III wojna światowa może zacząć się od Syrii

III wojna światowaCzy tocząca się w Syrii wojna domowa jest kolejną zastępczą wojną prowadzoną przy użyciu lokalnych sił i najemników w zastępstwie wielkich mocarstw? Czy konflikt w Syrii jest jedną z bitew toczącej się już III wojny światowej, czy „tylko” kontynuacją zimnej wojny?

W wojnie o wpływy pomiędzy USA, Rosją i Chinami wytworzyły się dwa bloki państw tworzących polityczno-militarne sojusze. USA i państwa NATO (bez Niemiec i Francji, które flirtują z Rosją i Chinami) oraz sojusz rosyjsko-chiński, wspierany przez Iran, Syrię, Koreę Północną, Kubę i Wenezuelę. Każdy z rywalizujących bloków stara się otoczyć przeciwny blok kordonem własnych baz militarnych i sojuszników gotowych wspierać go logistycznie i militarnie.

Aby osłabić potencjał militarno-gospodarczy przeciwnego bloku, prowadzona jest misterna gra dyplomacji i zakulisowych działań służb specjalnych w celu wyeliminowania najsłabszego ogniwa sojuszu. Przykładem niech tu będą choćby nieudane próby Rosji i Chin wciągnięcia w swoją orbitę wpływów dotkniętej kryzysem ekonomicznym Islandii. Ofiarowana przez Rosję pożyczka i chińskie oferty inwestycji miały doprowadzić do przejęcia kontroli nad tą bardzo ważną z geopolitycznego punktu widzenia wyspą. W ostatnim czasie rosyjsko-chińska gra koncentrowała się na bliskim ruiny Cyprze.

Jeszcze do niedawna amerykańska doktryna wojenna przewidywała możliwość prowadzenia równocześnie dwu wojen na dwóch różnych frontach strategicznych (Europa i Pacyfik). Obecnie przewiduje się możliwość prowadzenia wojny na głównym froncie strategicznym, podczas gdy drugi front (Europa lub Bliski Wschód) musiałyby czekać na przybycie amerykańskiej pomocy aż do zakończenia konfliktu na głównym froncie. USA nawet przy swojej przewadze militarnej nie są w stanie równocześnie prowadzić wojen na dwu, a tym bardziej na trzech strategicznych frontach.
Rozumiejąc te ograniczenia, rosyjsko-chiński blok podsyca zagrożenia i konflikty w strategicznych regionach świata. Na Pacyfiku dotyczy to Korei Północnej i Tajwanu oraz wysp Senkaku, na Bliskim Wschodzie Iranu i Syrii, a w Europie krajów bałtyckich, Europy Środkowej i Gruzji. Konflikt na Pacyfiku i w Europie oznaczałby bezpośrednie starcie supermocarstw. Bezpieczniej jest więc zneutralizować najpierw zagrożenie związane z istnieniem frontu bliskowschodniego.
Stanom Zjednoczonym opanowanie obszaru Iranu i Syrii pozwoliłoby przejąć kontrolę nad większością światowych surowców energetycznych. Realizacja takiego scenariusza oznaczałaby mocny cios wymierzony w Chiny i Rosję. Utrudnienie dostępu do surowców spowolniłoby rozwój gospodarczy Chin, a obniżenie cen kontrolowanych zasobów na światowych rynkach na dobre pogrążyłoby Rosję. Zanim jednak USA (i Izrael) będą mogły uderzyć na Iran, muszą rozbroić Syrię i libański Hezbollah. Droga do neutralizacji Iranu wiedzie bowiem przez Syrię i południowy Liban.

Południowolibańscy bojownicy Hezbollahu i palestyńscy bojownicy Hamasu wspierani przez Iran i Syrię poprzez pomoc materialną, szkolenia bojowników i dostawy broni, stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. Szczególnie niebezpieczny dla amerykańskiego sojusznika jest Hezbollah. Na początku maja Izrael dwukrotnie zaatakował z powietrza cele wojskowe w ogarniętej wojną domową Syrii.

