Będą dwa miliardy uchodźców

Pod koniec wieku aż blisko jedna piąta ludzkości może być zmuszona do szukania nowego miejsca do życia z powodu wzrostu poziomu oceanu wymuszonego przez globalne ocieplenie.

– Będziemy mieli więcej ludzi oraz coraz mniej lądów, i to wcześniej, niż nam się wydaje – wieszczy prof. Charles Geisler, socjolog z Uniwersytetu Cornella w USA, główny autor publikacji, która ukazała się w piśmie „Land Use Policy”. – Przyszły wzrost średniego poziomu morza prawdopodobnie nie będzie stopniowy – ostrzega.

Popatrzmy na liczby.

W XX w. ocean podniósł się średnio o 20 cm. Było to spowodowane głównie zjawiskiem rozszerzalności cieplnej wody – ocieplenie dotknęło nie tylko atmosferę, ale też hydrosferę, więc morza spuchły

eraz do oceanu spływają ogromne ilości wody z topniejących lodowców. Jak oblicza NASA, każdego roku Grenlandia oddaje przeszło 280 mld ton lodu, Antarktyda – ok. 130 mld ton, a lodowce górskie – 400 mld ton. Gdyby cały lód grenlandzki spłynął do oceanu, jego średni poziom podniósłby się aż o 7 m. Gdyby stopniały lodowce Antarktydy, musielibyśmy liczyć się ze wzrostem średniego poziomu morza aż o przeszło 60 m.

Oczywiście nic takiego nie stanie się w najbliższym czasie. Jeśli nie uda nam się zatrzymać globalnego ocieplenia, to Grenlandia i Antarktyda będą topniały jeszcze przez tysiące (ta druga może i przez miliony) lat. Wiadomo jednak, że ich topniejące lodowce trzeba już uwzględnić w prognozach przyszłego wzrostu poziomu oceanu. Jest to o tyle trudne, że naukowcy nie wiedzą, jak gwałtownie będą one reagowały na ocieplenie powietrza i wody morskiej.

Na razie średni poziom morza rośnie o ok. 3,5 mm na rok. W swoim ostatnim raporcie z 2013 r. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) prognozował, że w zależności od naszych prób przyhamowania globalnego ocieplenia w tym wieku ocean spuchnie o 26-98 cm.

Niestety, ta prognoza jest już prawdopodobnie nieaktualna. – Wydaje się, że blisko 1 m wzrostu mamy jak w banku – tak po decyzji Donalda Trumpa o wycofaniu USA z paryskiego porozumienia klimatycznego mówił „Wyborczej” prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego. – A może być jeszcze gorzej. 2 m wydają się całkiem prawdopodobne, a w ekstremalnym przypadku ocean może się podnieść nawet o 5 m.

I znowu popatrzmy na liczby.

Na Ziemi żyje dziś blisko 7,5 mld ludzi. Według szacunków ONZ w połowie wieku ma nas być 9 mld, a w roku 2100 nawet 11 mld. Obecnie najszybciej rosną populacje Afryki i Azji, demografia innych kontynentów jest w miarę stabilna. W ciągu ostatniego półwiecza liczba mieszkańców Afryki wzrosła blisko czterokrotnie, a Azji – prawie trzykrotnie.

Jak piszą w „Land Use Policy” uczeni, rosnąca ludzka populacja będzie potrzebowała więcej gruntów pod uprawy. Niestety, puchnący ocean pochłonie nie tylko tereny zamieszkane, ale też żyzne strefy przybrzeżne i żuławy, a więc lądy powstałe w deltach rzek w wyniku akumulacji osadów niesionych przez te rzeki.

W efekcie, jak szacują naukowcy, do 2060 r. aż 1,4 mld ludzi może stać się uchodźcami klimatycznymi – z domów wygnają ich skutki globalnych zmian klimatu. A do końca wieku ich liczba może sięgnąć aż 2 mld, czyli blisko jedną piątą wszystkich ludzi żyjących wtedy na świecie.

– Demografia w połączeniu z podtopieniami terenów przybrzeżnych, utratą miejsca zamieszkania oraz ucieczką w głąb lądu stworzą mieszankę wybuchową – mówi prof. Geisler.

Wielu krajom zagrozi nie tylko wzrost średniego poziomu morza (który w różnych miejscach świata będzie miał różne rozmiary), ale też rosnąca siła sztormów. Globalne ocieplenie dodaje bowiem mocy ekstremalnym zjawiskom pogodowym – ulewnym opadom, sztormom, powodziom, ale i falom upałów oraz suszom.

Blisko 500 km polskiego wybrzeża cofa się ze średnią prędkością 0,7-0,9 m/rok. W niektórych miejscach Bałtyk zabiera po 2-3 m lądu (popatrzcie na mapę, tam gdzie nasze morze zabiera, zamiast dawać, mamy zatoki).

