Astronauta NASA Edgar Mitchell widział za dużo. Przed śmiercią zdążył się tym podzielić

Zmarł dr Edgar Mitchell – szósty astronauta, który stanął na Księżycu, mason, a przede wszystkim człowiek, który otwarcie przyznawał, że obcy odwiedzają Ziemię, ale rządzący ukrywają to przed obywatelami. Zasłynął także eksperymentem z telepatią na pokładzie Apollo 14 oraz deklaracją, iż podróż w kosmos wywołała u niego „duchową rewolucję”…

Edgar Mitchell

W West Palm Beach zmarł w wieku 85 lat Edgar Mitchell – były astronauta, członek załogi Apollo 14 i szósty człowiek, który postawił stopę na Księżycu, spędzając tam aż 33 godziny. W późniejszych latach zasłynął jako badacz zjawisk paranormalnych oraz działacz na rzecz ujawnienia prawdy o UFO i obecności kosmitów na Ziemi. Przyznawał, że od znajomych z Sił Powietrznych i NASA dowiedział się, że obca rasa z kosmosu regularnie odwiedza naszą planetę, ale robi się wszystko, by ukryć ten fakt przed ludźmi.

Z rancza w kosmos

Mitchell urodził się 17 września 1930 r. w Hereford w Teksasie, skąd jego rodzina w czasach wielkiego kryzysu przeniosła się do Artesii (Nowy Meksyk) sąsiadującej z Roswell, które jest dziś mekką dla ufologów i zwolenników teorii spisku. To tam w 1947 r. miał rozbić się „latający talerz” pilotowany przez humanoidalną załogę. Miejsce katastrofy potajemnie uprzątnięto, ale w przypływie emocji dowódca lokalnej bazy wojskowej nakazał wydanie oświadczenia o znalezieniu „latającego spodka”, z czego potem szybko się wycofano.

Trudno powiedzieć, czy legenda Roswell miała jakiś wpływ na ukształtowanie się poglądów przyszłego astronauty. Przez dekady o zdarzeniu z 1947 r. nie mówiono, a temat znalazł się ponownie „na świeczniku” dopiero w latach 80. Dla Mitchella prawdziwym umysłowym przełomem był lot w kosmos. Jednak nim został astronautą, ukończył ogólniak w Artesii i rozpoczął studia z organizacji rynku na Carnegie Institute of Technology w Pittsburghu. Ekonomia nie była jego powołaniem. Nauczywszy się pilotażu już jako nastolatek, ten syn ranczerów w 1953 r. wstąpił do Marynarki Wojennej USA, gdzie dalej kształcił się w zakresie aeronautyki i astronautyki, czego kulminacją była obrona doktoratu na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology w 1964 r.

Równocześnie Mitchell odbywał służbę wojskową m.in. w bazie na Okinawie i na lotniskowcach. Był też pilotem testowym. Do korpusu astronautów dołączył w 1966 r. W 1970, na rok przed lotem w kosmos, został uhonorowany najwyższym amerykańskim odznaczeniem cywilnym – Medalem Wolności.

Na Księżyc Mitchell poleciał 31 stycznia 1971 r. w ramach misji Apollo 14 jako pilot modułu księżycowego Antares. Na powierzchni satelity Ziemi spędził ponad 33 godziny (w tym 9 godzin na otwartej przestrzeni, z dala od modułu), zbierając próbki księżycowych skał i gleby oraz testując sprzęt. Jego partnerem był Alan Shepard (zm. 1998), który zasłynął tym, że na lunarnym gruncie próbował grać w golfa.

Misja Apollo 14 się powiodła, ale kiedy moduł Kitty Hawk (pilotowany przez trzeciego członka załogi, Stuarta Roosę, zm. 1994) wracał na Ziemię, z Mitchellem stało się coś dziwnego.

Edgar Mitchell

Duchowa transformacja

Pisał, że było to jak odblokowanie jakiegoś kanału w jego mózgu – nagłe zrozumienie swojego miejsca w kosmosie, przy jednoczesnym otwarciu się na palące problemy planety. Poczuł, że rasa ludzka zmierza w złą stronę, a wszystkiemu winni są nieudolni i niemyślący o przyszłości Ziemi politycy. Mitchell nazywał to doznanie „epifanią” – olśnieniem albo doświadczeniem „samadhi” – zyskaniem samoświadomości.

