Czym jest Państwo Islamskie – „dżihad 2.0”

Przez ostatnich kilkanaście lat zdawało się, że to Al-Kaida jest najgorszym z możliwych „wcieleń zła”. Okazuje się jednak, że reprezentuje ona co prawda groźny i brutalny, lecz mimo wszystko przewidywalny nurt radykalizmu religijnego. Tymczasem Państwo Islamskie wymyka się wszelkim racjonalnym próbom klasyfikacji i analizy, łącząc w sobie prymitywną ideologię, zdolność organizacyjną i skuteczne korzystanie z dobrodziejstw nowoczesnej cywilizacji. Tym samym jawi się jako nowa, zdegenerowana generacja islamizmu: „dżihad 2.0”

11 września 2001 r. świat zachodni stanął w obliczu nowego zagrożenia – islamskiego ekstremizmu o globalnym zasięgu, posługującego się wyrafinowanymi technikami terrorystycznymi. Podjęta wówczas „wojna z islamskim terrorem” pozostaje nierozstrzygnięta i w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma zapewne szans na jej zakończenie. Przez minione kilkanaście lat zdawało się, że to właśnie Al-Kaida jest najgorszym z możliwych „wcieleń zła” w ramach fundamentalizmu sunnickiego.

Nikt nie przypuszczał wówczas, że może pojawić się struktura znacznie bardziej radykalna i bezwzględna, przy której Al-Kaida jest organizacją przewidywalną w swych działaniach. Struktura ta – ugrupowanie znane do niedawna jako Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIL), a obecnie noszące nazwę Państwo Islamskie (Ad-Daula al-Islami’ja) – istnieje zaledwie półtora roku (powstało wiosną 2013 r.). W tym krótkim czasie zdążyła już jednak nie tylko zmienić schematy zachodniego myślenia o zagrożeniu ze strony islamskiego fundamentalizmu sunnickiego, ale też zanegować dużą część geopolitycznych aksjomatów regionu Bliskiego Wschodu.

Państwo Islamskie ISIL

Geneza dzisiejszego IS sięga wprost pierwszych lat amerykańskiej operacji Iracka Wolność i walki, jaką z siłami USA w Iraku prowadziły wówczas liczne islamistyczne ugrupowania terrorystyczne, a wśród nich Monoteizm i Dżihad (Dżam’iat al-Tawhid wal-Dżihad), założone przez Abu Musaba az-Zarqawiego. W 2004 r. formalnie nawiązała ona ścisłą współpracę z Al-Kaidą, a jej lider złożył ślubowanie wierności (baj’ah) Osamie bin Ladenowi. Pasmo sukcesów tej organizacji (od 2006 r. występującej już pod nazwą Islamskie Państwo Iraku, ISI) zostało przerwane dopiero w 2008 r., dzięki wzmocnieniu sił USA w Iraku (tzw. surge).

W rok później (2009 r.) wydawało się już, że ISI ostatecznie przeszło do historii. Administracja prezydenta Baracka Obamy uznała sytuację w Iraku za ustabilizowaną i zapowiedziała rychłe wycofanie sił USA. Tryumf Waszyngtonu okazał się jednak przedwczesny, bowiem już w 2010 r. aktywność ISI zaczęła znowu rosnąć. Gdy w grudniu 2011 r. ostatni żołnierze USA opuszczali Irak, trwała już nowa ofensywa terrorystyczna ISI. Skala przemocy w kraju, mierzona liczbą zamachów i ataków terrorystycznych oraz liczbą ich ofiar, ponownie zbliżała się zaś do poziomu z lat 2004-07.

Państwo Islamskie ISIL

Rok 2011 to nie tylko radykalna zmiana sytuacji strategicznej w Iraku, spowodowana zakończeniem obecności wojskowej USA i rosnącą aktywnością ISI. To także wybuch rewolucji Arabskiej Wiosny w wielu krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Dla dalszych losów ISI kluczowe okazały się zwłaszcza krwawe wydarzenia w Syrii, gdzie już na przełomie lat 2011-2012 grupa ta podjęła działania przeciwko reżimowi Baszara al-Asada.

