Tybetański lama przepowiada: „Ludzkości została dekada spokoju!”

Przepowiednia spisana przez słynnego tybetańskiego lamę głosi, że w roku Ognistego Konia, który rozpocznie się w 2026, nastąpi seria kataklizmów, które sprawią, że na każde 10 osób przy życiu pozostanie tylko jedna…

Nostradamus, Wanga, ojciec Klimuszko – te postaci wymieniane są najczęściej w kontekście przepowiedni o losach ludzkości. Szerzej nieznane pozostają tymczasem bardzo ciekawe proroctwa tybetańskiego lamy Dziamjanga Czjentse Czoki Lodro, które budzą coraz więcej niepokojów.

przepowiednia

Kim był autor przepowiedni?

Dziamjang Czjentse Czoki Lodro (także Jamyang Khyentse Chökyi Lodrö) należał do najbardziej wpływowych tybetańskich lamów i nauczycieli duchowych XX wieku. Urodził się ok. 1893 r. jako syn Gjurme Tsewanga Gjaco i Tsultrim Tso – prawnuczki króla kraju Lingtsang. Kiedy miał 9 lat ojciec zabrał go do klasztoru Katok, gdzie w chłopcu rozpoznano inkarnację wielkiego lamy Dziamjanga Czjentse Wangpo zmarłego w 1892 roku.

Przez kolejne lata przyszły wielki mistrz podróżował po Tybecie. W 1919 r. w słynnym klasztorze Dzogczen przyjął mnisie szaty, a następnie przez kilka lat zarządzał klasztorem Katok, gdzie zaczęła się jego duchowa droga.

Lama Czoki Lodro został wprowadzony w tajniki różnych szkół i nurtów buddyzmu przez znanych mistrzów, stając się głównym przedstawicielem ekumenicznego ruchu Rime, który miał na celu przywrócenie dialogu między poszczególnymi gałęziami buddyzmu i utrwalenie ich tradycji.

W 1949 r. u Czoki Lodro po raz pierwszy dały o sobie znać poważne problemy zdrowotne. Zgodnie z uzyskaną przepowiednią uleczyć mogło go jedynie wstąpienie w „duchowy związek małżeński” (tzw. sangyum). Jego wybranką została 20-letnia Kanro Tsering Chodron, dzięki której ponoć natychmiast ozdrowiał.

W połowie lat 50., w związku z zagrożeniem ze strony komunistów, Czoki Lodro zmuszony był opuścić Wschodni Tybet. „Mistrz Mistrzów”, jak go nazywano, przebywał potem przez jakiś czas w Lhasie, gdzie kilkukrotnie spotykał się z małoletnim XIV Dalajlamą, a następnie wybrał się na pielgrzymkę po Indiach.

Ostatnie lata życia Czoki Lodro spędził na dworze władcy himalajskiego Sikkimu w Gangtok, który dzięki jego obecności stał się ważnym ośrodkiem religijnym. Lama, nękany wizjami chińskiej inwazji na Tybet, zmarł w 1959 r. po trzydniowej medytacji w pozycji śpiącego lwa, w której jego ciało pozostało do czasu kremacji, jaka nastąpiła pół roku później.

Choć lama Czoki Lodro miał wielki wpływ na dzisiejszy buddyzm tybetański, na Zachodzie pozostaje on postacią mało znaną. Głośno o nim zrobiło się dopiero niedawno za sprawą jego przepowiedni zapowiadającej nadejście ciężkich czasów dla Ziemi i mogącej się ziścić już za 10 lat.

Została nam dekada?

Z biografii Mistrza Mistrzów dowiadujemy się, że był on również wizjonerem i przez lata miewał prorocze sny i widzenia, w których pojawiały się święte postaci. Część tego materiału lama spisał dla potomnych.

Jego bardzo niepokojąca wizja przyszłości zawarta została w krótkim dziele „Światło objaśniające rzeczy” (które dostępne jest w internecie w wersji oryginalnej oraz w tłumaczeniu na angielski). Objawiony tekst spisany jest w formie dialogów między Buddą Siakjamunim a Anandą (jego ulubionym uczniem), bodhisattwą Awalokiteśwarą oraz Maitreją – czyli ostatnim Buddą naszej epoki.

