Debalcewe zostało zrównane z ziemią

Dziesiątki czołgów i pojazdów wojskowych należących do armii ukraińskiej opuszczają Debalcewe – podają agencje prasowe. W mieście trwają jednak ciągle walki, choć według ukraińskich dowódców sztab generalny wydał rozkaz wycofania się. Cytowani przez agencje prasowe separatyści twierdzą, że Ukraińcy „poddają się setkami”.

Rzecznik Sztabu Generalnego Anatolij Stelmach poinformował, że w Debalcewem ciągle trwa operacja wojskowa, a żołnierze nadal stawiają opór oddziałom rebeliantów, które wtargnęły do miasta. – Separatyści niszczą w Debalcewem infrastrukturę, wysadzają mosty, kolej, odcinki dróg dojazdowych, sieci energetyczne – mówił. I dodał: – Nasi żołnierze musieli się przegrupować. Walki trwają.

W ciągu ubiegłej doby Debalcewe zostało ostrzelane z systemów rakietowych Grad i artylerii pięciokrotnie. Ukraiński sztab podaje, że rebelianci wzmacniają pozycje wzdłuż linii frontu. W nocy kontrolowały przestrzeń powietrzną wokół Debalcewa drony rebeliantów.

Debalcewe zostało zrównane z ziemią

Rebeliancie kilkakrotnie szturmowali pozycje ukraińskie pod Mariupolem. Żołnierze zostali zaatakowani z artylerii i gradów także w pobliżu wioski Pieski pod lotniskiem w Doniecku i w Awdijewce.

Jak podaje ukraińska agencja UNIAN, z ogarniętego walkami Debalcewa trwa wycofywanie się żołnierzy. Z okrążenie separatystów wyrwało się ok 100-150 wojskowych 128. brygady piechoty górniczej (na miejscu pozostaje ok. 2 tys. żołnierzy tego oddziału), a także część żołnierzy batalionu ochotniczego Kijowska Rus. Jeden z nich relacjonował, że wojskowi zabrali ze sobą broń. Podczas próby wyrwania się z okrążenia zostali ostrzelani. Rannych zabrali pracownicy Czerwonego Krzyża.

– Część mojego batalionu pozostała na pozycjach w rejonie wioski Nowogrigoriewka. Jest wielu zabitych i rannych. Co się dzieję z tymi, którzy przeżyli, nie wiem. Zostali okrążeni przez separatystów. Kozacy wywierają na okrążonych presję moralną, grożą, że będą zabijać do czasu, aż zaczną prosić o litość – opowiadał żołnierz Kijowskiej Rusi.

„Pracują grady i huragany. Jest gorąco”

„Wyprowadzanie ukraińskich wojsk z okolicy Debalcewego wykonywane jest w sposób planowy i zorganizowany” – napisał tymczasem na Facebooku Semen Semenczenko, deputowany do Rady Najwyższej, dowódca batalionu ochotniczego Donbas. Żołnierze mają wycofywać się przez „drogę życia” kontrolowaną przez siły ukraińskie, które prowadzą ostrzał pozycji separatystów.

„Pracują haubice, grady, huragany, czołgi i granatniki. Jest gorąco” – napisał Semenczenko dodając, że separatyści starają się przeciąć drogę ewakuacji Ukraińców.

Ukraiński analityk i deputowany parlamentu Dmytro Tymczuk informuje z kolei na Facebooku, że separatyści wycofali znaczne siły z okolic miast Stachanow i Gorłówka. „Zostało tam po ok. 300 separatystów” – pisze Tymczuk. Podaje, że wszystkie siły i ciężki sprzęt wojskowy został przerzucony w okolice Debalcewego.

„Setkami się poddają”

Cytowani przez agencje prasowe separatyści twierdzą, że Ukraińcy „poddają się setkami”. Dodają też, że wycofują artylerię ciężką z innych odcinków frontu, tak jak było to uzgodnione w porozumieniach mińskich.

Agencja AFP podaje, że dziesiątki czołgów i pojazdów wojskowych należących do armii ukraińskiej opuszczają Debalcewe.

Polski reporter: widać odwrót z Debalcewego

Ok. 30 km od Debalcewego jest Paweł Pieniążek, współpracownik IAR. W rozmowie z TVN24 powiedział, że obserwuje „akcję ewakuacyjną”. – Jest dużo karetek i (…) transportery po to, żeby wywieźć jeszcze ostatnich wojskowych, którzy są na miejscu – powiedział Pieniążek. Dodał, że nadal słychać ostrzał artyleryjski.

Zdaniem Pieniążka w rejonie ukraińska armia nie prowadzi operacji bojowej. – Była pomoc dla wojskowych, ale to głównie po to, żeby dać im osłonę do wychodzenia z miasta – powiedział. Obecnie – jak stwierdził – siły ukraińskie wyjeżdżają z Debalcewego, a z przeciwnej strony podjeżdżają karetki i transportery.