Gdy w 2012 r., w miarę słabnięcia sił rządowych w Syrii, świecka Wolna Armia Syryjska (FSA) zaczęła zyskiwać przewagę w konflikcie, ISI zmodyfikowało swą strategię. Ogłosiło ono walkę o ustanowienie islamskiego kalifatu w Lewancie, a wiosną 2013 r. przyjęło nową nazwę, stając się Islamskim Państwem Iraku i Lewantu. Doprowadziło to do ostrego konfliktu z kierownictwem Al-Kaidy, choć lider ISIL, Abu Bakr al-Bagdadi, konsekwentnie podkreślał, że jego grupa nigdy nie była formalnie częścią Al-Kaidy, nie musi więc wypełniać jej poleceń.

Jesienią 2013 r. doszło do pierwszych starć między ISIL a Frontem al-Nusra, oficjalną ekspozyturą Al-Kaidy w regionie Lewantu. Już wkrótce ISIL zaczął też odnosić w Syrii błyskotliwe sukcesy militarne, zdobywając kolejne regiony kraju i brutalnymi metodami ustanawiając tam własne rządy. Jego operacje wymierzone były zarówno w FSA, jak i islamistyczną konkurencję. Dżihadyści z ISIL kontynuowali też kampanię terroru w Iraku, szykując grunt pod zmasowaną ofensywę, która wiosną i latem 2014 r. doprowadziła do zajęcia jednej czwartej terytorium tego kraju, w tym Mosulu – drugiego co do wielkości irackiego miasta. Zwieńczeniem tego zwycięskiego marszu islamistów stało się powołanie Kalifatu z al-Bagdadim jako „kalifem Ibrahimem” na czele. Równocześnie ISIL przekształcił się w Państwo Islamskie (IS).

Fenomen IS, jego sukcesów militarnych w Syrii i Iraku oraz rosnącej szybko popularności wśród zradykalizowanych muzułmanów na całym świecie, wynika ze współistnienia kilku czynników. Po pierwsze, organizacja ta cechuje się ściśle zhierarchizowaną i scentralizowaną strukturą, z jasno rozdzielonymi szczeblami kierowania (dowodzenia), z których każdy ma precyzyjnie wyznaczone kompetencje i zakres odpowiedzialności – tak merytorycznej, jak i terytorialnej. Pod tym względem militarnie zorganizowana i sprawnie działająca IS diametralnie różni się od Al-Kaidy – struktury o charakterze typowo sieciowym, działającej na zasadzie luźnej federacji ugrupowań i organizacji, spajanych wspólnymi celami, dążeniami i w miarę jednolitym know-how, lecz na co dzień działających z reguły na własną rękę i rachunek.

Państwo Islamskie ISIL

Po drugie, Państwo Islamskie – i wszystkie jego wcześniejsze wcielenia organizacyjne – nie przykłada zbyt wielkiej wagi do kwestii filozoficzno-teologicznych. Podczas gdy Al-Kaida stworzyła w ciągu ostatnich dwóch dekad rozbudowany i skomplikowany system ideologiczny, oparty na własnej wizji islamu i starannie dobranych strategiach politycznych, o tyle IS opiera swe działania na prostej interpretacji „czystych” norm koranicznych. W tym sensie Kalifat działa dzisiaj dokładnie tak, jak afgańscy talibowie w pierwszym okresie ich rządów w Afganistanie.

Państwo Islamskie, choć ogłosiło odtworzenie Kalifatu (będącego wszak również centrum władzy religijnej), wyraźnie nie dysponuje jednak silnym zapleczem intelektualnym i teologicznym. Zamiast bowiem skupiać się – jak liderzy Al-Kaidy – na roztrząsaniu religijnych wątpliwości i rozterek, kierownictwo IS preferuje konkretne, realne działania. Abu Bakr al-Bagdadi, wskrzeszając Kalifat i ogłaszając się jego władcą, dokonał tego, do czego Al-Kaida oficjalnie dopiero dąży i co planowała uczynić w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy pozwolą na to warunki polityczne i religijne. Ustanowienie Kalifatu dało jednak Państwu Islamskiemu natychmiastową przewagę propagandową, duchowo-religijną i psychologiczną nad mocno „przeintelektualizowaną” Al-Kaidą.

