. Normalnie, nie trąbiliby na cały świat, że mogą zaatakować, ponieważ decyzję o możliwych scenariuszach i decyzjach podejmuje się przed rozpoczęciem akcji. W tym przypadku już na początku ocenili, czy to będzie wymagać zaangażowania militarnego – i nie trzeba być nadzwyczajnym analitykiem, dysponującym wielkimi komputerami, że tylko rozwiązanie militarne ma sens z amerykańskiego punktu widzenia.

Wojna z Koreą to potwierdzenie amerykańskiego status quo w Azji Południowo Wschodniej, realny sposób na powstrzymanie Chin, nawet jeżeli oznaczałoby wzmocnienie chińskich zbrojeń. Dla powstrzymanie Chin, Amerykanie mają trzy możliwości: proxy war za pośrednictwem kraju trzeciego z Chinami, scenariusz „wiosny” w Chinach, albo zmiażdżenie Korei. Nie ma innej opcji, zgodnej z amerykańską doktryną szoku i przerażenia! W tym kontekście – atak na Koreę i ewentualne doprowadzenie do przesilenia na Półwyspie, będzie najpoważniejszym możliwym scenariuszem przemówienia językiem siły.

Realnie jednak, jeżeli myślimy o ataku na Koreę Północną, to trzeba mieć na podorędziu pod bronią milion Żołnierzy wojsk lądowych, albowiem w razie odpowiedzi z Północy, cała furia ataku skoncentruje się na Korei Południowej. To nie będzie prosty scenariusz ataku za pomocą rakiet samosterujących, albowiem w ten sposób nie da się obezwładnić Korei. Na taki atak Koreańczycy zaprojektowali swój system – już w okresie Zimnej Wojny. Po pierwszej wojnie w Zatoce, na pewno wdrożyli procedury zabezpieczające i doskonalące obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową.

Jeżeli bowiem Serbowie, byli w stanie skutecznie zagrozić natowskiemu lotnictwu, dokonującemu barbarzyńskich ataków na cele cywilne w Belgradzie i innych miastach kraju, to przecież Koreańczycy na pewno dołożyli wszelkich możliwych starań, żeby mieć większy potencjał obrony i odstraszania. Jeżeli Amerykanie zdecydują się na klasyczny atak, taki jak w przypadku Iraku, to muszą mieć coś w zanadrzu, ponieważ odpowiedź Północy może być szokująca dla Południa (i dla świata). Seoul jest w zasięgu artylerii z północnej strony granicy!

Z punktu widzenia użycia masy wojsk, będzie to bardzo trudna operacja, która może być walką o być lub nie być – w praktyce o zjednoczenie Korei. W konsekwencji, bez względu na wynik oznacza to rzeź, cierpienie, morze krwi i bardzo dużą zwyżkę ceny telewizorów plazmowych i telefonów komórkowych. Tajwan nie da rady obsłużyć całego świata, skutki ekonomiczne wejścia Korei Południowej do wojny, odczujemy wszyscy.

Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym Amerykanie uderzą punktowo, a w odpowiedzi Koreańczycy zatopią im np. lotniskowcową grupę bojową przy pomocy 2-3 głowic jądrowych (rakieta, torpeda, rakieta). Taka wymiana ciosów byłaby jednak upokorzeniem dla Ameryki, na atak jądrowy Amerykanie będą musieli odpowiedzieć taktyczną bronią jądrową. Korea jest na taki atak przygotowana i inaczej liczy się z kosztami.

Amerykanie dążą do utrwalenia swojej dominacji. Powstrzymywanie Chin w Korei, to scenariusz który jest możliwy do przeprowadzenia. Znając ich spryt i zdolności do odwracania rzeczywistości, nie zdziwimy się, jak dojdzie do zdarzeń, w które będą zaangażowani również Chińczycy, chociaż atak na Koreę nie jest dzisiaj w interesie Chin, ponieważ to dla nich idealny bufor i straszak. Mogą wiele osiągnąć, odkręcając lub przykręcając kurek z pieniędzmi. Proszę pamiętać, że mówimy o kraju w stanie permanentnej izolacji. Z punktu widzenia Pekinu wymiana handlowa z Koreą, ma bardziej znaczenie polityczne, niż gospodarcze. Dlatego tutaj również, jest możliwy każdy scenariusz.

Gdyby Amerykanie nie obawiali się scenariusza atomowego, po prostu zaatakowaliby najważniejsze cele militarne w Korei. Z punktu widzenia ich możliwości ofensywnych, osiągnięcie praktycznie dowolnych celów na terytorium Północy jest jedynie operacją logistyczną. Z powietrza mają absolutną dominację i mogą razić każdy cel. Na operację lądową nie mają sił i środków, co więcej – w Korei Południowej to zaostrzanie retoryki budzi powszechny niepokój. Południe ma silne wojska lądowe, jednak bez wydatnej pomocy amerykańskiej, może się powtórzyć scenariusz z wojny koreańskiej. Mówimy bowiem o wojnie totalnej, Północ nie popuści jak zostanie sprowokowana, zresztą ich przedstawiciele zapowiadali, że nie będą czekać biernie.

Zapamiętajmy te słowa: tarcza jest przygotowana do obrony a miecz czeka w gotowości, to może być preludium do wojny. To, że jeszcze do niej nie doszło, jest dowodem na to, że liczy się tylko broń jądrowa, to jedyna siła, która może spowodować, że słabszy kraj jest w stanie obronić się przed zewnętrzną agresją. Warto jest uczyć się na koreańskich wzorcach – suwerenność przez atom ma sens.

źródło: obserwator polityczny
  1. keri napisał(a):

    Jak to z usrańcami bywało, wg ich scenariusza kilka bombek spadnie omyłkowo na Chiny za co przeproszą i będą ten swój sukces opijać całą noc. Butelki już się chłodzą, przeprosiny już są w edycji, tylko im bomby nie wypalą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.