Bitwa o Mariupol wstępem do bitwy o Ukrainę? Rozejm może być tylko grą na czas

W czasie, gdy pod Mariupolem rozbrzmiewała rosyjska artyleria, przedstawiciele Ukrainy i separatystów podpisali porozumienie o zawieszeniu broni. Nie dajmy się jednak zwieść – do tej pory Władimir Putin torpedował wszelkie uzgodnienia pokojowe, traktując je jako grę na zwłokę. Bitwa o Mariupol może być wstępem do bitwy o całą Ukrainę.

Od kilku dni na peryferiach miasta trwała zacięta wymiana ognia. Kijów twierdził, że Rosjanie prowadzili tzw. rozpoznanie bojem, by zlokalizować pozycje obronne sił ukraińskich. Sytuacja nie była tak krytyczna od otwarcia nowego frontu nad wybrzeżem Morza Azowskiego półtora tygodnia temu, gdy regularne wojska rosyjskie zajęły przygraniczny Nowoazowsk.

W pewnym momencie rosyjska agencja Interfax podała nawet, że tzw. prorosyjscy separatyści wkroczyli już do Mariupola, jednak informacje te szybko zdementowali przebywający na miejscu zachodni dziennikarze. Nie zmienia to faktu, że ciężkie walki toczyły się zaledwie 10-15 kilometrów od rogatek miasta.

Noworosja w natarciu

Ostrzeliwane artylerią i rakietami Grad pozycje ukraińskie są atakowane przez dobrze wyposażonych żołnierzy, wspieranych przez dziesiątki czołgów i inny ciężki sprzęt. Siły te noszą na sobie symbole „Noworosji” – tak propaganda rosyjska nazywa konfederację samozwańczych republik ludowych powstałych w Doniecku i Ługańsku. Nie ulega jednak wątpliwości, że w dużej części pod tym kamuflażem występują regularne wojska rosyjskie.

Kijów nie jest w stanie rzucić na ten odcinek frontu większych sił, bo ich po prostu nie ma. Armia nie dysponuje praktycznie żadnymi rezerwami. Jak wskazuje w rozmowie z WP.PL Piotr Maciążek, ekspert portalu Defence24.pl, świadczy o tym chociażby niedawna sytuacja w rejonie Iłowajska, gdzie otoczone wojska ukraińskie nie doczekały się żadnej regularnej odsieczy, ponieważ nie było rezerw, którymi można byłoby taką odsiecz przeprowadzić.

Wojna o Ukrainę

Atak z trzech stron?

Bitwa o Mariupol może być wstępem do bitwy o całą Ukrainę. Przed kilkoma dniami w mołdawskich mediach pojawiły się niepokojące doniesienia, szeroko cytujące wypowiedzi tamtejszych wojskowych, że rosyjskie siły w Naddniestrzu zostały przesunięte do dystryktu graniczącego z Ukrainą w regionie Odessy. Warto pamiętać, że w samozwańczej republice naddniestrzańskiej od lat 90. stacjonują elementy rosyjskiej 14. Armii, natomiast w marcu bieżącego roku dodatkowo Moskwa przerzuciła tam swoje jednostki desantowo-szturmowe.

– Może to świadczyć o tym, że Rosjanie otworzą tam kolejny front, właśnie z natarciem w kierunku Odessy. Tutaj się ciśnie na usta ten projekt „Noworosja”, bo rejony tzw. Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej już w tej chwili mają połączenie z nowymi nabytkami w regionie Nowoazowska. Strona ukraińska tego nie przyznaje, ale cały ten pas graniczny już jest pod kontrolą rosyjską – mówi Maciążek.

Dowodem na to ma być fakt, że separatyści już prowadzą w Moskwie rozmowy o dostawach gazu do swoich samozwańczych republik w zimie. – To też jest przesłanka za tym, że cały pas przygraniczny od Doniecka po Morze Czarne jest już w rękach rosyjskich, bo tam przebiegają gazociągi, którymi można tłoczyć ten surowiec – podkreśla analityk.

Na ten cały obraz nakładają się doniesienia od lidera Tatarów krymskich Mustafy Dżemilewa, który twierdzi, że ma wiarygodne informacje, iż siły rosyjskie zgromadziły się na północy Krymu, w regionie Przesmyku Perekopskiego. A to świadczy, że Putin może szykować rosyjskie uderzenie z trzech stron – od strony Mariupola, z Naddniestrza i z Półwyspu Krymskiego.

źródło: Tomas Bednarzak, Wirtualna Polska  (tbe)

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.