„Miałem odczucie, że istnieje w kosmosie coś, czego nie rozumiem, mimo że wiedziałem o tym, jak formują się galaktyki, skąd biorą się gwiazdy, pierwiastki i tak dalej. Poczułem się częścią tego wszystkiego. (…) To było realne, abstrakcyjne doznanie, które ukształtowało moje życie na kolejne 30 lat. Musiałem dowiedzieć się, jaka część mózgu za to odpowiadała. Wróciłem więc na Ziemię i zająłem się badaniem tradycji mistycznych” – mówił w wywiadzie z początku wieku.

apollo 11

Choć NASA planowała wysłanie Mitchella na kolejną wyprawę, w 1972 r. przeszedł on na emeryturę. Od tamtego czasu związał się z badaniami nad „zjawiskami z pogranicza”. Co ciekawe, pierwsze eksperymenty nad nimi przeprowadził jeszcze podczas misji Apollo 14, kiedy próbował telepatycznie skontaktować się z odbiorcami na Ziemi.

Eksperymenty polegały na próbie przesłania przez astronautę wybranego losowo zestawu cyfr do naziemnych odbiorców. Problemem okazało się zsynchronizowanie przekazu. NASA nie mieszała się jednak do jego zainteresowań. Poważniej w badania na polu parapsychologii Mitchell zaangażował się po przejściu w stan spoczynku. Szczególnie zaintrygował go izraelski ekstrasens i showman Uri Geller (ur. 1946) znany z demonstracji telekinezy, telepatii i innych niesamowitych zdolności. Podczas jednego z wywiadów Mitchell przyznał nawet, że był naocznym świadkiem tzw. aportu – czyli „teleportacji” należącego do niego drobiazgu, który z niewyjaśnionych przyczyn znalazł się u Gellera.

W 1973 r. były astronauta został jednym z założycieli Instytutu Nauk Noetycznych (Institute of Noetic Sciences) poświęconego badaniom nad świadomością i zjawiskami, których nie sposób zgłębiać za pomocą konwencjonalnej nauki. Instytut działa nadal, zajmując się takimi zagadnieniami, jak doświadczenia z pogranicza śmierci, telepatia czy uzdrawianie (sam Mitchell twierdził, że został uzdrowiony z nowotworu przez młodego healera).

Mitchell dał się też poznać jako mason oraz pisarz. W swoich dziełach zwracał uwagę na rozdźwięk między naukowym materializmem a duchowością i metafizyką. Stał jednak na stanowisku, że najnowsze odkrycia w fizyce czy neurologii pozwolą pewnego dnia połączyć sfery materii i ducha. Wiązać się to będzie z głębszym zrozumieniem natury rzeczywistości, która jest według niego „czymś więcej” niż przyjmuje obecny paradygmat.

apollo 11

Oni są tu od dawna

W ostatnich dekadach życia Mitchell stał się aktywistą ufologicznym. Choć przyznawał, że nigdy nie widział „latającego talerza”, obracając się w kręgach wojskowo-naukowych podpytywał kolegów po fachu o UFO. Według amerykańskich władz zjawisko to nie istniało (co potwierdzały kolejne komisje wojskowe powołane do jego zbadania), ale z bliska problem wyglądał na głębszy i delikatniejszy. Tak delikatny, że obywatelom nie mówiło się i nie mówi prawdy na ten temat.

O rewelacjach Mitchella odnośnie do UFO zrobiło się głośno w latach 90., a jego wypowiedzi odbijały się echem w mediach. Zakładano, że skoro mówi o tym ktoś, kto był w kosmosie i ma „wtyki” w NASA, z pewnością coś jest na rzeczy. Były astronauta dodawał, że informacje czerpał od wysoko postawionych znajomych, których personaliów, w obawie o ich spokój i bezpieczeństwo, nie mógł jednak ujawniać.

ksiezyc ufo

Na poglądy Mitchella w kwestii UFO składało się kilka twierdzeń. Po pierwsze, uznawał on, że rządy dysponują już wystarczającymi dowodami na to, że człowiek nie jest jedyną inteligentną istotą w kosmosie. Po drugie, niektóre niezidentyfikowane obiekty latające pochodzą z innych planet, a istoty, które nimi podróżują, odwiedzają Ziemię od tysięcy lat. Po trzecie, Mitchell twierdził wprost, że amerykański rząd o tym wszystkim wie, ale nie ujawnia prawdy obywatelom. Informacje na ten temat są bardzo pilnie strzeżone i nawet na szczytach władzy nie wszyscy mają do nich dostęp.

