USA za wszelką cenę chcą pokazać że jeszcze liczą się na Bliskim Wschodzie

USA za wszelką cenę chcą pokazać że jeszcze liczą się na Bliskim Wschodzie. Atak bez wypowiedzenia wojny na kraj członkowski ONZ to bandytyzm państwowy i terroryzm za razem. Mniej więcej na tych samych zasadach było z Irakiem. Do dzisiaj wszędzie, gdzie na Bliskich Wschodzie pojawili się Amerykanie – panuje totalny chaos i widać zgliszcza. Destrukcyjna polityka Stanów Zjednoczonych jest dowodem ich bezsilności. Ponieważ głównym krajem w tym regionie jest obecnie Federacja Rosyjska, która osiągnęła przełamanie przewagi sił terrorystów w Syrii, bardzo niedużymi siłami.

Amerykański atak był pomyślany jako przypomnienie o tym, że USA jeszcze chciałyby się liczyć. Pomijanie tego kraju w rozmowach o nowym układzie sił w regionie jest w interesie krajów lokalnych, jednak mści się podsycaniem terroru i tego typu desperackimi akcjami. Mniej więcej połowa rakiet wystrzelonych z amerykańskich okrętów nie trafiła w cele. To samo za siebie świadczy o stanie amerykańskiej „potęgi”. Ślepy bokser nie zdziała wiele na ringu.

W tym samym czasie, kiedy Amerykanie bez wypowiedzenia wojny zaatakowały państwo syryjskie, Rosjanie precyzyjnie niszczyli siły terrorystów i to pomimo amerykańskiego ataku. Równolegle stale dostarczają do Syrii pomoc humanitarną i innego rodzaju, potrzebą do przetrwania tego udręczonego wojną kraju.

Militarnie amerykańskie działanie nie znaczy niczego, to jedynie demonstracja możliwości – zaatakowania prostych celów lądowych, przy użyciu olbrzymiej ilości inteligentnych i bardzo drogich pocisków. To, co te pociski zniszczyły było wiele razy mniej warte, niż same pociski. Jeżeli chodzi o ekonomię wojny, jest to totalna porażka, zarazem pokazująca przyczynę słabości USA – ślepa wiara w technologię. Naprawdę, wojen nie wygrywa się siedząc za ekranem komputera, trzeba się spocić.

Taktyczne efekty tego ataku są żadne, natomiast liczą się osiągnięcia geostrategiczne. Po pierwsze Syria już wie i ma absolutną pewność, że nie ma co liczyć na Zachód. Po drugie Iran już wie, jak może wyglądać atak na jego kraj. Po trzecie Rosjanie sprawdzili w warunkach bojowych swoje systemy przeciwlotnicze. Po czwarte wreszcie i najważniejsze, Amerykanie udowodnili swoją faktyczną bezsilność. O ile wcześniej osiągali więcej dorzucając do syryjskiego kotła starą broń, to obecnie pokazali, że jako potęga są bezsilni. Ponieważ jeżeli to jest wszystko, na co ich stać, to jest to bardzo mało. Oznacza to, że nie gwarantują żadnego bezpieczeństwa krajom na Południu Zatoki Perskiej, ponieważ samymi rakietkami nie da się pokonać Iranu.

Rosja nie poniosła bezpośrednich strat, jednak prestiż kraju jest poniżony. Żadna armia walcząca na wojnie, nie zaakceptuje sytuacji, w której ktoś trzeci włącza się do konfliktu, przeciwko jej sojusznikom. Rosjanie nie mogą takiego stanu rzeczy tolerować na dłuższą metę, ponieważ Amerykanie mogli ich zaatakować. Byłoby to bardzo ciekawe z punktu widzenia art. 5 Traktatu. Ponieważ, to państwo NATO jest agresorem. Jeżeli zginęliby Żołnierze Federacji, ta mogłaby odpowiedzieć wobec NATO np. na Łotwie. Czy Amerykanie tego chcą? Czy o to chodziło w tym ataku?

Rosja jest zbyt doświadczonym i poważnym graczem, żeby dać się nabrać, na tak prymitywne prowokacje. Na pewno ten atak nikomu się nie podobał, jednak w sensie geopolitycznym, Amerykanie się pogrążyli. Rosjanie doskonale znają ich możliwości bojowe. W tym konflikcie Amerykanie nie znaczą praktycznie niczego, a po tym ataku – zamknęli sobie możliwość wejścia do rozmów.

Turcja odkryła karty, wypowiadając się za interwencją w Syrii, wspólnie z USA. To może spowodować wojnę regionalną, bo przecież tam walczy bardzo wielu Irańczyków. Może więc tam chodzi tak naprawdę o to, żeby mieć powód do zaatakowania Iranu?

Piłka jest teraz po rosyjskiej stronie boiska, jeżeli Kreml nie da się sprowokować, bo trzeba mieć świadomość, że to na pewno nie była pierwsza i ostatnia prowokacja – to działając metodycznie, tak jak do tej pory – doprowadzi do odrodzenia Syrii.

Ta okrutna wojna powinna się jak najszybciej skończyć. Amerykanie atakując Syrię bez wypowiedzenia wojny – zapisują się czarnymi zgłoskami na kartach historii Bliskiego Wschodu. Ten atak, nie był do niczego potrzebny. Jeżeli chcą rzeczywiście coś zrobić dla walki z terrorem, to powinni przeprowadzić operację lądową z Jordanii, Iraku i Kurdystanu – pozwalając np. na umocnienie się Kurdów, zanim na całego włączą się Turcy. Syria nie ma już szans na całe swoje przedwojenne terytorium, jeżeli będzie miała 50-60% dawnego obszaru, to będzie bardzo dobrze. Uspokojenie się sytuacji jest w interesie wszystkich, poza niektórymi krajami arabskimi, które wspierają terrorystów i bojowników w Syrii. Amerykanie powinni się zastanowić, po której są stronie? Dyplomacja robiona przy pomocy indiańskich toporków, to droga do piekła.

Na marginesie warto zauważyć, że niektóre kraje przez poparcie dla amerykańskiego ataku uznały łamanie prawa międzynarodowego – potwierdzając, że ono nic nie znaczy. Niestety wśród tych krajów jest również, pewien środkowo-europejski kraj… smutne. To poważny błąd dyplomatyczny i faktyczny, może się zemścić jak, ktoś użyje siły wobec „tego kraju”.

źródło: obserwatorpolityczny

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.