Turcja walczy na dwóch frontach. Wojna może potrwać 50 lat

Turcja od piątku prowadzi operację wojskową na dwóch frontach, wymierzoną w Państwo Islamskie oraz rebeliantów z Partii Pracujących Kurdystanu. Skomplikowana sytuacja sprawia, że decyzja NATO o udzieleniu pomocy Ankarze będzie niezwykle trudna. Tymczasem gen. Joseph Votel, szef Dowództwa Operacji Specjalnych USA, przywołując przykład Kolumbii, ocenił, że kampania przeciwko ISIS oraz jego sojusznikom może trwać nawet 50 lat.

Turcja walczy na dwóch frontach. NATO podejmie trudną decyzję ws. pomocy

We wtorek, na wniosek Turcji, odbędzie się posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej. Ankara zwróciła się z wnioskiem w tej sprawie po ostatnich zamachach terrorystycznych. 28 ambasadorów z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego skonsultuje się w trybie art. 4 Traktatu o NATO. Na te zapisy może powołać się każde państwo członkowskie w razie zagrożenia dla jego bezpieczeństwa. Tureckie władze chcą także poinformować sojuszników o krokach podejmowanych w związku z sytuacją w Syrii i Iraku.

Turcja od trzech dni prowadzi operację przeciwko Państwu Islamskiemu w Syrii, a także przeciwko rebeliantom z Partii Pracujących Kurdystanu w północnej części Iraku. Członkowie PKK, uznawanej przez Turcję i USA za organizację terrorystyczną, oskarżyli Ankarę o potajemne sprzyjanie bojownikom ISIS na szkodę Kurdów w Syrii. Powodem napięcia jest samobójczy zamach w Suruc, który został prawdopodobnie przeprowadzony przez terrorystów z Państwa Islamskiego. W Turcji od piątku trwają zatrzymania domniemanych zwolenników ISIS i PKK, a Ankara udostępniła swoje bazy lotnicze na południu siłom koalicji antyterrorystycznej.

Atak Turcji na pozycje ISIS (zdjęcia)

Baterie Patriot dla Ankary. Tureckie władze w trudnej sytuacji

Turcja, która wcześniej unikała zaangażowania w Syrii i Iraku, prowadzi teraz operację na dwóch frontach naraz. Trudniejsza jest także sytuacja polityczna, ponieważ tureckie naloty obejmują północną część Iraku, która jest jednym z niewielu bastionów w walce przeciwko terrorystom z ISIS. Sprzeciw wobec operacji Ankary wyraził już prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani, który od kilku miesięcy jest wspierany przez państwa zachodnie. Taka sytuacja może sprawić, że uzyskanie wsparcia, o jakie Turcja zabiega w NATO, może okazać się niezwykle trudne, choć trudno teraz takie rozwiązanie wykluczyć.

Wcześniej Ankara uzyskiwała wsparcie obronne ze strony państw NATO – tak było w czasie dwóch wojen w Zatoce Perskiej – w 1991 roku i w 2003 roku. W grudniu 2012 roku ministrowie spraw zagranicznych Sojuszu ponownie zgodzili się wesprzeć Ankarę, po dwóch incydentach – zestrzeleniu tureckiego myśliwca nad Syrią oraz śmierci pięciu cywilów w ostrzale dokonanym przez siły syryjskie. Pomoc wojskowa Sojuszu polegała na udostępnieniu przez Niemcy, Holandię i Stany Zjednoczone baterii rakiet Patriot. Decyzja o ich rozmieszczeniu została podjęta przez tureckie władze w ścisłej koordynacji z dowództwem NATO; Sojusz podkreślił, że był to krok o charakterze obronnym.

Jak Sojusz może pomóc Ankarze? Dwa powody braku szerszej interwencji

Coraz bardziej niepokojący rozwój wydarzeń sprawia, że Rada Północnoatlantycka powinna zwiększyć wsparcie dla Turcji. Państwa NATO, takie jak USA i Niemcy, będą jednak prawdopodobnie naciskać na Ankarę, by ta zaprzestała ataków w północnym Iraku oraz wznowiła negocjacje z Kurdami. Jeśli turecka operacja doprowadziłaby do osłabienia sił kurdyjskich, to faktycznie wzmocniona zostałaby pozycja i Państwa Islamskiego, i syryjskiego reżimu Baszira al-Asada. Pogarszająca się sytuacja wymusza zwiększenie pomocy zbrojnej, ale decyzję o wsparciu zdominuje raczej debata o charakterze politycznym, a nie wojskowym.

Z tego też powodu nie należy spodziewać się, by państwa NATO były skłonne wysłać do Turcji oddziały wojsk lądowych – pomoc obejmować będzie raczej dostarczenie kolejnych systemów obronnych, takich jak baterie Patriotów, oraz, być może, skierowanie części myśliwców np. do bazy w Incirlik przez te państwa Sojuszu, które uczestniczą w kampanii nalotów „Inherent Resolve”. Europejscy członkowie NATO, a także Waszyngton, nie chcą angażować w walki sił lądowych z dwóch powodów – obawiają się wzrostu zagrożenia odwetem ze strony ISIS, a politycy są świadomi, że mogą zapłacić polityczną cenę w wyborach za podjęcie tak niepopularnej decyzji.

Nalot na grupę bojowników ISIS w Syrii

Przywołano niepokojący przykład. Kampania przeciwko ISIS będzie trwać 50 lat?

Flanka południowa Sojuszu jest zagrożona nie tylko w sensie wojskowym. Chodzi także o brak spójnej strategii państw NATO oraz podział priorytetów w Sojuszu, w związku z konfliktem na Ukrainie. Rezultatem takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim brak decyzji o interwencji w Libii, w której bojownicy z ISIS działają już od co najmniej ośmiu miesięcy. Dalsze zaniedbywanie tej sytuacji może mieć katastrofalne konsekwencje dla całego południa Europy. Strategia Zachodu pozostaje jednak niezmieniona, a kampania przeciwko ISIS na Bliskim Wschodzie opiera się de facto tylko na kampanii powietrznej oraz doraźnym wspieraniu sił kurdyjskich.

O stale rosnącym zagrożeniu ze strony ISIS mówił podczas konferencji bezpieczeństwa w Aspen w Kolorado szef amerykańskiego Dowództwa Operacji Specjalnych (SOCOM). Gen. Joseph Votel przypomniał, że Państwo Islamskie „szuka możliwości” wszędzie tam, gdzie nie działają efektywnie władze państwowe, a strategia wojskowa terrorystów polega na atakowaniu kilku celów jednocześnie. – Nie wiem, czy terroryści mają plan, ale swoimi działania próbują przywrócić kalifat – ocenił wojskowy.

Zdaniem gen. Votela, walka z Państwem Islamskim i jego sojusznikami będzie wymagać „długoterminowego zaangażowania” ze strony państw Zachodu. Jako przykład wymienił trwającą od ponad 50 lat walkę przeciwko terrorystom w Kolumbii. Wojskowy dodał, że nie ma obecnie strategii, która mogłaby zmienić bieg wydarzeń. – Trzeba podejmować mądre decyzje, a na na brutalnych ekstremistów stale wywierać presję – wojskową, dyplomatyczną i ekonomiczną – stwierdził szef Dowództwa Operacji Specjalnych.

źródło: onet.pl (MP)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.