Nepal to dopiero początek. Nadchodzą większe kataklizmy

Ruchy tektoniczne, wybuchy wulkanów i tsunami coraz częściej będą nawiedzać Ziemię. Wszystko przez zmiany klimatu, które mogą uruchamiać uśpione wcześniej procesy geologiczne.

Przyczyny sobotniej katastrofy w Nepalu na pierwszy rzut oka wydają się dosyć niewinne. Zaczęło się od deszczy, które doprowadziły do wezbrania dużych rzeki w Indiach i Bangladeszu. Woda z kolei spowodowała wzrost ciśnienia na płyty tektoniczne na powierzchni ziemi. Efekt? Trzęsienie ziemi o sile 7,9 stopnia w skali Richtera, pogrążyło region w ruinie: nie żyje nawet 10 tys. osób, a miliony straciły dach nad głową.

Klimatyczny balans

Dla naukowców przypadek Nepalu to jednak kolejny dowód na to, jak wielki wpływ na strukturę ziemi mają zmiany klimatu. Bo to one w dużej mierze leżą u podstaw takich anomalii, jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów czy tsunami.

 – Zmiany klimatyczne mogą grać kluczową rolę w uruchomieniu procesów geologicznych, które zamieniają życie ludzi w piekło – mówi emerytowany prof. Bill McGuire z University College London. Geolodzy i geofizycy idą dalej. Według nich proces przeobrażania planety już się rozpoczął.

Teza brzmi jak scenariusz hollywoodzkich filmów katastroficznych, jak choćby „2012”, który trzy lata temu straszył widzów widmem przegrzania jądra ziemi. Zdaniem geologów, ludzkość stoi u progu podobnych procesów. Może nie tak gwałtownych, jak pokazano w filmie, ale potencjalnie nie mniej tragicznych w skutkach.

kataklizmy

Pokazały to już wydarzenia z czasów epoki lodowej (która zakończyła się ok. 11 tys. lat temu), kiedy lód skuwał tereny Półkuli Północnej. Ziemia okazała się wówczas dosyć wrażliwa na zmianę ciśnienia (wywołane przez zalanie wodą bądź powstanie lądolodu) i klimatu. Dowodem są choćby pęknięcia w skorupie, które rozciągają się wzdłuż Himalajów.

Według geologów w XXI wieku grożą nam kataklizmy jak te sprzed tysięcy lat. Wskutek ocieplania klimatu dochodzi do topnienia lodowców. Te z kolei podnoszą poziom wód w oceanach i zmieniają rozkład masy na planecie. Prof. McGuire nazywa ten proces „budzeniem giganta” – wystarczy kilka miliardów ton wody, która zwiększy ciśnienie w nieodpowiednim miejscu na powierzchni globu, by wskrzesić nieokiełznane siły natury.

 – Niewielki nacisk lub zmiana ukształtowania w pewnych warunkach są w stanie wywołać trzęsienie – mówi prof. McGuire w rozmowie z amerykańskim „Newsweekiem”.

Nepal na płytach

Problem Nepalu nie zrodził się jednak wczoraj. Procesy trwają już od tysięcy lat, a zmiany klimatyczne są jedynie ich katalizatorem.

W tej części Azji zazębiają się kontynentalne płyty tektoniczne, które unoszą się na płynnym płaszczu Ziemi. I tak, 25 kwietnia płyta, która „podtrzymuje” Indie, zaczęła wsuwać się pod euroazjatycką. Efekty okazały się dramatyczne.

rzęsienie można było jednak przewidzieć. Same Himalaje są w końcu rezultatem trwającego od milionów lat „przepychania się” dwóch kontynentalnych płyt, a zagrożenie wisi nad regionem od 700 lat. Kataklizmy powtarzają się regularnie: podobne do ostatniego trzęsienie miało miejsce w 1934 roku. W Nepalu i północnych Indiach zginęło wówczas 16 tys. osób. Podczas wizyty w miejscowościach dotkniętych tragedią, Mahatma Gandhi mówił, że katastrofa jest karą boską na Hindusach za porzucenie systemu kastowego.

Ale to, czego nie wiedzieli zarówno Gandhi, jak i ówcześni naukowcy, to fakt, że za trzęsienie odpowiadały gwałtowne deszcze w Himalajach. Woda w rzekach wezbrała i napełniła akwen Zatoki Bengalskiej, czym zaburzyła równowagę morza napierającego na wrażliwe płyty tektoniczne.