– Typowe spiętrzenie sztormowe, które mamy co roku, razem z falami podnosi morze o 2-3 m. To ekstremalne – o 4-5 m. A jedna trzecia naszych wydm nie przekracza 5 m wysokości – tłumaczył „Wyborczej” dr Tomasz Łabuz, geomorfolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Poza polskim wybrzeżem zagrożone z powodu wywołanego globalnym ociepleniem wzrostu poziomu oceanu są wszystkie przybrzeżne metropolie – zamieszkane przez miliony miasta w Ameryce i Azji (z kolei mieszkańcom Afryki w dużej mierze zagrażają susze).

Paradoks historii polega na tym, że od dawnych czasów ludzkość wydzierała ląd oceanowi. – Teraz ocean nam go odbiera – mówi prof. Geisler

Czy można porównać obecne globalne ocieplenie z tym, które rozpoczęło się kilkanaście tysięcy lat temu i zrodziło epokę holoceńską, rozwój rolnictwa, a nam dało m.in. Morze Bałtyckie?

W piśmie „Quaternary Science Reviews” próbują to zrobić naukowcy z Norwegii, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Rekonstruują oni przebieg wielkiego potopu spowodowanego przez wycofanie się czapy lodowej, która 20 tys. lat temu pokrywała znaczną część półkuli północnej, obniżając ówczesny średni poziom morza aż o 20 m wobec tego, który mamy dziś. Średnia temperatura Ziemi była wtedy o „ledwie” 5 st. C niższa od dzisiejszej.

Jak piszą uczeni, w okresie 15-13 tys. lat temu eurazjatycka czapa lodowa oddawała oceanowi po 750 km sześc. lodu, a czasem ilość lodu spływająca do morza sięgała nawet 3 tys. km sześc. – W szczytowym okresie, który trwał 400-500 lat i kiedy temperatura gwałtownie rosła, sama eurazjatycka czapa lodowa doprowadziła do wzrostu średniego poziomu morza o 2,5 m – mówi główny autor publikacji dr Henry Patton z Uniwersytetu Arktycznego w Tromsø.

– To prawie 10 razy więcej lodu, niż dziś ucieka z Grenlandii i Antarktydy razem wziętych – dodaje współautor pracy prof. Alun Hubbard z tej samej uczelni. – Możemy potraktować wydarzenia sprzed kilkunastu tysięcy lat jako zwiastun tego, co zaczyna się dziać z lądolodem Grenlandii – ostrzega uczony.

Wtedy topniejąca czapa lodowa doprowadziła do narodzin potężnej rzeki, która spływała do Oceanu Atlantyckiego, pobierając wodę z koryt dzisiejszej Wisły, Łaby, Renu, Tamizy i Sekwany. Nie ma wątpliwości, że obecne globalne ocieplenie przeorze nie tylko doliny rzeczne.

Przykładem tego, co nas może czekać, jest los Syrii. Pół wieku temu zamieszkiwało ją ok. 4 mln ludzi. Przed wybuchem wojny domowej w 2011 r. Syria miała już 22 mln mieszkańców. Wojnę poprzedziły cztery lata ostrej suszy – najgorszej w znanej historii rejonu Żyznego Półksiężyca, w którym blisko 12 tys. lat temu narodziło się rolnictwo. Istnieją badania, które wiążą tę klęskę żywiołową z globalnym ociepleniem.

Dlatego naukowcy nazywają konflikt syryjski pierwszą wojną klimatyczną XXI w. A jak prognozują naukowcy z IPPC, jeśli nie przyhamujemy globalnego ocieplenia, to do końca wieku średnia temperatura Ziemi podskoczy o blisko 5 st. C.

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

7 thoughts on “Będą dwa miliardy uchodźców”

  1. To, te same naukowce co prognozowali koniec ropy, i pompowali bańkę paliwową.
    Nawet jeśli poziom się podniesie to opadnie z powrotem, bo modele nie uwzględniają wielkiego rowu afrykańskiego leżącego poniżej poziomu, i ta woda się tam wleje, powstanie nowe może i spowoduje to docelowo znaczne obniżenie obecnego poziomu.
    Więc można się mnożyć dalej.

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
  2. Przyjaciele
    Oswiadczam uroczyscie,ze wrota IV rzeszy zydowskiej zostaly oficjalnie otwarte!
    Jaroslaw Balbina Kaczynski

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
    1. Ile ojro ci płacą sorosowski agencie?

      Jeszcze nikt nie zagłosował.
      Proszę Czekać...
      1. Gdzie płacą???

        Jeszcze nikt nie zagłosował.
        Proszę Czekać...
  3. raczej bym się martwił o „wirusy w necie typu, RussAd, MailRu przez które mogą padać instytucje””

    Jeszcze nikt nie zagłosował.
    Proszę Czekać...
    1. Ja bym się o net nie martwił, najlepiej jak by go wyłączyli.

      Jeszcze nikt nie zagłosował.
      Proszę Czekać...
    2. Polska bezpieczna u nas instytucje i tak nie działają.

      Jeszcze nikt nie zagłosował.
      Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.