Mitchell mówił też, że katastrofa w Roswell to prawda, powołując się na potwierdzenie, które usłyszał od anonimowego pracownika Pentagonu.

„Tak, doszło już do wizyt obcych. Doszło też do katastrofy ich statku. Zebrano materiał i ciała. Inżynierowie byli też w stanie skopiować stamtąd pewne rozwiązania techniczne i odtworzyć niektóre komponenty. Istnieje też grupa, może związana z rządem, a może nie, która ukrywa informacje na ten temat” – pisał w swej książce „The Way of the Explorer” (1996).

ksiezyc ufo

NASA odcinała się jednak do jego rewelacji, które były zbyt kontrowersyjne nawet dla niektórych badaczy UFO. Nick Pope – ufolog i były pracownik brytyjskiego MON, w którym zajmował się on aktywnością UFO nad Zjednoczonym Królestwem, twierdził, że choć słowa Mitchella mają pewną wartość, fakt, iż nie precyzuje on źródeł tych informacji, sprawia, że zawsze będą traktowane jako sensacja, a nie materiał dowodowy.

Mitchell wyjaśniał, że nie mógł wszystkiego ujawnić, gdyż jego informatorzy mogliby zostać oskarżeni o naruszenie tajemnicy państwowej. Czy oznacza to jednak, że prawda o UFO jest tak trudna i straszna, że rządy i armie różnych państw świata musiały wprowadzić w tej kwestii „embargo na informację”?

– Nie znam powodu takiego postępowania. Może to strach przed przyznaniem, że nie jesteśmy najlepsi na tej planecie. (…) Nie ma wątpliwości, że zostaliśmy odwiedzeni i że „oni” już tu są. Najlepszym wyjaśnieniem kontroli informacji są chyba… pieniądze. Rządy i wpływowi ludzie mogą czerpać z technologii obcych dla własnego zysku. Chcą zachować wszystko dla siebie. A szczególnie może ich interesować to, jak uciec z tej planety – mówił Mitchell, dodając, że nie chce zabierać tych rewelacji do grobu, ponieważ mają one kluczowe znaczenie dla ludzkości.

źródło: onet
Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

4 thoughts on “Astronauta NASA Edgar Mitchell widział za dużo. Przed śmiercią zdążył się tym podzielić”

  1. Ile lat udało się USA utrzymać w tajemnicy dokumentację do produkcji bomby atomowej? – i chodzi tu o szczegółowe projekty techniczne a nie newsy prasowe, że coś tam robią i to była wiedza o najwyższym znaczeniu wojskowym, bo dawała monopol na najpotężniejszą broń.
    Zresztą, kiedy się to działo, już od dawna uczono w szkołach, jak to działa. Tajemnicą były tylko szczegóły techniczne niezbędne do produkcji.
    Nie wierzę w tajemnice. To wbrew naturze ludzkiej. Tajemnica może komuś dać trochę czasu na osiągnięcie przewagi ale to trwa krótko.
    Jeszcze jedno – jak toś jest zastraszony albo zaangażowany pozytywnie w utrzymanie tajemnicy – to siedzi cicho. A jak sypie, to mówi wszystko, bo i tak poniesie konsekwencje. A bąkanie półsłówkami to raczej żarty albo celowa dezinformacja.

