USA, Australia i Francja walczą z trudnymi warunkami pogodowymi

Burze i nawałnice paraliżują kolejne kraje. Na południowym wschodzie Francji gwałtowne burze doprowadziły do śmierci jednej osoby. W australijskim Brisbane nawałnica pozbawiła ok. 70 tys. domów prądu. Z kolei USA walczą z potężnymi śnieżycami.

Gwałtowne burze, które powodują podtopienia to zmartwienie władz południowo-wschodniej Francji. Jest już pierwsza ofiara śmiertelna żywiołu, trzy kolejne osoby uznane są za zaginione. Ciało kobiety znaleziono na zewnątrz jej samochodu na brzegu rzeki – sprecyzował przedstawiciel departamentu Var Pierre Soubelet. Dodał, że do tej pory nie odnaleziono jej córki; dziecko najpewniej nie żyje.

W małej miejscowości La Londe w tym samym regionie Francji ekipa płetwonurków przeszukiwała wieczorem rzekę po tym, jak jeden ze świadków poinformował, że woda dosłownie zmyła samochód z drogi. Departament Var leży w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże.

Od połowy listopada we Francji w sumie już pięć osób podróżujących samochodami poniosło śmierć w wyniku wypadków spowodowanych przez złą pogodę.

Nawałnica przeszła przez Brisbane. Tego nie było do lat

Gwałtowna nawałnica przeszła przez Brisbane w stanie Queensland na wschodzie Australii. Wiatr był tak silny, że zrywał dachy, powalał drzewa i słupy energetyczne. W piątek rano prądu nie miało około 70 tysięcy gospodarstw. Co najmniej 12 osób zostało rannych.

Meteorolodzy mówią, że ostatnio tak silna burza miała miejsce w Brisbane przed 30 laty. Wiatr wiał z prędkością 140 km na godzinę. Telewizja pokazywała materiały, na których widać uszkodzone domy, powalone drzewa i przewrócone awionetki, zalane lotnisko i samochody prawie całkowicie znajdujące się pod wodą.

Państwowy dostawca energii, firma Energex poinformowała, że w sumie do 90 tys. domów zostało pozbawionych prądu; w piątek rano elektryczności nie miało jeszcze 68 tys. gospodarstw. W okolicy zawieszono również ruch kolejowy.

Przedstawiciel władz stanu Queensland Campbell Newman powiedział, że była to największa burza, która uderzyła w to ponad dwumilionowe miasto, od 1985 r. Straty szacuje się na ponad 100 milionów dolarów australijskich (86 mln USD).

Służby ratownicze były wzywane ok. 700 razy. Do akcji usuwania z dróg powalonych drzew włączyło się wojsko.

Ulewne deszcze i śnieżyce kłopotem dla mieszkańców USA. Chaos na lotniskach

Wczoraj, zła pogoda panująca w północno wschodniej części USA utrudniała podróże milionom Amerykanów udających się do rodzin przed przypadającym w czwartek Świętem Dziękczynienia. Na lotniskach w tej części kraju zapanował chaos.

W rejonie Bostonu, Filadelfii, Nowego Jorku i Waszyngtonu padają ulewne deszcze, które lokalnie przechodzą w opady śniegu. Służby meteorologiczne ostrzegają, że szczególnie trudna sytuacja dla podróżnych panuje we wszystkich stanach Nowej Anglii oraz w Karolinie Północnej Południowej.

Według danych specjalistycznej strony internetowej Flightaware.com, do środy odwołano 671 lotów a 3.467 było opóźnionych. Najgorsza sytuacja panuje na lotniskach w Filadelfii, Newark i La Guardia w rejonie Nowego Jorku oraz Reagan National w Waszyngtonie.

Linie lotnicze United ogłosiły, że na lotnisku JFK w Nowym Jorku średnie opóźnienia wynosiły wczoraj ok. 1,5 godziny i ponad trzy godziny na lotniskach Newark i La Guardia.

Amerykańskie Stowarzyszenie Samochodowe (AAA) ocenia, że przed Świętem Dziękczynienia ponad 80 mln Amerykanów uda się w podróż, z czego 41,3 mln samochodami a 3,5 mln samolotami. Święto poprzedza dwa dni weekendu, tak więc praktycznie okres świąteczny potrwa cztery dni.

źródło: PAP

  1. mloda napisał(a):

    W USA to co roku mają jakieś problemy z warunkami pogodowymi. Nie zazdroszcze im, chociaż jak widzę te półmetrowe zaspy to bym chciała tyle śniegu na „1 dzień”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.