Co więcej, organizacja założona przez bin Ladena od lat skupiała się bardziej na poszukiwaniu sposobu ponownego (na wzór zamachów z 11 września) spektakularnego zaatakowania Zachodu (najlepiej na jego własnym terytorium), niż na zbudowaniu i umocnieniu własnej pozycji w świecie islamu. Ani bin Laden, ani tym bardziej az-Zawahiri (od początku istnienia Al-Kaidy jej główny ideolog) wyraźnie nie wzięli pod uwagę, że restauracja Kalifatu – będąca symbolicznym odwołaniem do najwcześniejszego okresu istnienia islamu (a więc czasów jego jedności i wielkich zwycięstw) – może zagwarantować natychmiastowy sukces w walce „o serca i umysły” radykalnych muzułmanów na całym świecie.

Skutki tej błędnej kalkulacji Al-Kaidy są dla niej odczuwalne już dziś. Organizacja ta zaczyna coraz wyraźniej tracić na rzecz Państwa Islamskiego wpływy i popularność wśród islamskich ekstremistów. W Syrii miały już nawet miejsce zbiorowe, liczone w setkach bojowników, „transfery” z Frontu al-Nusra do struktur IS, a zdecydowana większość zwłaszcza zachodnich „ochotników dżihadu” wybiera dziś kalifa Ibrahima niż az-Zawahiriego. Może to oznaczać, że Al-Kaida – dotychczas niekwestionowany lider i symbol ruchu dżihadu – właśnie zaczyna tracić swą uprzywilejowaną pozycję wśród islamskich fanatyków.

Kolejnym istotnym czynnikiem, wpływającym na ostatnie sukcesy Państwa Islamskiego, jest jego zdolność do wykorzystywania współczesnych narzędzi masowej komunikacji, w tym zwłaszcza internetowych mediów i portali społecznościowych. Zalew propagandy i informacji IS w internecie wielokrotnie przekracza skalą dotychczasowe działania Al-Kaidy i jej sojuszników w tym zakresie. Aktywność IS w świecie wirtualnym ma za zadanie zarówno klasyczne propagowanie własnej sprawy (m.in. w celu werbunku nowych adeptów dżihadu), jak też czysto terrorystyczne oddziaływanie psychologiczne („terror medialny”) na odbiorców danych przekazów (służą temu m.in. szokujące nagrania i zdjęcia z masowych egzekucji, czy też morderstw dokonywanych w barbarzyński sposób na zachodnich obywatelach).

Nie bez znaczenia dla pozycji i siły IS jest jego absolutna samowystarczalność finansowa. Organizacja ta jest obecnie bez wątpienia najbogatszą grupą terrorystyczną na świecie, o majątku szacowanym na 1-2 mld USD. Tylko w samym Mosulu w czerwcu 2014 r. islamiści mieli zrabować w tamtejszych bankach ok. 400 mln USD w gotówce. Czarnorynkowa eksploatacja pól naftowych we wschodniej Syrii przynosić ma IS dochód szacowany na ok. 20 mln USD dziennie.

Do tego dochodzą krociowe zyski z pospolitej działalności kryminalnej – rekietu, porwań dla okupu, przemytu itp. O bogactwie Kalifatu i jego liderów krążą już w regionie legendy. Finansowa niezależność Państwa Islamskiego, przekładająca się na niezależność polityczną, również odróżnia go od Al-Kaidy, która finansuje swą działalność głównie z datków i darowizn. Model preferowany przez Al-Kaidę zapewnia jednak nie tylko znacznie mniejsze środki, lecz stwarza również ryzyko zaistnienia sytuacji, w których „sponsorzy” mogą wpływać na strategię i kierunki działań grupy.