Zapytany, czy jego zdaniem Debalcewe padło, odpowiedział, że tak.

„Chłopcy leżą zabici”

Informacje napływające wcześniej z Debalcewego były bardzo skąpe. Żołnierze nie mieli prądu i w większości oddziałów nie mają też łączności z dowództwem – alarmują wolontariusze, którzy usiłują do nich dotrzeć, by opatrzyć rannych i zabrać ciała zabitych – pisał portal lb.ua.

„W 128. brygadzie piechoty górskiej są duże straty, do niewoli separatystów dostało się wielu żołnierzy. Chłopcy, którzy chcieli wyjść z kotła, leżą zabici – niektórzy w samochodach, niektórzy wprost wzdłuż drogi” – poinformowała wolontariuszka Inna, cytowana przez lb.ua. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, jednak straty liczone są w setkach – podawała wolontariuszka, której nazwisko nie zostało ujawnione.

Sztab generalny w nocy nie komentował sytuacji, w jakiej znalazła się 128. brygada. – Z powodu ostrych walk w mieście trudno otrzymać jakąkolwiek informację o bieżącej sytuacji – mówił w nocy rzecznik operacji antyterrorystycznej Andrij Łysenko.

Wolontariuszka w rozmowie z portalem podkreśliła, że żołnierze mimo próśb nie otrzymali żadnego wsparcia. „Wszyscy oczekują, że jednak nasze wojsko nie zostało pozostawione same sobie, inaczej będzie gorzej niż w Iłowajsku” – pisze lb.ua, cytując kobietę.

Wcześniej pojawiały się informacje, podawane przez wolontariuszy, że sztab generalny wydał żołnierzom rozkaz zniszczenia całego sprzętu i odchodzenia z Debalcewego ścieżkami wcześniej opracowanymi przez zwiadowców. Wolontariusze informują jednak, że „żołnierze nie mają niemal żadnej możliwości wydostania się z tego nowego kotła”. Tak napisał wolontariusz fundacji „Pokój i Porządek” Wsiewołod Kożemiejko.

Rodziny blokują trasę

Ukraiński Sztab Generalny poinformował z kolei w nocy, że wysłał wsparcie dla żołnierzy otoczonych w Debalcewem. – Taką informację przekazał rodzinom żołnierzy zastępca sztabu płk Ołeksandr Hołodniuk – podaje agencja Ukrinform.

Rozmawiał on z rodzinami ukraińskich wojskowych, które we wtorek zablokowały trasę w Browarach, domagając się uratowania żołnierzy. Pułkownik nie doprecyzował jednak, jakiego rodzaju jest to pomoc i jak szybko dotrze ona do żołnierzy. Powiedział, że ukraińska artyleria rozpoczęła ostrzały w odpowiedzi na działania separatystów.

We wtorek rodziny żołnierzy ukraińskich, uwięzionych w tzw.kotle debalcewskim, zablokowały ruchliwą trasę w pobliżu miejscowości Browary, domagając się zdecydowanych działań sztabu generalnego. Zapowiedziały, że w środę będą protestować przed Sztabem Generalnym i administracją prezydenta Ukrainy.

OBWE grozi „poważnymi konsekwencjami”

Szef Specjalnej Misji Obserwacyjnej OBWE na Ukrainie Ertugrul Apakan zażądał tymczasem od separatystów, by natychmiast wstrzymali ogień w okolicy Debalcewego i umożliwili wolontariuszom dostęp obserwatorów do miasta. Dotychczas nie mogli tego zrobić ze względu na silne ostrzały.

– Żądamy, by natychmiast wstrzymali ofensywę – powiedział Apakan. Dodał, że 18 lutego obserwatorzy misji po raz kolejny spróbują wjechać do miasta.

– Odmowa wstrzymania ognia spotka się ze poważnymi konsekwencjami – powiedział Apakan.

 

 

Debalcewe na skraju przepaści

Jeden z dowódców separatystów, Eduard Basurin, oświadczył we wtorek, że kontrolują oni już ponad 80 proc. Debalcewe i kontynuują wypieranie stamtąd sił ukraińskich. Wieczorem tego dnia dowództwo ukraińskich sił rządowych przyznało, że część Debalcewe została opanowana przez przeciwnika

Prezydent Rosji Władimir Putin wyraził we wtorek nadzieję, że rząd Ukrainy nie powstrzyma sił ukraińskich okrążonych w mieście Debalcewe przed złożeniem broni i że prorosyjscy separatyści zapewnią tym siłom bezpieczne wycofanie się stamtąd.


Autor: asz, tas,pk\mtom / Źródło: UNIAN, „Ukraińska Prawda”, lb.ua, PAP, Reuters

 

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.