Dopiero w 2007 roku dr Pierre Bettinelli jako pierwszy pokazał, jak zgubne skutki mogą nieść ulewy. Wnioski zaprezentował na przykładzie dorzecza Amazonki. Z dziennikarzami „Newsweeka” skontaktował się z Algierii, gdzie bada efekty wydobywani ropy – kolejnego czynnika, który może wpłynąć na trzęsienie ziemi.

– Wyobraźcie sobie kawałek drewna na wodzie. To płyta tektoniczna Indii – mówi dr Bettinelli. – Dotknijcie go stopą, a tafla wokół się wzburzy. Fale, które widzicie, to rosnąca liczba ruchów sejsmicznych przy krawędzi płyty tektonicznej – dodaje.

Obrazowe wyjaśnienia trafiają do wyobraźni geologów. W ten sposób dr Bettinelli stara się pokazać sezonowe różnice w trzęsieniach ziemi w Himalajach. W uproszczeniu: nadchodzące i odchodzące deszcze monsunowe – jak fale – przyczyniają się do gromadzenia energii przy krawędzi płyty.

– Zjawisko to już wkrótce może spowodować kolejne trzęsienia w Nepalu – mówi prof. Roland Burgmann z Uniwersytetu Berkeley w Kalifornii.

Co zatrzęsie ludzkością?

Geologia geologią, ale to działalność człowieka doprowadziła do klimatycznych zawirowań i wpłynęła na skalę południowoazjatyckich monsunów.

Prof. Bill McGuire ma jednak wątpliwości, czy zaburzenia, które prognozuje dr Bettinelli, faktycznie wieszczą katastrofę. W swojej książce „Budzenie giganta: Jak zmiany klimatu wywołują trzęsienia ziemi, tsunami i wybuchy wulkanów”, ekspert wyjaśnia, że poważne ruchy tektoniczne może wywołać podniesienie poziomu mórz o 100 m. By to nastąpiło, wszystkie lodowce na planecie musiałyby zostać stopione.

Takiego efektu nie wywołają nawet największe monsuny. W sezonie w okolicach Bangladeszu gromadzi się dodatkowo 150 miliardów ton wody. W skali oceanu – to przysłowiowa kropla w morzu.

– W skali globu poziom wody regularnie się podnosi – mówi prof. McGuire. – Może ona powodować odkształcanie się skorupy w rejonach basenów oceanicznych i z czasem przemieszczanie się. Te z kolei mogą napierać na rejony wulkanów, „ściskać” magmę, która z czasem wybuchnie – wyjaśnia.

Te procesy jednak są czasochłonne i mogą upłynąć jeszcze setki lat, zanim to nastąpi. Nawet najczarniejsze scenariusze przewidują, że do końca XXI wieku poziom wód nie podniesie się więcej niż o pięć centymetrów.

McGuire przyznaje jednak, że w niektórych sytuacjach nawet minimalne wahania poziomu morza mogą przyczynić się do kataklizmów. Świadczy o tym przykład jednego z wulkanów na Alasce.

– W regionie jest wulkan Pawłow, który wybucha jedynie na jesieni i zimą – mówi prof. McGuire. – Wystarczy, że poziom wody podniesie się sezonowo o 10-15 cm, podnosi się ciśnienie, odkształca skorupę, ta „ściska magmę”, a wulkan eksploduje. To przykład tego, jak niewielkie zmiany wystarczą, by doszło do katastrofy – mówi.

Podobnie sprawa wygląda na Islandii. Geolodzy przewidują, że w ciągu pięciu lat eksplodują trzy wulkany. Europejczycy i Amerykanie nie doświadczą bezpośrednio tego zdarzenia, jednak mogą dotknąć ich skutki, tak jak przy okazji wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull, który w 2010 r. sparaliżował transport lotniczy w Europie i nad Atlantykiem. Kolejna erupcja na Islandii może z kolei wywołać tsunami, który zdewastuje wybrzeża Atlantyku.

– Topienie lodowców pod koniec epoki lodowej wywołało liczne erupcje – mówi prof. McGuire. – To ma sens, bo jeśli zmniejszy się ciśnienie wskutek „zdjęcia” masy lodowej na danym terenie, aktywizują się wulkany. Islandia jest tego solidnym dowodem – wyjaśnia ekspert.

Czy na kataklizmy jest sposób? Zdaniem naukowców tylko jeden: uprzedzić ludzi o nadchodzącym zdarzeniu i przygotować ich na katastrofę na danym terytorium.

źródło: newsweek

Jeszcze nikt nie zagłosował.
Proszę Czekać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.