Wnioski i rekomendacje

Zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego stanowi całkowicie nową jakość w kilkunastoletniej wojnie z islamizmem. Błędem, który wciąż popełniają nie tylko zachodni politycy, jest porównywanie IS do Al-Kaidy. Są to tymczasem zupełnie odmienne organizacje, które pomimo odwoływania się do podobnych wartości i haseł ideologicznych funkcjonują na zupełnie różnych płaszczyznach. Al-Kaida reprezentuje co prawda groźny i brutalny, lecz mimo wszystko przewidywalny nurt radykalizmu religijnego. Z kolei IS i Kalifat wymykają się wszelkim racjonalnym próbom klasyfikacji i analizy, łącząc w sobie prymitywną ideologię, zdolność organizacyjną i skuteczne korzystanie z dobrodziejstw nowoczesnej cywilizacji. Państwo Islamskie jawi się tym samym jako nowa, zdegenerowana generacja islamizmu – „dżihad 2.0”.

Państwo Islamskie, ze względu na swą ekonomiczną, finansową i polityczną niezależność, znajduje się całkowicie poza kontrolą jakichkolwiek ośrodków wpływu w świecie arabskim/muzułmańskim. Boleśnie przekonali się o tym ostatnio zarówno Saudyjczycy, jak i Katarczycy – tradycyjnie starający się trzymać w rękach wodze kierujące (choćby pośrednio) światowymi strukturami dżihadu. Kalifat powołany przez al-Bagdadiego jest więc absolutnie niesterowalny z zewnątrz i jako taki jest śmiertelnym zagrożeniem także dla samych reżimów arabskich i muzułmańskich w regionie. Szczególnie dla Królewskiego Domu Saudów – pieczętującego się oficjalnie mianem Strażników Świętych Miejsc Islamu. Kalif Ibrahim już zapowiedział publicznie, że jego kolejnym celem będzie właśnie „wyzwolenie” Mekki i Medyny.

Istnieje obawa, że Państwo Islamskie i jego Kalifat mogą na długo zagościć w rzeczywistości strategicznej Bliskiego Wschodu. Ze względu na skomplikowany układ geopolityki tego regionu, nie widać na razie siły, zdolnej szybko i zdecydowanie zlikwidować zagrożenie ze strony IS. Nie będzie tego w stanie dokonać ani Irak, ani tym bardziej Syria, ani też żadne z regionalnych mocarstw (Iran, Turcja, Izrael, Arabia Saudyjska), uwikłanych we wzajemne rywalizacje i sprzeczne interesy.

Odpowiedzialność za powstrzymanie i pokonanie Państwa Islamskiego spoczywa na NATO i Unii Europejskiej. Zwłaszcza, że wśród pochodzących z całego świata ochotników do walki za Kalifat znajdują się tysiące obywateli państw zachodnich (głównie europejskich). Walka z IS w Syrii i Iraku nie może więc być postrzegana jedynie jako działanie w obronie geopolitycznego status quo na Bliskim Wschodzie, ale także jako wyprzedzająca akcja antyterrorystyczna, zapewniająca bezpieczeństwo państwom Zachodu.

„Koalicja chętnych”, sformowana w oparciu o członków NATO, powinna jak najszybciej podjąć zdecydowane działania militarne, zapobiegające dalszemu umacnianiu się IS. Operacji wojskowej przeciwko IS musi jednak towarzyszyć również kompleksowa strategia polityczna, zakładająca m.in. próbę normalizacji relacji z władzami w Damaszku oraz uznanie ważnej roli Teheranu w zwalczaniu Państwa Islamskiego. Elementem tej strategii powinno być także zweryfikowanie przez Zachód bezwarunkowego do tej pory wsparcia dla wszystkich ruchów politycznych w regionie bliskowschodnim, walczących o „demokrację i prawa człowieka”. Kilkuletnie doświadczenia, m.in. z Arabskiej Wiosny, pokazują dobitnie, że większość tych ruchów ma w rzeczywistości charakter mniej lub bardziej ekstremistyczny.

Tomasz Otłowski, Senior Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.