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
  2. Wielu piszących tutaj ma naprawdę duże poczucie humoru. Nic w tym złego, bo nikomu to raczej nie zaszkodzi. Niektórych może jedynie irytować. Ale tak na poważnie, trzeba przyznać, że coś jest w tym na rzeczy. Ludzkość już za niedługo przeżyje niewyobrażalne wprost wydarzenie, jakiego współczesna cywilizacja nie jest w stanie sobie wyobrazić. Około 2023-2024 roku ziemskiego, dojdzie do ujawnienia się przed Ziemianami cywilizacji pozaziemskiej. Wiem, co piszę, bo wiedzę taką otrzymuję od 2013 roku od naszych, starszych Braci z Kosmosu. To, co opiszę teraz, jest dalszym ciągiem moich niezwykłych snów proroczych, w których dochodzi do mojego kontaktu z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskiej. Jeszcze niedawno opisałem mój drugi sen z 26.03.2014 r. Przez wiele miesięcy przypominałem o tym na różnych forach i portalach internetowych. Zaznaczałem też wyraźnie, że przeczuwam, iż nastąpi dalszy bieg spraw za pomocą komunikacji przez świadomość. Jakaś niezwykła moc podpowiada mi, że w jakimś, bliżej nie określonym czasie, będę miał następne sny, w których będę się dowiadywał coraz więcej o wydarzeniu jakie ma spotkać Nas, Ziemian. Po blisko dwóch latach, 22.01.2016 r., podczas nocnego spoczynku, w kolejnym, już trzecim, podobnym śnie, miałem znowu spotkanie z Kosmitami. Wszystko odbywa się jakby etapami, niczym serial i zawsze w snach jest pewna prawidłowość, bo przekazywane są dalsze obrazy i informacje związane z planowanym przybyciem na naszą planetę, pozaziemskich Istot. Sprawy przybierają naprawdę niewiarygodnego wręcz ” stanu rzeczy”, bo związanego z najbliższą wizytą na naszym Globie, naszych Kosmicznych Braci. Jak już wcześniej pisałem, prawdopodobnie nastąpi to najpóźniej w 2023-2024 roku. Przez wiele tygodni i miesięcy od wspomnianego już i opisanego, drugiego snu, przeczuwałem, że będą kolejne i obiecałem, że podzielę się tym z Internautami, zainteresowanymi tym niezwykłym zjawiskiem. Powtarzam ponownie, że nie konfabuluję i niczego nie ubarwiam. To są również dla mnie bardzo tajemnicze sprawy i podchodzę do tego bardzo poważnie i z wielką pokorą. Odnoszę wrażenie, że dalszy „ciąg zdarzeń” będzie następował wraz ze zbliżającym się, niespotykanym od tysięcy lat na Ziemi, wydarzeniem, które zmieni przyszłość ludzkości. Podkreślałem wielokrotnie, że Cywilizacja ta doskonale orientuje się w szeroko pojętej kwestii życia i egzystencji mieszkańców naszego Globu. Znają Nas i wiedzą o Nas wiele. Od początku tych niesamowitych, sennych obrazów i przekazów zrozumiałem, że początek naszej, ziemskiej cywilizacji, związany jest w jakimś sensie z tymi Istotami, z innej planety, którzy nawiązują ze mną ten niespotykany i wręcz niewiarygodny kontakt. Zaczęło się to blisko 3 lata temu. Z dotychczasowych przeżyć i moich relacji wyłania się coś, w co trudno uwierzyć. Jednak wszystko to układa się naprawdę w racjonalną i logiczną całość. Przypominam, coś, co powiedziano mi w drugim śnie. Tego nie zapomnę do końca życia. Cytuję : „ NAD NAMI I POZOSTAŁYMI CYWILIZACJAMI, JEST JESZCZE KTOŚ POTĘŻNIEJSZY WE WSZECHŚWIECIE „ . Nie określili słowem BÓG, bo to jest ziemskie określenie. Ten, jak to nazwałem, „SERIAL”, ma swój początek, jest kontynuowany i będzie miał niewyobrażalny, ekscytujący i zadziwiający, Nas wszystkich, żyjących na Ziemi, FINAŁ. To naprawdę się zbliża i spotka ludzkość za kilka, niedługich, lat.