Pierwszy atak był wymierzony w składy z irańską bronią przeznaczoną dla bojowników Hezbollahu, co chwilowo osłabiło ich siły w regionie. Ocenia się, że na samej libańskiej granicy z Izraelem Hezbollah może mieć rozlokowane nawet do 60 tys. rakiet krótkiego i średniego zasięgu. Są one doskonale zamaskowane i często ukryte w podziemnych schronach. Przy małej głębokości strategicznej Izraela, wynikającej z jego małej powierzchni, większość terytorium tego kraju może się znaleźć w zasięgu rakiet, a nawet pocisków moździerzowych czy rakietowych wyrzutni typu katiusza. Ostrzał może być prowadzony z południowego Libanu i z kontrolowanej przez Hamas Strefy Gazy.

Wśród wystrzeliwanych rakiet mogą się znaleźć rakiety typu Scud-D o zasięgu do 750 km, mogące przenosić nawet 1000 kg ładunków wybuchowych. Ich głowice są wystarczająco duże, by uzbroić je w broń chemiczną lub biologiczną. Przy swoim zasięgu są one w stanie uszkodzić izraelski reaktor atomowy na pustyni Negew. Według szacunków Syria ma od 300 do 500 rakiet tego typu. Izraelska tarcza antyrakietową potrafi przechwycić do 85 proc. wystrzelonych rakiet. Wydaje się, że podawana skuteczność tego systemu jest mocno zawyżona. Gdyby jednak doszło do zmasowanego ataku i część rakiet przedarłaby się przez izraelską obronę, to przy dużej gęstości zaludnienia Izraela straty poniesione w głównych portach i ośrodkach ekonomicznych byłyby ogromne.

Broń dostarczana do Syrii i dla bojowników Hezbollahu pochodząca z Iranu, Rosji, Chin i Korei Północnej jest zaawansowana technologicznie i powoli zaczyna zmieniać równowagę sił w regionie. Rosyjskie rakiety SA-15, SA-17, SA-22 typu ziemia-powietrze mogą zwalczać na małych wysokościach izraelskie samoloty bojowe. Rosyjskie rakiety Yakhont, będące w posiadaniu Syryjczyków i Hezbollahu, są w stanie niszczyć izraelskie okręty, urządzenia portowe i morskie platformy wiertnicze na izraelskich przybrzeżnych polach gazowych. W ubiegły czwartek prezydent Baszar al-Asad potwierdził ponadto, że do Syrii dotarła część rosyjskiego przeciwlotniczego systemu S-300. Zapytany o ten system, odpowiedział, że „kontrakty z Rosją nie są związane z obecnym kryzysem, a Rosja wypełnia swoje zobowiązania”. Informacja ta wywołała w Izraelu nową falę niepokoju.
Po nieudanej izraelskiej ofensywie z 2006 r. przeciwko bojownikom Hezbollahu na granicy z Libanem Izrael nie może sobie pozwolić na kolejną spektakularną klęskę z przeciwnikiem stosującym umiejętnie taktykę wojny asymetrycznej. Czas, demografia i zmiany zachodzące w regionie po arabskiej wiośnie działają na niekorzyść Izraela. Szczególnie dla niego niebezpieczny jest irański program nuklearny, który może całkowicie zmienić układ sił w regionie. Wszystko to sprawia, że Izrael wywiera presję na swojego amerykańskiego sojusznika, by jak najszybciej rozwiązać problem syryjski. Z punktu widzenia USA nie jest to najlepszy moment.

Wycofując się z Afganistanu, Stany Zjednoczone muszą jeszcze utrzymać poprawne stosunki z Moskwą, by korzystać z korytarza transportowego biegnącego przez Rosję i postsowieckie republiki środkowoazjatyckie. Tym bardziej że korytarz transportowy przez Pakistan był ostatnio zamknięty w wyniku ochłodzenia stosunków pakistańsko-amerykańskich i wchodzenia tego kraju coraz bardziej w chińską strefę wpływów.

Konflikt zbrojny w Syrii trwa od marca 2011 r. Zginęło w nim co najmniej 94 tys. ludzi. Według szacunków
ONZ-etu od czasu wybuchu powstania przeciwko reżimowi Baszara al-Asada ponad 1,6 mln Syryjczyków uciekło z kraju. Uchodźcy znajdują schronienie głównie w krajach regionu. Około 473 tys. z nich żyje w Jordanii, ok. 470 tys. w Libanie, 347 tys. w Turcji, 147 tys. w Iraku, ok. 67 tys. w Egipcie i mniej więcej 10 tys. w innych krajach Afryki Północnej.
(PAP)

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.