Lodowy kataklizm paraliżuje południe Polski i Czechy

Deszcz, padający przez wiele godzin przy ujemnej temperaturze, spowodował poważne oblodzenie linii energetycznych, trakcji, drzew, dróg i chodników. Tysiące domów nie ma prądu i ogrzewania, stoją tramwaje i pociągi. Sytuacja ma rozmiary klęski żywiołowej.

Polska lód

Wczoraj po południu nad Czechy i południowe krańce Śląska zaczął padać deszcz. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że padał on przy temperaturze na poziomie minus 3 stopni. To wystarczyło, aby spadające na drogi, chodniki, drzewa i linie energetyczne krople deszczu, zaczęły błyskawicznie zamarzać, tworząc lodową powłokę.

Pod ciężarem gołoledzi zerwaniu uległy linie energetyczne i trakcja kolejowa. Każdy metr linii był obciążony nawet kilogramową warstwą lodu. Szkody spotęgowały upadające gałęzie. W efekcie bez prądu i ogrzewania w Czechach pozostaje tysiące gospodarstw domowych. Czesi nie tylko marzną, lecz również nie mogą dotrzeć do pracy i szkół.

W nocy wstrzymano wszystkie połączenia kolejowe z Czech do Polski i Słowacji. Dzisiaj na tory wyjechała nie więcej niż połowa taboru kolejowego i tramwajowego. W zamian podstawiane są autobusy, ale i one mają problemy z jazdą po śliskich drogach.

W nocy z powodu oblodzenia trakcji, wiele pociągów, przejeżdżających przez Morawy i środkową część kraju, stanęło w polu. Tak też się stało z pociągiem Intercity z Pragi do Bogumina, z którego zziębniętych pasażerów musieli ewakuować strażacy.

Jak mówi Radek Joklík, rzecznik prasowy czeskich kolei: „W całym kraju sytuacja jest bardzo poważna. Kilkadziesiąt pociągów jest odwołanych. Podobnego kataklizmu nie pamiętam”. Szacuje się, że na skutek przestoju na kolei poszkodowanych zostało nawet 100 tysięcy pasażerów.

Komunikacyjny dramat panuje w Pradze i Brnie. W dwóch największych czeskich miastach dojazd do pracy czy szkoły jest prawdziwą drogą przez mękę. W dzielnicach, gdzie oblodzenie jest największe, drogi są opustoszałe. Nikt nie chce ryzykować wypadku, ponieważ samochody wykonują na lodzie istne piruety. Jak mówią władze, takiego paraliżu komunikacji miejskiej czeska stolica jeszcze nigdy nie przeżyła.

z kąd się bierze marznący deszcz

W Karlowych Warach na skutek wypadku na śliskiej drodze rannych zostało 18 osób. Władze ogłosiły stan klęski żywiołowej w miastach Chrudim, Svitavy i Przerów w kraju pardubickim i ołomunieckim na Morawach. Tam oblodzenie jest na tyle duże, że całkowicie sparaliżowana jest komunikacja, a awarii energetycznych jest najwięcej.

Wczoraj bardzo trudna sytuacja panowała też w Kotlinie Kłodzkiej, na Śląsku Cieszyńskim i w Beskidzie Żywieckim. Przez kilka godzin całkowicie sparaliżowany był ruch na ekspresówce S1 w okolicach Cieszyna. Doszło tam do karambolu, w którym uczestniczyło prawie 20 samochodów.

Niegroźnie ranne zostały tam 2 osoby, ale tylko jedna trafiła do szpitala ze złamaną ręką. Utworzył się korek długi na 5 kilometrów. Na szczęście w nocy sytuacja uległa poprawie. Większość dróg po polskiej stronie regionu jest już przejezdnych.

Prognozy wskazują na systematyczny wzrost temperatury, która jeszcze dzisiaj, najpóźniej w godzinach wieczornych, przejdzie na plus. Wówczas lód zacznie się tajać. Nieco później, bo dopiero jutro, mróz ustąpi na wyżej położonych obszarach górzystych i podgórskich.

źródło: TwojaPogoda.pl

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.