    Dopisuję przebieg trzeciego snu, który jest kontynuacją dwóch poprzednich, opisanych wcześniej. Było późne popołudnie, na dworze zapadała ciemność. Wyczuwałem jakieś poruszenie, niezwykłe zachowanie ludzi, wpatrujących się w niebo. Po jakimś czasie dochodziły, jakby z przestworzy, bardzo dziwne i niespotykane dźwięki, określiłbym przerażające. Nagle zauważyłem pojazd pozaziemski, który jakby przemieszczał się po nocnym niebie. Co jakąś chwilę zatrzymywał się niby, po czym, nagle przyspieszał i ruchem obrotowym, w jednej niemalże chwili, potrafił przemieścić się daleko, w innym kierunku. Patrząc od dołu na ten pojazd, widać było, że jego podstawa jest okrągła i mocno rozświetlona, jakby dużych rozmiarów spiralą, która żarzyła się na czerwono, cały czas obracając się wokół własnej osi. Ludzie przerażeni, zaczęli uciekać do swoich domów. Po krótkiej obserwacji, schowałem się również w pomieszczeniu, w którym akurat pracowałem. Przeczuwałem, że pojazd wyląduje i z dużym napięciem czekałem, co będzie dalej. Po krótkim czasie, otworzyły się drzwi do tego pomieszczenia, w którym przebywałem. W wejściu zobaczyłem Przybysza, ubranego w srebrny, lśniący kombinezon, jakby platynowy i taki mieniący się.. Byłem bardzo podekscytowany i wystraszony, nie wiedziałem, jak się mam zachować. W jednej niemalże chwili stanąłem naprzeciw przybysza, składając ręce, podobnie, jak robią to Japończycy, wykonałem ukłon i w sposób pokorny przywitałem go. Ten niezwykły gość skinął w moim kierunku głową i wszedł do pomieszczenia. Zaczął interesować się, co robimy, jakie mamy urządzenia i sprzęt, na jakim poziomie żyjemy. W niedługim czasie pojawiło się więcej Obcych, wśród nich były również kobiety. Jedna z nich zbliżyła się do mnie i mnie objęła, dotykając swoją twarzą mojego policzka. Powiedziała wyraźnie, że czuje, jak emanuje między nami jakaś miłość i silna więź, co jest dobrą oznaką. Osobiście poczułem również przypływ niezwykłego i nieznanego mi uczucia, jakie ogarnęło mnie w tym momencie. Ze swojej strony zaproponowałem przybyłym gościom zorganizowanie jakiegoś, wspólnego, miłego spotkania z Ziemianami. Oni odpowiedzieli słowami, cyt. „ my zapraszamy na godzinę 18 do nas. Przyjdźcie do naszego koła KWADRYGI . ” Zapamiętałem dokładnie te słowa , chociaż od razu nie mogłem zrozumieć, o co im chodzi. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że chodziło o ich pojazd. W pewnej chwili sen mój zakończył się. Jak już wspomniałem wcześniej, spodziewam się dalszych, podobnych snów. Kolejnym etapem może być przekazanie jakiejś wiedzy o nich samych? Wiem, że wiele osób traktuje to z przymrużeniem oka, a nawet kpi sobie z takich przekazów. Dla mnie nie ma to jednak znaczenia, czy ktoś w to wierzy, czy nie. Każdy ma prawo do swojej wiary, przemyśleń i przekonań. Najmilsze pozdrowienia dla wszystkich. Pedro