W dziele tym Budda, siedząc pod drzewem Bodhi, uskarża się na niegodziwość i samolubność ludzkości oraz zło, które rozpanoszyło się po świecie, powodując zarówno fizyczne, jak i duchowe cierpienia, do których należą: głód, pragnienie, „niezdrowe” poglądy, niezdolność do odpoczynku oraz zbyt długie życie. Oznaką upadku ludzkości jest też zepsucie obyczajów i języka oraz zaniedbanie spraw ducha i medytacji.

Tekst informuje następnie, że to, co nieuniknione, zapoczątkuje „upadek meteorytu na skraj wielkiej wody”, który nastąpi w roku Ognistego Konia, a ten wypada w 2026 r. – niepokoją się internauci.

Będzie to zaledwie początek kilkuletniego pasma nieszczęść.

„W Roku Ziemnej Małpy (tj. 2028) wybuchnie wielka epidemia, która odciśnie silne piętno. (…) W Roku Ognistego Konia ludzie doświadczą też wielkiego trzęsienia ziemi. Złe czasy przyjdą w Roku Kozy, a przyczyną tego będzie przeludnienie. Niektórzy będą umierać w drodze, inni umrą na serce. W Roku Małpy będą też okropne powodzie. Latem pojawi się śmierć z powodu epidemii wywołanych przez głód. Demony będą w tym czasie wszędzie” – mówi proroctwo.

Rok 2029 ma być spokojniejszy, ale przepowiednia radzi, by powstrzymywać się w nim od jedzenia czerwonego mięsa. Jednak w Roku Psa (2030) znowu ma dojść do niepokojów i „otoczenia miast przez dzikie zwierzęta: tygrysy, niedźwiedzie, zdziczałe psy, wilki”. Rok później ma z kolei nastąpić „utrata samokontroli nawet przez prawych ludzi, którzy staną się niczym papier rzucony na wiatr”.

Kulminacją nieszczęść będzie Rok Szczura (2032), w którym rozbrzmieć ma „duchowy dźwięk” dobiegający z głębi kosmosu. I choć będzie się wydawać, że złe czasy minęły, latem dojdzie do kolejnej eskalacji nieszczęść:

„Ludzie będą umierać od świtu do zmierzchu. W tym czasie (…) drzewa upadną, podnóża gór spękają. (…) Na każde 10 osób pozostanie przy życiu tylko jedna” – mówi przepowiednia, dodając, że ludzie będą nękani przez gorączki oraz choroby wewnętrzne.

Czy od zagłady będzie można uciec? Okazuje się, że tak. Tym, którzy chcą pozostać przy życiu, przepowiednia zaleca intonować specjalną mantrę „E-ma-ho pen-no pen-no so-ha!”, która ma chronić przed złem i nieszczęściem. Ważna jest też medytacja i odnowa moralna.

Czy za 10 lat ludzkość naprawdę znajdzie się na skraju apokalipsy?

Sceptycy wskazują, że choć lama Czoki Lodro podaje w swym dziele dokładne daty z tybetańskiego kalendarza Drukchu Kor (podobnego do chińskiego), nie muszą one wcale odnosić się do najbliższej dekady. Cykl kalendarzowy powtarza się bowiem co 60 lat i Rok Ognistego Konia, uznawany w tradycji za wyjątkowo niepomyślny, wypadnie także w 2086, 2146 itd.

Co więcej, zgodnie z tradycją powołującą się na słowa samego Buddy, upadek ludzkości połączony z kryzysem buddyzmu ma nastąpić dopiero 5 tys. lat po narodzinach Przebudzonego (czyli ok. XLV–XLVI w.), przy czym nie będzie to koniec świata, ale przygotowanie do przyjścia Maitrei.

Warto również dodać, że wśród Tybetańczyków wieszczenie i przepowiadanie przyszłości cieszyło się i nadal cieszy wielką popularnością. Szczególne miejsce zajmują na tym polu wyrocznie, z których najważniejszą jest Państwowa Wyrocznia rezydująca przy Dalajlamie w indyjskiej Dharamsali (przed zajęciem Tybetu przez Chińczyków siedzibą „naczelnego medium” był klasztor Neczung).

Co więcej, lama Czoki Lodro (którego kolejną inkarnację rozpoznano w urodzonym w 1962 r. bhutańskim chłopcu) nie był jedynym buddyjskim mistrzem posiadającym dar widzenia przyszłości. Według tradycji przepowiednie o zakłóceniach kosmicznych cykli i wielkich katastrofach pozostawił też po sobie Guru Rinpocze (Padmasambhava, VIII/IX w. n.e.), który wprowadził buddyzm do Tybetu.

źródło: onet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.