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
  3. Nie należy się niczego obawiać, bo ze strony Istot pozaziemskich, nic nie grozi mieszkańcom naszej planety. Gdybyśmy postąpili nierozważnie i ich zaatakowali, mogłoby dojść do zniszczenia życia na Ziemi. Oni nie mają zamiaru unicestwić naszej cywilizacji. Ludzkość musi zrozumieć, jakie jest jej miejsce we Wszechświecie. To nie my jesteśmy najważniejsi i najmądrzejsi. Ważne jest słuchać głosu rozumu i rozsądku. Przytoczę rozważania na ten temat, które są zbieżne z poglądami i sposobem mojego myślenia w tej właśnie kwestii. „…Dlaczego tak niewielu ludzi potrafi odbierać przekazy Obcych? W jaki sposób możemy pozbyć się naszych ograniczeń?
    Co do pierwszej części pytania, to odnoszę wrażenie, że przekazy otrzymują tylko ci ludzie, którzy zostali do tego wybrani. Jeśli zaś chodzi o pozbycie się naszych ograniczeń, to sprawa jest nieco złożona. Po pierwsze do ludzi musi w ogóle dotrzeć, jak poważne ograniczenia rozwoju i percepcji rzeczywistości rządzą naszą cywilizacją. Nasz świat staje się światem permanentnego zastoju i nie może być inaczej, jeśli i w debatach publicznych, i wszelkich przemyśleniach, nie pojawia się np. taki temat jak „strategia rozwoju”, w jakiejkolwiek reakcji na to, co się dzieje. Ludzie nie są w stanie pojąć, co konkretnie rozwój powoduje i dlaczego go nie ma. To jest jeden z przykładów wymienianych w tych źródłach ograniczeń, ale można podać ich wiele – chociażby kwestia opisana i zilustrowana w jednej z wcześniejszych książek: kilkadziesiąt (!) dzieł sztuki sakralnej sprzed wielu wieków, pokazujących UFO w kontekście wydarzeń biblijnych. Nasza cywilizacja działa w taki sposób, że tego rodzaju informacje nie mają żadnego wpływu. Mogą znajdować się tuż przed oczami, ale i tak niczego nie zmienią. Niektórzy ludzie je widzą, ale cywilizacja jako taka (w tym nauka) nie. Dużo musi się wydarzyć, żeby ludzie zrozumieli, jak jest to kosztowne. Według zapowiedzi „wyższych inteligencji”, nie ma innego wyjścia, niż wywołanie załamania tego świata, co ma pokazać, że dotarliśmy do ściany. Po tym można będzie zacząć zmieniać „oprogramowanie”, jakim ludzie się posługują. To da się zrobić, wszystko jest już zapięte na ostatni guzik. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z inteligencją podchodzącą fachowo do tego, mającą miliony lat doświadczeń. Ma się to jednak załamać nie w wyniku ich ingerencji, tylko w wyniku naszych błędów. Cały świat pogrąża się w gospodarczym i społecznym marazmie. Musi nastąpić wstrząs, żeby ludzie byli skłonni do refleksji nad fundamentami naszego świata, do ujrzenia, jak patologiczny twór mentalno-społeczny wytworzyliśmy, będący wręcz ewenementem na kosmiczną skalę. Po tym ma nastąpić wstrząs kulturowy, ujawnienie pewnych informacji, które mają proces ukierunkować. Czy Obcy chcą nam pomóc osiągnąć wyższy poziom rozwoju cywilizacji? Tak, pomagają nam. Ponieważ obowiązujące prawa nie pozwalają na bezpośrednią ingerencję, robią to poprzez posłańców na Ziemi, ludzi mających misję odnowy świata. To oni mają ujawniać informacje ukierunkowujące proces transformacji, oświecenia i mają wskazać drogę..”. My musimy tylko zrozumieć te intencje i pozwolić na skierowanie Nas, Ziemian, na drogę zmian, ku lepszej przyszłości naszej cywilizacji. Nikt nie może kwestionować faktu, że w swoim rozwoju cywilizacyjnym osiągnęliśmy bardzo wiele. Problem polega na tym, że utraciliśmy zdolność nad dalszym, niekontrolowanym rozwojem zagrożeń dla całej ludzkości. Nikt już tego nie ogarnia, a chaos i nieporządek może spowodować lawinę nieprzewidywanych zdarzeń i konfliktów na skalę światową, które zagrożą stabilizacji i w końcu egzystencji wszystkich istot, żyjących na naszym Globie. Taka zaplanowana, przemyślana, rozważna, rozumna i pokojowa misja przyświecać ma właśnie tej wizycie, która uchroni ludzkość przed zagładą. Mam, podobnie jak wiele osób, pewne wątpliwości i wiele pytań do ostatnich przekazów w snach proroczych. Jakaś siła i moc tajemna przekonują mnie, że coś jest na rzeczy i dojdzie do wydarzenia, jakiego dotychczas nie przeżyliśmy na Ziemi. Najmilsze pozdrowienia, Pedro

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
  4. Pewnie że odwiedzają!
    a nawet kopulują aktorki z Hollywood,
    stąd tylu popapranców niewiadomo po jakim ojcu…

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.